07.05.2013/16:14

Lody: wiele zależy od pogody

W tym roku pogoda zaskoczyła nas już kilkakrotnie. Przeciągającą się zimę szczególnie odczuli producenci lodów, którzy niecierpliwie wypatrywali pierwszych promieni słońca zwiastujących początek sezonu. Gdy wiosna wreszcie nadeszła, konsumenci rzucili się do zamrażarek. I czasem nie za bardzo mieli w czym wybierać.

O ile przyzwyczailiśmy się, że w listopadzie i grudniu zima zwyczajowo zaskakuje drogowców, w tym roku kapryśna aura dała się we znaki handlowcom. Jeszcze 11 kwietnia warszawiacy chodzili w zimowych kurtkach i czapkach. Tydzień później, przy temperaturze przekraczającej 23°C, krótkie spodnie i kuse spódniczki były już powszechnym widokiem. Podobny nagły skok temperatury oraz błyskawiczne przejście zimy w wiosnę miało miejsce w prawie całej Polsce. Klienci ruszyli do sklepów po lody, ale wielu odeszło z kwitkiem, bo ich ulubione marki i smaki zostały błyskawicznie wykupione. – Zapasy mieliśmy na stanie już od początku marca. Pogoda nas zaskoczyła jedynie w tym sensie, że zima trwała bardzo długo – przekonuje Maciej Redlicki z działu marketingu Zielonej Budki. Podobnie zapewniał nas inny czołowy producent: – Produkujemy lody przez cały rok i zawsze mamy ich wystarczającą ilość. Wiosna mogła faktycznie zaskoczyć, ale dystrybutorów, co nie jest naszą winą.

Póki było zimno, nikt w handlu nie myślał o lodach – dobrze sprzedawały się produkty rozgrzewające, np. zupy w proszku. Gdy w ciągu jednej nocy nadeszła oczekiwana wiosna, detaliści rzucili się do składania zamówień. Nic dziwnego, że dystrybutorzy mieli problemy logistyczne z obsłużeniem wszystkich zainteresowanych. I stąd te luki w zamrażarkach.

Wiosna marek premium

Katarzyna Jankowiak, ajentka Żabki w Poznaniu, uważa, że to normalne. – Co roku mamy kilkudniowy okres przejściowy, nim przestawimy się z jednej dostawy lodów w tygodniu na dwie – mówi. Zarzeka się, że w jej sklepie nigdy lodów nie zabrakło całkowicie, choć niekiedy klienci musieli pójść na kompromis i zadowolić się tym, co akurat znaleźli w bonecie. – Sprzedajemy bardzo dużo Big Milków Algidy, co zapewne wynika z wysokiej jakości i niskiej ceny tych lodów. Dobrze rotują też rożki – ocenia detalistka. Początek sezonu lodowego jest, według niej, dobrym momentem dla marek premium. – Są znacząco droższe, ale to towar impulsowy, którego nie kupujemy codziennie. Po zimie wiele osób było tak spragnionych lodów, że chętniej sięgało po takie marki, jak Magnum czy Grycan.

Maj ważniejszy od lipca

Nagłe przyjście lata z zadowoleniem powitali producenci lodów, choć był to dla nich okres bardzo intensywnej pracy. – Przychodzę do pracy o 6.30 rano, a wychodzę po dwunastu godzinach. Żona narzeka, że nie mam czasu dla niej i dla dziecka, ale, jak to mówią: wszystkie ręce na pokład i trzeba działać – tłumaczył nam w połowie kwietnia przedstawiciel jednej z firm produkujących lody. Branża ta jest podatna na pogodę, jak mało która. Zwłaszcza że poza sezonem sprzedaje się u nas znacznie mniej lodów niż na zachodzie Europy. Wszyscy chcą więc, mówiąc kolokwialnie, wycisnąć z dobrej aury tyle, ile tylko się da. A pogoda może być w br. wyjątkowo kapryśna. – Wczoraj mieliśmy 24°C, a za dwa dni w weekend będzie już tylko 11. Nie jest łatwo planować sprzedaż w takich warunkach – mówi Maciej Redlicki. – Dla producentów kluczowe jest pierwsze, duże wejście z towarem do sklepów na otwarcie sezonu. Bywa, że kwiecień i maj są ważniejsze niż lipiec, na który przypada środek lata – dodaje Mariusz Jurek, dyrektor ds. marketingu w firmie Koral. 



(SSZ)

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.