17.10.2018/07:02

Niedziele bez handlu pogrążają GS-y

Polski handel tradycyjny ma poważne problemy. Konkurencja międzynarodowych sieci sprawia, że rocznie upadają tysiące sklepów. Wielką częścią tego rynku są Gminne Spółdzielnie „Samopomoc Chłopska”, które, odkąd rząd wprowadził zakaz handlu w niedziele, mają jeszcze bardziej pod górkę.

Za czasów PRL-u sklepy należące do Gminnych Spółdzielni, czyli GS-y, były niemal monopolistą na rynku handlowym. W okresie świetności działało niemal 2500 spółdzielni. Jak informuje Henryk Dalecki z Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Warszawie, dziś jest ich 1350.

Jednocześnie GS-y nadal odpowiadają za pokaźną część handlu w Polsce. Według Daleckiego mogą skupiać nawet 20 000 sklepów. Ze względu na duże rozdrobnienie spółdzielni trudno o dokładne dane. Największe podmioty prowadzą kilkadziesiąt sklepów, najmniejsze – po dwa, trzy. Pewne jest natomiast, że GS-ów ubywa.

Spółdzielnie mają podobne problemy do tych, z którymi mierzą się lokalne sieci handlowe. Niewielka skala działalności utrudnia negocjowanie cen z dystrybutorami. Na wyniki sprzedaży negatywnie wpływają trendy konsumenckie determinujące rozwój różnych typów sklepów – w poprzednich dekadach dynamiczny rozwój hipermarketów, a ostatnio – dyskontów. Klienci wolą pojechać do dużego marketu, niż odwiedzić lokalny sklepik. – Ludzie kupują tam, gdzie jest najtaniej – wzdycha Stefan Osiałkowski, prezes zarządu Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Jarocinie.

Marzec przyniósł kolejny cios

I tak trudną sytuację spółdzielców pogorszył obowiązujący od marca zakaz handlu w niedziele. Paradoksalnie, bo zgodnie z deklaracjami rządu miał on pomóc małym sklepom. – Zakaz handlu w niedziele to poważny problem dla placówek działających w ramach GS-ów. Wprowadzenie tego zakazu uderzyło w spółdzielnie, szczególnie te, które prowadzą sklepy w mniejszych miejscowościach, gdzie wielu konkurentów zakaz nie obowiązuje – podkreśla Henryk Dalecki.

W efekcie tysiące polskich spółdzielców straciło dzień handlowy. – Niektóre spółdzielnie sobie radzą, ale w większości sytuacja jest trudna. Spółdzielcy dzwonią do nas i pytają, co muszą zrobić, by handlować w niedziele. Nic nie można zrobić, prawo jest jasne – dodaje Dalecki.

Na spadek obrotów narzekają wszyscy rozmówcy. – Na szczęście u nas straty są niewielkie, bo część placówek była zamknięta w niedziele jeszcze przed wprowadzeniem zakazu – komentuje Kazimierz Leśniak, prezes GS-u w Dobczycach.

W nieco bardziej optymistycznym tonie wypowiada się Marcin Chabucki, prezes GS-u w Nowem. Podkreśla, że w większych sklepach obroty wzrosły w soboty i poniedziałki. – Dotyczy to placówek, które były otwarte w niedziele przed wprowadzeniem ograniczeń – precyzuje.

Dodaj komentarz

3 komentarze

  • Mordosklejek 18.10.2018

    Och nie, a miało być tak pięknie. Teraz pracownicy i właściciele GS-ów będą mieli przecież więcej czasu na rodzinę i kościółek :). A poza tym dlaczego prawo ma być inne na GS-ów, a inne dla pozostałych sklepów?

  • Igor 17.10.2018

    Podziękujcie pisowi.

  • bakbar 17.10.2018

    jak można pogrążyć pogrążonego
    tam od dawna nic dobrego się nie działo
    ratują ich tylko niskie koszty najmu lub lokalizacje na własność - wszystko z czasów PRL

    GS to przykład tego, jak w Polsce nie można zbudować dużego scentralizowanego biznesu w oparciu o przecież prawie monopol bo problemem jest "kto będzie Prezesem" i podział zysków,
    sprawdza się nasza mentalność sam nie zarobię byle innemu nie dać zarobić
    a mogli zwojować kraj

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.