26.07.2018/15:00

Biedronka nie wierzy w inflację cen żywności w Polsce

Jeśli uwzględnić promocje, w Biedronkach mamy do czynienia ze spadkiem cen żywności. Najważniejszym czynnikiem wzrostu udziałów w całym rynku był wzrost sprzedaży LfL. Plany inwestycyjne Jeronimo Martins Polska nie są zagrożone.

Ana Luísa Virgínia, szefowa biura zarządu Jerónimo Martins, przyznaje otwarcie, że oficjalne dane na temat inflacji cen żywności w Polsce stanowią dla firmy pewną zagadkę.

– Wydaje się, że przyjęty przez statystyków koszyk zakupowy różni się nieco od naszego, nie jesteśmy też pewni, czy biorą oni pod uwagę także ceny promocyjne, czy tylko zwykłe ceny towarów na półce. My liczymy także ceny promocyjne, czyli rzeczywiste ceny sprzedaży, dlatego w przypadku sieci Biedronka mamy do czynienia nawet z lekką deflacją cen żywności. Nie prowadzimy analiz samych tylko cen standardowych, ale wydaje się, że nawet w takim ujęciu w ciągu półrocza żywność w naszej sieci mogła zdrożeć tylko minimalnie. Niektóre produkty, takie jak cukier czy olej, staniały, inne nieco podrożały, ale w ujęciu statystycznym inflacja w naszych sklepach była minimalna.

Menedżerka wyjaśnia także, w jaki sposób firma zyskała w pierwszym półroczu dodatkowe dwa punkty procentowe udziałów całym rynku.

– Nasz wzrost udziałów w rynku nie był rozłożony równomiernie. Stosunkowo najniższy był wzrost w kwietniu, ponieważ mieliśmy wtedy bardzo silny efekt kalendarzowy, polegający na tym, że Wielkanoc wypadła w ostatnią niedzielę marca. W Polsce tydzień przypadający po tym święcie jest handlowo bardzo słaby. Zatem pozytywny wpływ Wielkanocy przypadł na marzec, a skutki negatywne na kwiecień. W całym drugim kwartale odnotowaliśmy wzrost sprzedaży LfL na poziomie 0,6 proc., głównie ze względu na kwiecień. W maju i czerwcu wzrosty były znacznie powyżej 4 proc. Jednak, mimo słabego kwietnia, w całym drugim kwartale zyskaliśmy więcej udziałów w rynku niż w pierwszym – wylicza Ana Luísa Virgínia.

– Warto podkreślić, że wzrost sprzedaży LfL był najważniejszym czynnikiem naszego wzrostu udziałów w całym rynku. Co prawda w ciągu półrocza uruchomiliśmy nowe sklepy, ale ich liczba wobec blisko trzech tysięcy funkcjonujących placówek była zbyt mała, by znacząco powiększyć nasze udziały w rynku – kontynuuje.

W pierwszym półroczu liczebność sieci Biedronek wzrosła zaledwie o 9 placówek netto – otwarto 30 nowych marketów i zamknięto 21 nierentownych. Na koniec półrocza sieć liczyła 2832 sklepów.

– Mimo tak niewielkiego wzrostu liczebności sieci nie wydaje mi się, by były zagrożone nasze plany powiększenia jej w ciągu roku o 80-90 lokalizacji. Z reguły znacznie więcej sklepów otwieramy w drugiej połowie roku, nie tylko ze względu na korzystniejsze warunki pogodowe w lecie, ale także dlatego, że w drugim półroczu sprzedaż jest lepsza – podsumowuje przedstawicielka Jeronimo Martins.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.