01.03.2021/06:05

Rafał Mróz, EWL Group: Okresy niepewności wzmagają zainteresowanie pracodawców elastycznymi formami zatrudnienia

Niemal 40% pracowników ze Wschodu musiało zmienić miejsce pracy, a często też zamieszkania, ze względu na czynniki związane z pandemią COVID-19. Jednak dzięki dużej elastyczności i mobilności pracownicy zagraniczni szybko odnaleźli się na zmienionym rynku pracy – mówi Rafał Mróz, dyrektor operacyjny EWL Group.

Pandemia istotnie wpłynęła na rynek pracy, także w kontekście pracowników tymczasowych. Co działo się okresie ostatnich dwunastu miesięcy?

Czas od początku pandemii w Polsce, a więc od marca ubiegłego roku, można tak naprawdę podzielić na trzy okresy. Pierwszy, zaraz po wprowadzeniu obostrzeń i reżimu sanitarnego, to niepewność na rynku pracy – zarówno po stronie pracodawców, jak i pracowników. Wiele zakładów pracy zostało czasowo zamkniętych lub zmniejszyło produkcję, a część pracowników przeszła na różnego rodzaju zwolnienia, np. w związku z koniecznością sprawowania opieki nad dziećmi. W tym pierwszym okresie pracownicy ze Wschodu często zmieniali pracę ze względu na redukcję zatrudnienia w ich pierwotnych firmach. Z naszych badań wynika, że niemal 40% pracowników musiało zmienić miejsce pracy, a często też zamieszkania, ze względu na czynniki związane z pandemią COVID-19. To bardzo dużo. Jednak dzięki dużej elastyczności i mobilności pracownicy zagraniczni szybko odnaleźli się na zmienionym rynku pracy i zapełnili wakaty w innych branżach.

Mniej więcej na przełomie sierpnia i września 2020 roku rynek pracy zaczął wracać na dawne tory. Widać było to m.in. po ilości zapytań o pracowników tymczasowych, które otrzymywaliśmy w tym okresie. Wiele firm zaczęło wracać na poziomy produkcyjne sprzed pandemii, branża logistyczna stale notowała wzrosty zapotrzebowania, a pracowników na rynku lokalnym nadal brakowało. Stąd też duże zainteresowanie usługami takich firm jak EWL w drugiej połowie ubiegłego roku.

Obecnie mamy okres stabilizacji, jeśli chodzi o rynek pracy. Zapotrzebowanie na pracowników na początku roku zwykle jest mniejsze. Obecnie, dodatkowo, pracownicy ze Wschodu w znacznej części decydowali się nie wracać do domu na przypadające w styczniu święta. Pracownicy bali się, że po powrocie z urlopu nie będą mogli przekroczyć granicy lub zostaną skierowani na obowiązkową kwarantannę. Ponadto wiele firm, które w okresie świątecznym tradycyjnie miało zaplanowane przestoje na konserwacje sprzętu, prace serwisowe czy renowacyjne, zleciło ich wykonanie już w okresie wcześniejszych lockdown-ów. W związku z tym obecnie działają w normalnym trybie, nie zwiększając zapotrzebowania na pracowników. Warto też dodać, że nadal obowiązują przepisy przedłużające legalny pobyt i pracę w Polsce pracownikom z zagranicy w okresie pandemii. To wpływa na zmniejszone tempo dynamiki fluktuacji kadry ze Wschodu.

Z czego wynikał wzrost zainteresowania pracownikami we wrześniu? Skończyły się wakacje, obostrzenia były względnie łagodne i biznes znów zaczął się rozwijać?

Tak, to jeden z czynników. Chociaż na przełomie sierpnia i września zwykle mamy większe zapotrzebowanie na pracowników sezonowych. Trzeba jednak pamiętać, że w ubiegłym roku znaczna część polskich pracowników jeszcze we wrześniu korzystała z przedłużonego zasiłku opiekuńczego, w związku z czym brakowało ich na rynku pracy. Ponadto pod koniec lata i na początku jesieni 2020 roku wzrosła produkcja m.in. w branży automotive, co przełożyło się na potrzeby kadrowe i wzmożoną rekrutację pracowników.

Szukasz pracowników do swojej firmy? SPRAWDŹ!

 

Mówił Pan, że na początku roku pojawiło się tąpnięcie na rynku pracy. Widzieliśmy obrazki pracowników ze Wschodu, którzy pieszo przekraczali granicę. Czy skala tego zjawiska była duża i czy większość z nich wróciła?

