23.05.2016/18:08

Krakowski Freshmarket dobry, bo w dobrych rękach

Ajenci sklepów dzielą się na biernych wykonawców poleceń z centrali i na ludzi z inicjatywą. Grzegorz Bieszczad, który prowadzi Freshmarket w Krakowie, należy do tych drugich.

Freshmarket przy ulicy Przemysłowej w Krakowie to kandydat do nagrody Market Roku w kategorii dużych sklepów spożywczych. Do zakupów zachęca usytuowana przy wejściu wyspa z owocami i warzywami. Tuż za nią jest dobrze zaopatrzony dział z pieczywem, a naprzeciwko drzwi – stoisko mięsno-wędliniarskie. To jasny komunikat, że licząca 170 mkw. powierzchni sprzedaży placówka jest dobrze zaopatrzona w produkty świeże. – Po nie głównie przychodzą klienci. Ten asortyment odpowiada za 40 proc. obrotów sklepu. Sam nabiał zajmuje 7 metrów, krojone wędliny i sery około 2,5 metra. Wypiekamy na miejscu pieczywo – oprowadza nas po sklepie Grzegorz Bieszczad. Podobnie jak inni przedsiębiorcy związani z firmą Żabka Polska jest ajentem, a nie właścicielem sklepu. – Ale czuję się, jakbym był na swoim – zapewnia Bieszczad. Lśniący nowością Freshmarket objął sześć lat temu. Zwalczył początkową pokusę, by uruchamiać kolejne placówki. – Mamy z żoną dwójkę dzieci. Na młodsze zdecydowaliśmy się dopiero, gdy starsze podrosło. Tą samą zasadą kieruję się w biznesie – uzasadnia. Sklepu dogląda przez cały czas, nawet zamieszkał obok. Kupują u niego sąsiedzi.

Szczęściarz

W CV Bieszczad ma wpisane takie firmy jak McDonald’s (dorabiał na studiach), Plus Discount i Jeronimo Martins. W handlu zaczynał jako kierownik sklepu, potem awansował na szefa regionu. Mówi, że najwięcej nauczył się, gdy biegał po sali sprzedaży Plus Discountu. Stamtąd wyniósł m.in. dbałość o detale, np. uważa, że brak cenówki może spowodować, że klient zrezygnuje z zakupów. Z Żabką związał się w ciekawym okresie: akurat ruszała z nową marką, czyli Freshmarketem. –Sądziłem, że obejmę Żabkę, a okazało się, że mogę sprawdzić się w bardziej wymagającym formacie, czyli we Freshmarkecie – wspomina. Gdy zaczynał, w Krakowie działały pod nowym szyldem dopiero pierwsze sklepy. – To był absolutny początek. Ta sieć była dopracowywana na naszych oczach. My, praktycy, też mieliśmy wkład w rozwój tego formatu – opowiada.

Dziennie placówkę odwiedza 700-800 klientów. Do godziny 16 przychodzą głównie pracownicy pobliskich biur i muzeów. Kupują drobne przekąski: jogurty, napoje, kanapki, robione na miejscu hot dogi. Ma to swoje konsekwencje dla koszyka zakupów, bo znacząco obniża jego średnią wartość. Po południu i w weekendy, gdy na zakupy przychodzą mieszkańcy osiedla, ta wartość rośnie. – Często ludzie dźwigają do kasy dwa koszyki wypchane po brzegi. Niestety, brak miejsca nie pozwala wprowadzić wózków, choć pewno by się przydały – przyznaje Grzegorz Bieszczad. Wie, że ma szczęście – nie licząc Żabki, w okolicy nie ma zbyt wielu sklepów, a ludzie, którzy tu mieszkają, są dobrze sytuowani, złotówka w tę czy w tamtą stronę nie robi im różnicy.

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • Sylwia 19.08.2016

    Panie Grzegorzu gratuluje.Sylwia

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.