19.09.2013/18:16

Nazwy na paragonach po nowemu

Mówi się: przyjdzie fala upadłości najmniejszych sklepów; trzeba szybko zainwestować minimum 15 000 zł; dostosowanie się do wchodzących w życie przepisów grozi paraliżem handlu. A co naprawdę zmieniają nowe przepisy dotyczące paragonów fiskalnych?

Na szczęście nic nie zapowiada, że od 1 października br., czyli od dnia, gdy na paragonie fiskalnym trzeba będzie umieszczać nazwy pozwalające na jednoznaczną identyfikację towarów, handel w Polsce drastycznie się zmieni.

Biją w drobny handel

– „Do żadnych zmian się nie przygotowuję. Prowadzę sklep do pierwszej kontroli skarbówki, a potem pewnie będę musiał zwinąć interes” – Magdalena Zygma, pracująca w Makro na Śląsku, cytuje jednego ze swoich klientów. Podobnych postaw wśród detalistów nie brakuje. – Dla mnie ta cała zmiana to głupota. Nie planuję inwestować w lepsze kasy fiskalne, bo mi się nie opłaca – za cztery lata idę na emeryturę – mówi Barbara Walendzik, właścicielka sklepu w Janowie. Natalia Wójcik, prowadząca razem z mamą sklep w Złocieńcu (woj. zachodniopomorskie), uważa, że nowe przepisy to nic innego, jak wyciąganie od detalistów pieniędzy. Wielu naszych rozmówców uważa, że nowa ustawa powstała z myślą o producentach urządzeń fiskalnych i systemów komputerowych wspierających sprzedaż. – Próbuje się nam wcisnąć na siłę coś, czego nie potrzebujemy. Zupełnie jakby ktoś celowo chciał utrudnić nam życie – martwi się Maria Prałat, właścicielka sklepu w Turewiu (woj. wielkopolskie). Według niej zmiany są niekorzystne tylko dla części handlu: – Duże placówki mają systemy komputerowe i sobie poradzą. Małe, rodzinne sklepy na wsi już nie dadzą rady. Nie jesteśmy tak obeznani z nowoczesnymi technologami, dla nas to rewolucja. Cześć sprzedawców nie wie, co robić. – Wielu klientów boi się nadchodzących zmian i żyje w nerwach – dzieli się swoimi spostrzeżeniami Magdalena Zygma.

Czas wzmożonych kontroli?

Atmosfera paniki bierze się z faktu, że detaliści nie wiedzą, czego spodziewać się po 1 października. – Próbowałam dowiedzieć się czegoś w urzędzie skarbowym, ale dostałam tylko kartkę z zawiłymi paragrafami, bez żadnych przykładów, która nic mi nie pomogła – żali się Maria Prałat. Jak zwykle, sprzedawcy nie mogą liczyć na pomoc urzędników. – To od 1 października są jakieś zmiany w paragonach? – pytała nerwowo koleżanki pracownica jednego z urzędów skarbowych, do którego zadzwoniliśmy, aby dowiedzieć się więcej na temat nowych przepisów...

A gdy czegoś nie wiadomo, szybko rodzą się plotki. – Słyszałem od innych, że od wczesnej jesieni skarbówka ma przeprowadzać wzmożone kontrole i surowo karać, jeśli wydawane paragony nie będą pozwalały na jednoznaczne określenie towarów – mówi Adam Majewski, prezes Stowarzyszenia Kupców Polskich „Przyjazny Sklep”, zrzeszającego ponad 100 niezależnych detalistów. Pan Adam ma o tyle łatwiej, że posiada w sklepie system komputerowy, który ułatwił mu operację zmiany nazw na paragonach. – Problem w tym, że większość małych, niezrzeszonych placówek detalicznych, zwłaszcza na wsiach, takiego systemu nie ma. Prowadzą je często starsi ludzie, którzy nie potrafią nawet obsłużyć komputera. Jak tacy detaliści mają odnaleźć się w nowych realiach? – pyta Adam Majewski. Magdalena Zygma z Makro szacuje, że program komputerowy posiada 30­‑40 proc. jej klientów.

Wydłuży się obsługa klientów

Uszczegółowione nazwy to dla detalistów przede wszystkim problem finansowy. – Postawiłem na handel wędlinami. Mam ich 200 rodzajów, a teraz będę musiał każdą osobno opisywać z nazwy. Muszę do tego kupić nową wagę, bo stara nie ma wystarczającej pamięci, by wprowadzić do niej tyle kodów kreskowych. To inwestycja rzędu 3000 zł, na której nic nie zarobię – informuje Adam Majewski. Maria Prałat zmieniała już w tym roku kasę, ale obawia się, że jej urządzenie, z pamięcią na zaledwie 2000 kodów, okaże się niewystarczające. – Na lepszą nie było mnie stać, a tu ponoć trzeba będzie znów zmieniać sprzęt – martwi się detalistka. Kolejny problem z uszczegółowionymi nazwami to wydłużenie czasu obsługi klientów. – Jeśli przy kasie trzeba będzie wpisywać osobny kod na każdy owoc czy warzywo, inny dla chleba żytniego, inny dla pszennego, razowego, tostowego i bułek – to nie ulega wątpliwości, że wydłuży się czas obsługi klientów. Nim kasjerki się tego nauczą na pamięć, będą musiały wertować kilkustronicowe ściągawki – zauważa Świetlana Mrozek z Opatowa. Adam Majewski dodaje, że przez nowe przepisy znacznie wydłuży się obsługa klientów w dziale z mięsem i wędlinami. – I jeszcze ten beznadziejny termin. Widać, że za zmianami przepisów stoi ktoś, kto nie ma pojęcia o handlu. Dlaczego akurat od 1 października? Nie można było od 1 stycznia? Wtedy moglibyśmy powbijać nowe kody przy okazji remanentu, który każdy musi zrobić na koniec roku – denerwuje się Majewski.

