26.10.2020/09:58

Czeka nas pełny lockdown? Handel obawia się powtórki z wiosny

Ograniczenie handlu w galeriach do sklepów spożywczych i aptek, zaostrzenie limitów klientów w sklepach, zamknięcie ludzi (klientów) w domach... Czy taki scenariusz, znany z wiosny, czeka nas już niebawem? Przed nami kluczowy tydzień, który zadecyduje o tym, czy rząd wprowadzi ponowny lockdown gospodarki, czy może tak drastyczne środki, przynajmniej na razie, nie będą konieczne.

Według poniedziałkowego "Dziennika Gazety Prawnej", jeśli do piątku tempo wzrostu zakażeń koronawirusem w Polsce nie zwolni, konsekwencją tego będzie pełny lockdown. W takim wariancie mógłby zostać wprowadzony zakaz poruszania się poza dojazdem do pracy, twierdzi informator gazety. Przypomnijmy, że od soboty poza trzema wyjątkami z domu nie mogą wychodzić seniorzy; a obostrzenia w gastronomii osiągnęły już ten sam poziom, co wiosną.

Wracają restrykcje

W piątek podczas konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że "o ile nie nastąpi wypłaszczenie i zahamowanie tempa przyrostu zakażeń, możliwe, że będziemy musieli wprowadzać kolejne drastyczne kroki takie jak zamykanie granic, ograniczanie przemieszczania czy głębszy lockdown". Minister zdrowia Adam Niedzielski mówiąc o nadchodzącym tygodniu stwierdził, że przesądzi on, czy będziemy mieli do czynienia z dalszą wykładniczą eskalacją pandemii, czy nie. Okaże się bowiem, czy restrykcje wprowadzone w połowie miesiąca przynoszą pierwsze pozytywne skutki, czy może nie.

Jeszcze na początku października w Polsce stwierdzano ok. 2 tys. przypadków zakażeń koronawirusem dziennie. W połowie miesiąca liczba dobowych zakażeń sięgnęła 7-9 tys., a pod koniec ubiegłego tygodnia zanotowaliśmy nowe rekordy rzędu 13,6 tys. przypadków dziennie. Od soboty cały kraj znajduje się w czerwonej strefie.

Premier Mateusz Morawiecki zarzeka się, że Polska na jesieni będzie kroczyć "drogą środka" między pełnym zamknięciem gospodarki, a brakiem jakichkolwiek obostrzeń. Jeśli jednak sytuacja epidemiczna nie poprawi się w najbliższych dniach, być może szef rządu będzie musiał się wycofać z dotychczasowych deklaracji, że nie czeka nas drugi lockdown.

Od połowy października w branży handlowej obowiązują niektóre restrykcje, z którymi mieliśmy już do czynienia na wiosnę. W sklepach spożywczych, aptekach i drogeriach przywrócone zostały godziny dla seniorów. Ponadto rząd przywrócił limity klientów, ustalając je na poziomie 5-krotności liczby kas fiskalnych (dla placówek o powierzchni sprzedaży do 100 mkw.) lub 15 mkw. na jednego klienta (w większych sklepach). To limity lżejsze od tych, które obowiązywały na początku kwietnia - wówczas w każdym sklepie, niezależnie od powierzchni, mogło przebywać trzy razy więcej klientów niż wynosiła liczba kas, czego efektem były wielogodzinne kolejki pod sklepami.

Strach padł na galerie

Centra handlowe na razie działają, ale znajdujące się w nich food courty ponownie nie mogą obsługiwać klientów na miejscu. Ze względu na zamrożenie gastronomii, restauracje mogą serwować dania wyłącznie na wynos lub z dowozem. To oznacza, że do galerii handlowych prawdopodobnie przyjdzie mniej klientów niż w poprzednich tygodniach. Ponadto część klientów spędzi w centrum handlowym mniej czasu. Ze względu na najnowsze restrykcje, zmaleje rola galerii jako "miejsc spotkań", co przełoży się negatywnie na obroty nie tylko znajdujących się w nich lokali gastronomicznych, ale również sklepów.

Rząd nie zdradza, jak zamierza zareagować w sytuacji dalszego rozwoju epidemii i jak surowe mogą być ewentualne dodatkowe obostrzenia. Jednak sposób, w jaki władza postąpiła w minionych dniach z branżą gastronomiczną, rodzi podejrzenia, że przyszłe restrykcje będą poważne. To oznacza, że nie można wykluczyć, iż rząd - aby ograniczyć kontakty społeczne między obywatelami - zdecyduje się na ponowne zamknięcie większości sklepów w centrach handlowych, poza tymi, które oferują artykuły pierwszej potrzeby, czyli np. sklepami spożywczymi i aptekami.

Ciąg dalszy na drugiej stronie.

Dodaj komentarz

2 komentarze

  • Komuno - wróć? 27.10.2020

    Czynsze odgórnie? Ale centralne sterowanie i ceny urzędowe już były!

  • Pracodawca 26.10.2020

    Już mamy lockdown, tylko nieoficjalny, bo klientów w galeriach brak. Miałbym więcej klientów, gdybym prowadził osiedlowy warzywniak. Sklepy generują straty ( odzież). Handlowe niedziele nie są potrzebne. Zwiększą nam jedynie koszty. Jeżeli klientów nie mamy w tygodniu nie przyjdą też w niedziele!!! Czynsze muszą być uregulowane odgórnie, bo nie tylko my zbankrutujemy ale też doprowadzimy do nędzy naszych pracowników. Skąd wezmę pieniądze na wypłaty? Sprzedam samochód, mieszkanie, zostanę dziadem zatrudniającym pracowników?

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także