21.10.2013/20:56

Sieci powinny płacić podatek od obrotów

Rozmowa z Radosławem Piekarzem, doradcą podatkowym, partnerem w kancelarii A&RT Rynkowska, Kosieradzki, Piekarz, ekspertem Fundacji Republikańskiej.

Czy Polska to raj podatkowy dla wielkich sieci handlowych?

Dla bogatych firm – a za takie uchodzą międzynarodowe sieci handlowe – Polska jest atrakcyjna: podatki są relatywnie niskie, istnieją sposoby na ich obniżenie. Gdy w ramach jednej grupy działa szereg spółek zarejestrowanych w różnych krajach, wówczas można przerzucać część dochodów np. do Szwajcarii. Służą temu ceny transferowe (z ang. transfer pricing – red.), ustalane między powiązanymi ze sobą podmiotami, np. spółkami działającymi w różnych krajach, ale w ramach jednej grupy kapitałowej. Przerzucając część dochodu do innych spółek, można w jednym kraju wykazać stratę, a w drugim, posiadającym korzystniejsze regulacje podatkowe, zysk. Dzięki temu spółka np. w Polsce zapłaci mniej podatku, ale grupa kapitałowa jako całość nic na tym nie straci.

Jakiś przykład?

Grupa kapitałowa rejestruje w Szwajcarii spółkę, która jest właścicielem znaków towarowych – marki, logo itp. Ta udziela licencji polskiej spółce na posługiwanie się wspomnianymi znakami, a za licencję trzeba zapłacić. Dochód polskiej spółki jest więc pomniejszony o tę opłatę, podatek CIT niższy, a pieniądze i tak zostają w grupie. W ten sposób można fakturować usługi księgowe, obsługę IT, opłaty marketingowe. Wiele firm tak buduje łańcuchy dostaw, by uzasadnić obniżenie zysków w innym kraju. Przykładowo, podmiot zarejestrowany w Polsce jest tylko pośrednikiem, który wyszukuje klientów i żyje wyłącznie z prowizji, a sprzedawcą pozostaje spółka zarejestrowana w innym kraju. Często za zakupy dla całej grupy odpowiada centrala, a zaopatrujące się w niej markety funkcjonują jako osobne spółki i płacą centrali za usługę, same nie zatrudniając handlowców. Inny przykład – uruchamiamy nowy sklep. Spółka ponosi koszty związane z otwarciem, więc placówka przez jakiś czas będzie nierentowna. I już mamy stratę.

Te wszystkie mechanizmy są legalne?

Tak. Problem w tym, że polskie urzędy skarbowe mało uwagi poświęcają badaniu cen transferowych. Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów, ile takich kontroli przeprowadzają rocznie inspektorzy skarbówki? Okazuje się, że 200 na kilkaset tysięcy płatników podatku CIT! Specjalistów, którzy potrafią przeprowadzić taką kontrolę, jest w całym kraju tylko 102. To obnaża nieefektywność systemu odpowiedzialnego za ściąganie podatków, bo po przeciętnej kontroli VAT czy CIT firmy muszą dopłacić średnio około 200 000 zł. W przypadku cen transferowych owe doszacowanie wynosi przeciętnie 500 000 zł.

Czyli, zamiast np. podnosić akcyzę na alkohol, co ostatnio zrobił rząd, państwo mogłoby zyskać dodatkowe wpływy do budżetu z tytułu takich kontroli?

Tak. Może nie trzeba byłoby wtedy zwiększać podatku VAT z 22 na 23 proc.

Tyle że przedsiębiorcy podnieśliby lament, że państwo ich doi i będą zwalniać pracowników, by zarobić na fiskusa. Albo, że wyjdą z Polski.

Przykład Indii, które zabrały się za kontrole cen transferowych, pokazuje, że międzynarodowe korporacje dalej tam są, płacą podatki, tyle że wyższe. U nas wpływy z CIT wynoszą około 30 mld zł rocznie, z czego jedna trzecia płatników to firmy państwowe. Absurd – państwo płaci państwu...

Niedawno Fundacja Republikańska opublikowała dane na temat podatku dochodowego płaconego przez sieci handlowe. Wychodzi na to, że poza Biedronką, która odprowadziła 240 mln zł, operatorzy oddają fiskusowi symbolicznie kwoty lub notują straty.