Początek pandemii, to duży chaos informacyjny. Cudzoziemcy bali się, że jeśli nie wyjadą natychmiast, to w późniejszym terminie powrót do domu może okazać się niemożliwy. A przecież wielu pracowników zostawiło w kraju całe rodziny. Faktycznie, liczba pracowników z zagranicy odczuwalnie spadła na początku pandemii. My, w najgorszym okresie, czyli na przełomie kwietnia i maja 2020 roku, odnotowaliśmy spadek o około 30%. Natomiast już pod koniec ubiegłego roku mieliśmy u naszych klientów ponad dwa razy więcej zatrudnionych cudzoziemców, niż w na początku pandemii. Duża część naszych pracowników, to oczywiście osoby powracające do dotychczasowych miejsc pracy, które wznowiły swoją działalność po okresie przestoju.

Z danych statystycznych wynika, że w okresie pierwszego lockdown’u nasz kraj opuściło około 150 tys. pracowników – i to tylko z Ukrainy. W miarę luzowania obostrzeń i „oswajania” nowej rzeczywistości pracownice ze Wschodu zaczęli wracać do Polski. Pod koniec ubiegłego roku w ZUS zarejestrowanych było 725 tys. cudzoziemców. To o 55 tys. więcej niż w lutym 2020 roku.

Z waszych badań wynika, że coraz więcej pracowników z Ukrainy chce zamieszkać w Polsce na stałe. Co ich tutaj przyciąga?

Na pewno dla każdego obcokrajowca co innego będzie czynnikiem kluczowym, decydującym o tym, aby przenieść się na stałe do Polski. Z naszych badań wynika, że możemy wyróżnić cztery determinanty takiej decyzji. Po pierwsze: niskie zarobki na Ukrainie i relatywnie wysokie płace w Polsce. Po drugie brak możliwości podjęcia pracy na Ukrainie – są regiony, gdzie pracownik nie może znaleźć zatrudnienia, bo pracy po prostu nie ma. Trzecia kwestia to stosunkowo łatwy dostęp do polskiego rynku pracy w porównaniu do innych rynków w Unii Europejskiej. Pracownicy z Ukrainy mają możliwość pracy w Polsce na podstawie tzw. „procedury uproszczonej”, istnieje także możliwość przedłużenia pobytu oraz uzyskania zezwolenia na pracę. Po czwarte – bliskość kulturowa, językowa i geograficzna. Nawet brak znajomości języka polskiego nie uniemożliwia pracownikom komunikacji z pracodawcą. Mamy pewne wspólne cechy osobowościowe, dzięki którym pracownikom z Ukrainy łatwo jest się zintegrować z zespołem czy lokalną społecznością. 

Swego czasu obawiano się, że pracownicy z Ukrainy mogą wyjechać do Niemiec po otwarciu dla nich tamtejszego rynku. Czy tak się w przyszłości stanie i czy może to stanowić wyzwanie dla polskiego rynku pracy?

Niemcy są na pierwszym miejscu w rankingu krajów, do których chcieliby wyjechać migranci zarobkowi z Ukrainy. Drugim najczęściej wskazywanym kierunkiem jest Polska. Świadczą o tym nasze badania. Jednak przyjazd do naszego kraju jest łatwiejszy zarówno jeśli chodzi o aspekt prawny, kwalifikacje zawodowe czy kwestie językowe.

Pracownikom z Ukrainy trudniej aplikować i uzyskać dostęp do niemieckiego rynku pracy. Niemcy poszukują specjalistów w konkretnych dziedzinach, a ponad to wymagają, chociaż podstawowej, znajomości języka niemieckiego. Tymczasem blisko 90 proc. badanych przez nas pracowników zagranicznych nie mówi po niemiecku lub określa znajomość tego języka jako bardzo złą. To jeden z czynników, który wpłynął na to, że otwarcie niemieckiego rynku pracy dla cudzoziemców spoza UE nie przełożyło się na wielkie wyjazdy pracowników. Zaobserwowaliśmy niewielki ruch w 2019 roku, zanim nowe regulacje w Niemczech weszły w życie. Natomiast wielu pracowników, którzy wyjechali w tym okresie, szybko wróciło ze względu na brak możliwości zalegalizowania swojej pracy u naszych zachodnich sąsiadów.