Inne zdanie ma Piotr Chronowski z firmy Novitus, posiadającej w ofercie m.in. kasy i drukarki fiskalne: – Dla detalistów każdy termin jest niedogodny. Gdyby zmiany wchodziły w życie od 1 stycznia, pewnie narzekaliby, że to źle, bo są święta. Przecież od 15 marca br. do końca września było wystarczająco dużo czasu, aby wprowadzić nowe kody kreskowe. Remanent na koniec roku będzie dobrym momentem do uporządkowania bazy towarowej w kasie i w programie.

Nazewnictwo dostosuj do bazy

Przedstawiciel Novitusa, prywatnie uważający, że sprawę za bardzo rozdmuchały media, przyznaje, iż niepokój wśród detalistów spowodował brak reakcji ze strony resortu finansów, który przez długi czas nie ustosunkowywał się do rodzących się wątpliwości. Na szczęście to już przeszłość. 9 sierpnia br. Maciej Grabowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, wystosował pismo do dyrektorów izb skarbowych w całej Polsce z wytycznymi, jak traktować kwestię szczegółowych nazw paragonów po 1 października. Zawarte są w nim również informacje Ministerstwa Finansów, wyjaśniające ważne dla handlu kwestie. „W przypadku podatników stosujących bardzo proste modele kas rejestrujących (…) podatnik stosuje przepisy dotyczące jednoznacznego identyfikowania towarów odpowiednio, co oznacza, że dostosowuje stosowane przez siebie nazewnictwo do liczby dostępnych w bazie towarów kasy rejestrującej. Nie wystąpi jednak u niego, w związku z nowymi przepisami, konieczność wymiany kasy rejestrującej”. Oznacza to, że nie trzeba będzie kupować nowych urządzeń fiskalnych, a kontroler z urzędu skarbowego, przy sprawdzaniu poprawności nazw na paragonach, będzie musiał brać pod uwagę możliwości techniczne kasy. Istnieje jednak wyjątek od tej zasady. Rozporządzenie Ministerstwa Finansów z listopada 2008 roku mówi, że kasa musi pozwalać na wpisanie na paragonie nazwy składającej się z minimum 12 znaków (przepisy pozwalają na korzystanie ze skrótów). Jeśli ktoś posiada urządzenie nie spełniające tego wymogu, będzie musiał je wymienić. Damian Szewczyk z Elzabu uspokaja jednak, że od wielu lat nie produkuje się takich kas i na naszym rynku praktycznie już ich nie ma. Problem może dotyczyć tylko niewielkiego procenta bardzo starych urządzeń fiskalnych.

Upomnienia zamiast kar

Detaliści obawiali się również absurdalności nowych przepisów. – Jeśli oferuję 10 rodzajów jabłek, to mam stworzyć osobny wpis dla każdego z nich? – pytała jedna z naszych rozmówczyń. Jak się okazuje, nie ma takiego wymogu. Co więcej, w przypadku produktów tego samego rodzaju „stosowanie jednej nazwy jest dozwolone również wtedy, gdy towary są oferowane po różnych cenach, z zastrzeżeniem przypadku, gdy oferowane towary objęte są różnymi stawkami podatku VAT”. W liście ministra Grabowskiego znajduje się dalej przykład wyjaśniający, że wszystkie gatunki pomidorów gałązkowych mogą być wpisane jako „pomidor”, bo są objęte 5­‑proc. stawką VAT, ale nie można już tak nazwać pomidorów suszonych, na które obowiązuje 8­‑proc. podatek VAT. Równie ważna i pozytywna dla handlu jest ostatnia część pisma podsekretarza stanu, który apeluje do urzędów skarbowych: „proszę, aby w początkowym okresie, w przypadku stwierdzenia, że podatnicy stosują nadal zamiast nowych stare zasady dotyczące nazw towarów na paragonach, ograniczać działalność podległych Państwu organów przede wszystkim do wskazywania podatnikom konieczności stosowania nowych nazw”. Innymi słowy, urzędy skarbowe mają na początku nie karać, a upominać.

Nowe przepisy przyspieszyły inwestycje

Nowe przepisy stały się dla niektórych impulsem do przyspieszenia planowanych od jakiegoś czasu inwestycji. – W najbliższej przyszłości chcemy wprowadzić system komputerowy. Będzie mniej pomyłek i będziemy mieć większą kontrolę nad tym, co sprzedajemy. To spory wydatek, bo znajomi zapłacili za system 15 000 zł, ale myślę, że nam też się opłaci – mówi Natalia Wójcik ze Złocieńca. Na podobną kwotę taką inwestycję szacuje również Adam Majewski ze Stowarzyszenia Kupców Polskich „Przyjazny Sklep”. Piotr Chronowski przekonuje jednak, że – w zależności od wielkości sklepu – cały system może być o połowę tańszy. W obniżeniu kosztów pomoże posiadanie relatywnie nowego urządzenia fiskalnego. – Od 2008 roku wszystkie kasy poddawane homologacji muszą już współpracować z komputerem – wyjaśnia przedstawiciel Novitusa. Detalistów, którzy, pod wpływem zmieniających się przepisów, już zainwestowali w prowadzony biznes lub zrobią to wkrótce, jest więcej. Efektem ubocznym zmian będzie więc częściowe unowocześnienie się kanału tradycyjnego, na czym drobni detaliści mogą tylko zyskać.

Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (128) Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.