Byłbym ostrożny w formułowaniu wniosków. Fundacja analizowała sprawozdania finansowe spółek, a takie dokumenty trzeba umieć czytać. Nie można na 100 proc. powiedzieć, że jeśli firma podała w zeznaniu np. 15 mln zł podatku, to ta kwota rzeczywiście trafiła do urzędu. Zaznaczam, że daleki jestem od przyklaskiwania tym, którzy uważają, iż międzynarodowe koncerny wypompowują pieniądze z Polski. Wielkie sieci, jak Biedronka czy Lidl, płacą niemałe podatki, ale zastanawia mnie np. strata Kauflandu. Pytanie, czy jest ona prawdziwa, czy sztuczna? Sieć wciąż otwiera kolejne sklepy – więc jak to: jest pod kreską i jednocześnie się rozwija?

Może jest pod kreską, bo inwestuje?

Ciekawie byłoby przejrzeć dokumenty księgowe w takim nowym sklepie... Jeśli chodzi o polskie sieci, to te bardziej postępowe odkryły dobrodziejstwa przywołanych wyżej rozwiązań, ale np. w Społem wszystko dalej idzie starym trybem. Księgowa z 40­‑letnim stażem nie myśli o optymalizacji podatków, a o tym, że trzeba zapłacić faktury.

W 2012 roku przychody Biedronki wyniosły 29 mld zł. Na tym tle, choć to dane z 2011 roku, 240 mln zł podatku dochodowego wypada już blado.

Faktycznie, to tylko niespełna 1 proc. wartości obrotów. Bez wglądu w dokumenty trudno orzec, czy właściciel Biedronki powinien zapłacić np. trzy razy więcej.

Ale drobni detaliści oddają fiskusowi więcej niż 1 proc. Gdzie tu sprawiedliwość?

Pewnie z 5 proc. Wysokość podatków ma związek ze specyfiką branży spożywczej. Tu trzeba dużo sprzedać, żeby zarobić. Ale w przypadku niektórych firm podatek CIT nie ma sensu. Sprawiedliwiej byłoby, gdyby firmy płaciły fiskusowi od obrotu. Nikt nie bawiłby się wtedy w wyprowadzanie dochodów za granicę.

Podkreślmy, że wspomniane 240 mln zł podatku dochodowego, który zapłaciła w 2011 roku Biedronka, to tylko część znacznie większej kwoty, na którą składają się różne podatki odprowadzane przez tę sieć do budżetu.

To prawda. Sklepy płacą jeszcze podatek od nieruchomości a także inne daniny publiczne. W przypadku dużego przedsiębiorstwa takie opłaty mogą przekraczać 100 mln zł. Sklepy są także płatnikami podatku dochodowego od osób fizycznych, płacą VAT, przy czym ten podatek jest przerzucany w cenie na finalnego klienta.

Ostatnio powrócił temat podatku obrotowego. To dobry kierunek?

Na świecie odchodzi się od podatków dochodowych, bo gospodarka jest już tak zglobalizowana, że łatwo wytransferować dochody. Lepszym rozwiązaniem są podatki obrotowe, konsumpcyjne, np. VAT. Tyle że w przypadku handlu żywnością podatek obrotowy spowodowałby wzrost cen w sklepach, bo byłby uwzględniany na każdym etapie łańcucha dostaw, a ten jest mocno rozbudowany. Jeśli podatek od obrotu wejdzie, nastąpi być może skrócenie tego łańcucha? Dla sieci byłaby to rewolucja w zarządzaniu logistyką.

Na Węgrzech podatek obrotowy obowiązuje firmy o obrotach powyżej 100 mln euro rocznie. Żadna sieć nie wyszła z tego kraju, więc pewnie i u nas podobne rozwiązanie zdałoby egzamin. Podatek dochodowy jest przeżytkiem. Proszę zauważyć, że wykorzystując opisany wyżej mechanizm opłaty licencyjnej, spółki często rozliczają się na podstawie obrotu nie zaś dochodu.

Jakie są realne szanse na wprowadzenie tego rozwiązania?

Za obecnego ministra finansów nie spodziewałbym się drastycznych zmian, skoro przez tyle lat rządów nie zabrał się za reformę podatków. Jeśli do władzy dojdzie PiS i będzie mieć sprzyjającego koalicjanta, to podatek obrotowy może przynajmniej częściowo zastąpić CIT. Najwcześniej stanie się to w 2017 roku, uwzględniając vacatio legis (termin prawniczy oznaczający okres między publikacją aktu prawnego a jego wejściem w życie – red.).

Dziękuję za rozmowę.

Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 10 (129) Październik 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.