Warto jednak pamiętać, że nie tylko na niemieckim rynku brakuje pracowników. Obecnie mamy w Polsce jedne z najbardziej liberalnych regulacji w Unii Europejskiej dotyczące przyjmowania migrantów zarobkowych spoza Unii. To sprzyja rekrutacji i zatrudnianiu pracowników ze Wschodu w polskich przedsiębiorstwach. Ale rynki europejskie także poszukają kandydatów do pracy za granicą i otwierają się na coraz dalsze kierunki. Np. Czechy już liberalizują swoje przepisy w tym zakresie. To kolejny rynek pracy, który oferuje nieco wyższe wynagrodzenia niż przeciętnie osiągane przez migrantów w Polsce. Może więc się okazać, że już wkrótce pracownicy z Ukrainy będą częściej wybierali inny kierunek migracji. Musimy pamiętać, że pracownicy ze Wschodu są istotnym elementem dla rozwoju polskiej gospodarki. Powinniśmy starać się zatrzymać ich w Polsce, ułatwiać procedury legalizujące pobyt i pracę oraz integrować ich z lokalną społecznością.

Szukasz pracowników do swojej firmy? SPRAWDŹ!

 

Mówi Pan, że mamy stosunkowo liberalne przepisy, jeżeli chodzi o zatrudnianie cudzoziemców. Czy widzi Pan jakieś obszary prawne, które nadal wymagają zmiany?

Na pewno zawsze warto uelastyczniać przepisy. Obecna procedura, tzw. „procedura uproszczona”, pozwala pracownikom z sześciu państw Europy Wschodniej na pracę w Polsce przez sześć miesięcy w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy (na podstawie wizy pracowniczej) lub do trzech miesięcy (w ramach ruchu bezwizowego w przypadku Ukrainy, Mołdawii czy Gruzji). Wydłużenie tego okresu ułatwiłoby w znacznym stopniu funkcjonowanie urzędom, które szybciej mogłyby wydawać zezwolenia i decyzje. Druga kwestia to rozszerzenie procedury uproszczonej na inne kraje.

Jakie kraje poza Ukrainą staje się popularniejsze, jeżeli chodzi o pracowników, którzy przyjeżdżają do Polski?

Działamy na każdym kontynencie i rekrutujemy kandydatów z różnych krajów. Mamy pracowników m.in. z Kuby, Filipin oraz Indonezji, a także z Wietnamu. Dużym rynkiem jest również Rosja, ale ona nie chce za bardzo wypuszczać swoich pracowników. Pozyskujemy także pracowników z kilku krajów Afryki. Pierwsze osoby już zaczęły pracę i można powiedzieć, że przecierają szlaki. Klienci chwalą szybkość, z jaką pracownicy wdrożyli się w nowe obowiązki. Oczywiście pozostaje kwestia bariery językowej. Każdy nowy kierunek rekrutacji wiąże się z nową formą komunikacji. Nie wszyscy pracownicy z zagranicy mówią po angielsku, podobnie jak kierownik liniowy czy brygadzista. Tutaj potrzebna jest opracowana z wyprzedzeniem strategia wdrożenia, onboardingu pracowników. Przez pewien okres bardzo dużą popularnością cieszyły się rekrutacje pracowników z Indii czy Nepalu - jednak w tym przypadku problemem jest długi czas oczekiwania na wydanie dokumentów i pozwoleń na wyjazd.

Wielu pracodawców w dobie pandemii podkreśla, że kluczową rzeczą jest elastyczność. Czy takie podejście zostanie z nami także po pandemii i outsourcing pracowników nadal będzie dynamicznie rósł?

Okres niepewności po stronie pracodawców zawsze wzmaga zainteresowanie elastycznymi formami zatrudnienia. Polskie prawo względem pracowników wewnętrznych jest mało elastyczne. Stad też popularność rozwiązań, jakie daje współpraca z agencją pracy tymczasowej. Poza tym rekrutowanie pracowników na polskim rynku pracy jest coraz trudniejsze i coraz droższe. Pracownicy mogą wybierać w ofertach pracy, porównywać opinie o pracodawcy i szybko przechodzić od jednego podmiotu do drugiego. Łatwiej, taniej i przede wszystkim szybciej, jest wynająć zewnętrzny podmiot, który przeprowadzi cały proces, od początku do końca, niż budować i utrzymywać własne struktury HR. Warto pamiętać, że agencja, to nie tylko większa elastyczność struktury zatrudnienia, ale też duże zaplecze rekrutacyjne, bazy sprawdzonych kandydatów i specjalistyczny know – how, a w konsekwencji oszczędność czasu i pieniędzy.

Niezależnie od tego czy niepewność na rynku będzie rosła, czy wrócimy do względnego spokoju, zainteresowanie współpracą z agencjami pracy tymczasowej na pewno nie będzie malało. One może tylko rosnąć.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także