28.11.2016/09:00

Piwne specjalności konkurencją dla lagerów

Piwa specjalne podbijają rynek, choć są daleko w tyle za lagerami. Ale dystans się zmniejsza, bo specjalności rosną po kilkanaście procent rocznie.

Na rynku wciąż króluje lager, czyli – upraszczając – jasne pełne, ale jego pozycja przypomina dziś drużynę piłkarską, która zdobyła już wszystkie mistrzowskie tytuły i straciła motywację do gry. Wciąż jest potęgą, ale więcej już z siebie nie potrafi wykrzesać. Pozostając przy terminologii piłkarskiej, piwa specjalne są ambitną drużyną na dorobku, która – wykorzystując słabość mistrza – robi, co może, żeby odebrać mu jak najwięcej. W futbolu taka sytuacja zazwyczaj kończy się upadkiem giganta, jednak na rynku piwa (przynajmniej w Polsce) taki scenariusz jest niemożliwy, bo lager zawsze będzie rządził. Taka tradycja.

Chcemy zmiany
Udział piw specjalnych w całym segmencie wynosi kilka procent, natomiast przyglądając się półce w hipermarkecie, można odnieść wrażenie, że to mniej więcej jedna trzecia rynku. Tyle bowiem powierzchni regału zajmują specjalności. Nic dziwnego, kategoria jest pojemna – należą do niej m.in.: piwa smakowe, pszeniczne, górnej fermentacji, portery, radlery, podwójnie i potrójnie chmielone, a nawet bezalkoholowe. Krótko mówiąc, piwem specjalnym jest wszystko, co nie jest jasnym pełnym.

Skąd się wzięła popularność tych piw? Stąd, że Polacy zapragnęli zmiany smaku, ale i etykiety, konsystencji, butelki, jednym słowem wszystkiego. Inne są również nazwy, np. Gorzkie żale albo Atak chmielu. Można powiedzieć, że na tym rynku – szczególnie wśród piw z małych browarów – obowiązuje zasada, że im bardziej oryginalna etykieta, im dowcipniejsza nazwa, tym lepiej. A piwo? Na szczęście nie jest tak – jak w niektórych segmentach FMCG – że w całej tej marketingowej otoczce produkt jest najmniej ważny. Piwo musi być dobre, bo ci, którzy kupują, coraz lepiej się na nim znają. Trzeba więc odpowiadać na potrzeby rynku, podbijać goryczkę i aromat. Wśród najmniejszych producentów można wręcz zauważyć skłonność do przesady – skoro Polak lubi goryczkę, to my mu uwarzymy… W efekcie od goryczki aż wykręca. Chmielone? Proszę bardzo, i powstaje piwo, gdzie od aromatu może zakręcić się w głowie.

Duże browary, które najpierw z boku przyglądały się nowemu trendowi, w końcu zorientowały się, że to nie żarty i same weszły w ten rynek. Specjalności mają już więc w ofercie wszyscy najwięksi i większość średnich browarów. Tyle że oni nie mogą dać się ponieść fantazji, tak jak to robią browary kraftowe (czyli niewielkie, rzemieślnicze), bo kierują ofertę do szerszej grupy konsumentów. Stąd nazwy bardziej stonowane, jak Burgundowe, Białe, Klasyczna Pszenica czy Ciemne typu irlandzkiego. Mają też bardziej wyważone smaki, które łatwiej znajdują amatorów – przestawienie się na te piwa z jasnego pełnego nie jest dla konsumenta szokiem. O tym, że browary szybko dostosowały się do nowego trendu, świadczą nagrody, jakie zdobywają ich piwa w zagranicznych konkursach. Tegoroczny wariant sezonowy, Książęce Golden Ale, otrzymał brązowy medal w kategorii smak w konkursie International Beer Challenge w Londynie, zaś cała kolekcja dostępna w handlu detalicznym – Książęce Złote Pszeniczne, Ciemne Łagodne, Czerwony Lager i Golden Ale – została wyróżniona srebrnym medalem za projekt opakowania.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.