23.03.2016/11:31

Handel w erze digitalizacji

Gdyby ktoś zdecydował się na podobny eksperyment, jak bohaterowie kultowej „Seksmisji”, i dał się w 1989 roku zahibernować na 25 lat, po wybudzeniu miałby duże problemy z odnalezieniem się w zastanej rzeczywistości. Również handlowej.

Dzisiejsi 40-50-latkowie doskonale pamiętają siermięgę sklepów w schyłkowym PRL-u. Pamiętają otwarcie pierwszych hipermarketów i to, jak Polacy zachłysnęli się tym powiewem Zachodu. Ludzie związani z handlem nie mają problemów ze skojarzeniem nazw i logotypów zagranicznych sieci, które niczym meteory przemknęły przez polski, coraz bardziej konkurencyjny rynek: Jumbo, Costcutter, MiniMAL, Rema 1000, HIT, Hypernova, Albert, Leader Price, Plus Discount, Billa, Elea, Géant, Real i pewnie jeszcze kilka innych.

Handel detaliczny przeszedł niebywałą metamorfozę i wciąż dynamicznie zmienia się na naszych oczach. Z jednej strony postępuje proces sieciowania się sklepów w różnego rodzaju franczyzy czy grupy zakupowe, z drugiej bardzo szybko ubywa placówek handlowych. Przyczyny ich wykruszania się z rynku są przeróżne: od ekspansji dyskontów, które rozpętały wojnę cenową, przez zwykłą zmianę pokoleniową w handlu, po postępującą digitalizację, która kreuje nowy model robienia zakupów. Waga tego ostatniego czynnika często jest niedoceniana. Tymczasem, według GUS, dostęp do internetu ma niemal 29 mln Polaków, którzy „uzbrojeni” są w ponad 20 mln smartfonów i 7 mln tabletów. Wielu z nich nie waha się ich używać do robienia zakupów. Gwałtowny przyrost sklepów internetowych nie powinien więc dziwić. W ciągu minionych dwóch lat przybyło ich aż 4000. Polacy przez internet kupują już dzisiaj niemal wszystko. Nie tylko książki, zabawki, odzież czy buty. Coraz częściej w sieci szukamy artykułów spożywczych.

Niektóre sieci handlowe (np. Auchan, Tesco, Alma, Piotr i Paweł, E.Leclerc) dobrze odnajdują się w erze digitalizacji. Uruchomiły e-sklepy, wprowadziły szereg udogodnień dla klientów, mają konkurencyjne ceny. Słowem, w praktyce realizują strategię sprzedaży wielokanałowej. Zdecydowana większość szyldów nie ma takiej możliwości, albo są one mocno ograniczone. Tymczasem wirtualny handel stał się realnym konkurentem klasycznych sklepów. Kolejnym, po hipermarketach i dyskontach. Efekt? W ciągu 6 ostatnich lat zniknęło z rynku 30 000 sklepów spożywczych – z danych Bisnode wynika, że jest ich już mniej niż 72 000. Nieco lepiej radzą sobie sklepy specjalistyczne, choć i tych jest mniej.

Wyjątek stanowią monopolowe, ale zapewne niebawem i one będą w odwrocie, bo nowa władza wzięła je na celownik. Formatem, który rozkwita są dyskonty, choć tylko dwie z czterech działających nad Wisłą „tanich” sieci można określić tym mianem, bo przecież Biedronka i Lidl to swego rodzaju hybrydy (dyskontu z supermarketem, a może i sklepem osiedlowym). Szacuje się, że w br. obroty dyskonterów zbliżą się do 55 mld zł, a w 2019 roku ich udział w rynku detalicznym przekroczy 28 proc. Imponujący wynik, gdy weźmiemy pod uwagę, że w 2009 roku było to zaledwie 13 proc. Najmocniej błyszczy oczywiście gwiazda Biedronki, której klienci kupili w 2015 roku towary warte 38,6 mld zł. Wielu konkurentom z pewnością cierpnie skóra na myśl o tym, co mogłoby się stać, gdyby Portugalczycy uruchomili e-sklep. A wróbelki coraz częściej o tym ćwierkają…

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • niezadowolona 07.10.2016

    co ten artykul ma wpsolnego z digitalizacja? wspomniano tu tylko o e-sklepach i nic wiecej. a o digital w retail mozna napisac ksiazke!

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.