14.03.2014/12:30

Gdybym wygrała milion...

Rozmowa z Beatą Żuber, Miss Handlu 2014

Co trzeba zrobić, żeby ludzie zatrudnieni w handlu byli szczęśliwsi?
Podnieść im pensję i skrócić czas pracy. Myślę, że trzeba się nawzajem szanować, nie przejmować się uwagami trudnych klientów, być uprzejmym, a wszystkim będzie milej. Uśmiech nic nie kosztuje, a może wiele pomóc. Fajnie też byłoby, gdyby znaleziono sposób na złodziei, którzy nagminnie okradają sklepy i nie można im wiele zrobić. Ułatwiłoby nam to pracę, dało poczucie sprawiedliwości i bezpieczeństwa.

Jak rozpoczęła się Pani przygoda z handlem?
W 2004 roku rodzice otworzyli sklep spożywczo­‑przemysłowy „Żuberek”, w którym od początku pracuję. Skończyłam szkołę średnią, dostałam się na studia zaoczne i rozpoczęłam pracę w rodzinnym biznesie. Studia skończyłam, ale nawet nie próbowałam szukać innego zajęcia – podoba mi się to co robię. Na dodatek mam blisko do pracy, czego wszyscy znajomi mi zazdroszczą. Czy myślałam, żeby robić coś innego? Kiedyś chciałam być weterynarzem, ale pozostało to w sferze marzeń. Nie zdecydowałam się zdawać na weterynarię, bo przeraziła mnie chemia na egzaminach wstępnych. Ale nie żałuję wyboru swojej drogi zawodowej, nie chcę nic zmieniać.

Jaki jest dla Pani najgorszy moment w pracy?
Z codziennych spraw czasami bardzo męczą mnie klienci, którzy chcą coś wziąć „na kreskę”. Kłopotliwe są też biegające po sklepie dzieci, których rodzice są zajęci zakupami i nie zwracają uwagi na pociechy. Ale tak naprawdę najgorszą, najbardziej stresującą i nieprzyjemną sytuacją jest pomyłka w wydawaniu reszty, oczywiście na niekorzyść klienta. Zdarzają mi się bardzo rzadko, ale czasami, szczególnie przy dużym ruchu, trudno ich uniknąć. Okropna sprawa, życzę sobie i innym jak najmniej pomyłek.

A najlepszy moment?
Oczywiście uśmiech i zadowolenie klientów, pogawędka, pochwały za dobrze wykonaną pracę. To jest plus tej pracy, można się poczuć docenionym. Sklep, w którym pracuję, mieści się w małej miejscowości, więc mam stałych klientów, z którymi można pożartować, porozmawiać. Na zakupy przychodzą także sąsiedzi, znajomi, więc atmosfera w pracy jest bardzo sympatyczna, a czas szybko mija.

Gdyby wygrała Pani na loterii kilka milionów, czy nadal pracowałaby Pani w sklepie?
Na początek zafundowałabym sobie wakacje, najchętniej dwutygodniowe, pełen relaks i nicnierobienie. A po urlopie wróciłabym do pracy, aby i inni mogli odpocząć. Na pewno nie mogłabym siedzieć bezczynnie w domu, więc po solidnym odpoczynku zapewne wróciłabym za ladę.

Czy często dostaje Pani propozycje matrymonialne albo randkowe?
W pierwszych latach pracy faktycznie zdarzali się ado­ratorzy. Panowie nie sprawiali kłopotów, ponieważ nie byli nachalni i składali same sympatyczne propozycje, pozbawione chamstwa. Teraz już „ofert” praktycznie nie ma. Poza tym pracuję w miejscowości, w której mieszkam, wszyscy się tu znamy, więc i o adoratorów trudniej.

Jak Pani spędza czas po pracy?
W wolnych chwilach relaksuję się, słuchając muzyki, spacerując z moimi psami. Odpoczywam psychicznie i fizycznie, aby następnego dnia w pracy być uśmiechnięta i pełna życia. Moją pasją są podróże, w każdy dłuższy wolny weekend staram się gdzieś wyjechać. Uwielbiam wędrówki po górach, spacery nad morzem, a minionego lata odkryłam na nowo przyjemność z jazdy na rowerze. Już planuję trasy na najbliższy sezon i nie mogę doczekać się wiosny.

Pani największe marzenie zawodowe?
Dużo zadowolonych, uprzejmych klientów na co dzień, rozwijanie sklepu, a w przyszłości godne życie na emeryturze.

Hubert Wójcik

Wiadomości Handlowe, Nr 3 (133) Marzec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.