Poznaj produkt zanim go zakupisz. Pobierz Demo.
Lista 60 regionalnych i lokalnych spożywczych sieci handlowych - trendy, prognozy i wyzwania [RAPORT]
Na pierwszy rzut oka ta Biedronka przypomina szereg domów jednorodzinnych. W rzeczywistości na elewacji świeci logo sieci, przed wejściem stoją wózki zakupowe, a obok działa recyklomat. Budowa przy ul. Sportowej w Darłowie wywołała spór, który z lokalnej inwestycji urósł do jednego z najgłośniejszych przykładów kontrowersji wokół planowania przestrzennego w Polsce.
Budynek, w którym ulokowała się Biedronka powstał na podstawie pozwolenia na dom jednorodzinny z częścią usługową, ale w praktyce wygląda jak pełnowymiarowy dyskont - informuje portal Architektura Murator.
Jak z domu jednorodzinnego powstał dyskont?
Sprawa opisana przez portal Architektura Murator przypomina urbanistyczną łamigłówkę. Zgodnie z pozwoleniem na budowę inwestycja miała być domem jednorodzinnym z częścią handlową. Łączna powierzchnia budynku przekracza 2,2 tys. mkw. – z czego ponad 1,1 tys. mkw. przypada na część mieszkalną, a około 1,1 tys. mkw. na funkcję usługową.
Efekt końcowy wzbudził jednak zdziwienie mieszkańców. Obiekt wyposażono w szyldy Biedronki, wiatę na wózki sklepowe oraz recyklomat, a jedyne okno znajduje się z tyłu budynku. W geoportalu miejskim obiekt został już oznaczony jako budynek handlowy.
W Darłowie trwa spór o Biedronkę. Budowany przy ul. Sportowej gigantyczny dom jednorodzinny zamiast okien dostał neon, zamiast ogrodu parking. Architekt twierdzi, że projektował dom z usługą, inwestor, że właśnie to wybudował... 1/2 pic.twitter.com/ojXblKSM4m
— Artur Celiński (@ArturCelinski) June 24, 2026
Jak tłumaczy się projektant?
Jak podaje Architektura Murator, autorem projektu jest architekt Piotr Adamowski, współpracujący ze spółką Miloo Park. Projektant podkreśla, że opracował dokumentację dla budynku mieszkalnego jednorodzinnego z usługą handlową i nie przygotowywał projektu samodzielnego obiektu handlowego.
Salling Group stawia na dalszy rozwój w Europie Środkowej, ale jednocześnie wyciąga wnioski z wcześniejszych decyzji dotyczących ekspansji zagranicznej. Grupa zapowiada zmianę podejścia do budowy swoich sieci handlowych, a Polska pozostaje jednym z najważniejszych rynków w jej strategii. Anders Hagh, CEO Salling Group oraz Brian Nyeng Olesen, CEO Netto Polska opowiedzieli portalowi wiadomoscihandlowe.pl dlaczego sieć odchodzi od dotychczasowego modelu rozwoju i jakie znaczenie ma dla niego polski rynek.
Strategia Salling Group. Koniec kopiowania jednego modelu na wszystkie rynki
Europa Środkowa nadal zajmuje ważne miejsce w strategii inwestycyjnej Salling Group. Jak podkreśla w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl Anders Hagh, CEO Salling Group, region wyróżnia się rosnącą zamożnością mieszkańców oraz potencjałem dalszego wzrostu, mimo wyzwań demograficznych, które będą coraz bardziej widoczne w kolejnych latach.
Istotnym elementem rozwoju grupy było ubiegłoroczne przejęcie sieci Rimi w krajach bałtyckich. Była to największa akwizycja w historii spółki, dzięki której działalność Salling Group powiększyła się o 314 sklepów i 11 tys. pracowników.
– Zainwestowaliśmy w regionie potężne środki finansowe. Naszą największą dotychczasową akwizycję przeprowadziliśmy w zeszłym roku, kupując sieć Rimi w krajach bałtyckich, dzięki czemu urośliśmy o 314 sklepów i 11 tys. pracowników. Widzimy całą Europę Środkową jako atrakcyjne miejsce do ekspansji. Kraje regionu mają pozytywną dynamikę bogacenia się, rośnie dochód rozporządzalny i stosunkowo młodą populację, choć demografia będzie coraz większym wyzwaniem w kolejnych latach – powiedział w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl Hagh.
Jednocześnie grupa zapowiada zmianę dotychczasowego modelu rozwoju na nowych rynkach. – W przypadku naszej strategii rozwoju na nowych rynkach wprowadziliśmy istotne zmiany. W przeszłości rozwijaliśmy sieć Netto w oparciu o duński koncept, przenosząc go do Niemiec i Polski. Teraz będziemy to robić, budując tzw. lokalnych bohaterów – dodał CEO Salling Group.
