19.09.2013/16:39

Ratunku! Sprzedałem alkohol nietrzeźwemu

Prowadzę całodobowy sklep spożywczo­‑monopolowy w jednym z największych miast Polski.

W zeszłym roku wszczęte zostało postępowanie administracyjne w sprawie cofnięcia mi koncesji, ponieważ w mojej placówce rzekomo dwukrotnie doszło do sprzedaży alkoholu osobie nietrzeźwej. Policja zatrzymała dwóch klientów, którzy – po przebadaniu alkomatem – okazali się być nietrzeźwi. Ale skąd ja miałem to wiedzieć? Kupujący na pijanych nie wyglądali. Jeśli pełnoletnia osoba nie budzi podejrzeń, co do poziomu alkoholu we krwi, dlaczego mam odmawiać jej sprzedaży? A często taka odmowa wiąże się ze stresem dla pracowników – klienci potrafią być bowiem agresywni, dochodzi do pyskówek i kłótni. Kłopot ze sprzedażą nocną polega na tym, że ekspedient ma kontakt z kupującym wyłącznie przez niewielkie okienko i często nie jest w stanie stwierdzić, czy dana osoba jest „pod wpływem”.
Niestety, ustawa o wychowaniu w trzeźwości jest jednostronna. Powinniśmy mieć świadomość realiów pracy sprzedawcy, który nie ma ani podstaw prawnych, ani technicznych możliwości sprawdzenia, czy osoba kupująca alkohol jest trzeźwa. Nie może polegać na niczym więcej, jak tylko obserwacja czy intuicja. Skąd sprzedawca nieposiadający alkomatu ma wiedzieć, czy klient już jest, czy jeszcze nie jest nietrzeźwy?
Dodam, że w moim przypadku decyzję wydano pomimo wyraźnych niezgodności w aktach sprawy, bo jak np. interweniujący policjanci mogli widzieć podejrzanego wychodzącego ze sklepu w godzinach, gdy prowadzę tylko sprzedaż przez okienko? Oczywiście złożyłem odwołanie od wspomnianej decyzji. I wciąż czekam na jego wynik. Cała sytuacja kosztowała mnie już mnóstwo nerwów. Nie mogę spać po nocach, ale nie tylko z powodu stresu. Z poczucia bezradności (jak niby miałem ustalić stan trzeźwości klientów?) i złości na nieproporcjonalną odpowiedzialność przedsiębiorcy w stosunku do czynu. Nie ma co ukrywać, że odbiór zezwolenia na obrót alkoholem jest obecnie równoznaczny z plajtą sklepu – tym bardziej całodobowego. Dlaczego z powodu niedoskonałości prawa mam zostać zmuszony do zamknięcia interesu, który daje utrzymanie całej rodzinie? A z tego co słyszałem, podobne problemy mają także inni detaliści.

Właściciel sklepu w dużym mieście

OD REDAKCJI
Zasady spożywania i sprzedaży alkoholu reguluje ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Sytuacje, w których nie wolno sprzedawać napojów alkoholowych określa art. 15 tej ustawy. Zostały w nim wymienione osoby, których zachowanie wskazuje, iż znajdują się w stanie nietrzeźwości oraz osoby poniżej 18. roku życia. O ile wymóg pełnoletniości łatwo sprawdzić, prosząc o dowód osobisty lub inny dokument z datą urodzenia, o tyle określenie stanu trzeźwości klienta może być problematyczne. Ustawa rozróżnia bowiem stan po spożyciu alkoholu, gdy jego zawartość we krwi wynosi od 0,2 do 0,5‰, albo od 0,1 mg do 0,25 mg alkoholu w 1 dm³ wydychanego powietrza, oraz stan nietrzeźwości. Z tym drugim mamy do czynienia, kiedy stężenie alkoholu we krwi jest wyższe niż 0,5‰, albo w wydychanym powietrzu przekracza 0,25 mg alkoholu w 1 dm³. Jak je rozróżnić?

ICAP (International Center for Alcohol Policies), czyli Międzynarodowe Centrum Polityki Alkoholowej, opracowało dla sprzedawców przewodnik dotyczący odpowiedzialnej sprzedaży napojów alkoholowych. Czytamy w nim, że zachowania typowe dla osoby nietrzeźwej to: pobudzenie psychoruchowe, niewyraźna mowa i niezrozumiałe komunikowanie się, zaburzenia równowagi oraz zmniejszenie precyzji ruchów a także trudności w ocenie odległości. Jednak – jak sami autorzy przewodnika zauważają – określenie, czy dana osoba jest pijana, może być trudne ze względu na fakt, że ludzie mają bardzo różną tolerancję na alkohol.
Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, dodaje jeszcze, że klienta nietrzeźwego można wyczuć węchowo. – Rzadko zdarza się, by od osoby, posiadającej powyżej 0,5‰, alkoholu we krwi, nie było czuć charakterystycznego, silnego zapachu – mówi. Rekomenduje, aby sprzedawca odmówił sprzedaży, gdy nabierze jakichkolwiek wątpliwości dotyczących stanu klienta. – Wydaje mi się, że przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości są jasne, prawo jest dobre i znakomita większość sprzedawców nie powinna mieć problemu z tym, by rozpoznać stan nietrzeźwości i odmówić takiej osobie sprzedaży alkoholu – twierdzi prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. Według niego problem sprzedaży alkoholu nietrzeźwym praktycznie nie istnieje na tle palącego problemu jego sprzedaży osobom niepełnoletnim.

Prawdą jest, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości nie daje sprzedawcom narzędzi do kontrolowania klientów. Jednak – według Wiwały – nic nie stoi na przeszkodzie, by mieć w sklepie bezustnikowy alkomat, który w razie potrzeby pozwoli na bezkontaktowy pomiar. Policja i straż przemysłowa używają takich urządzeń do wstępnych badań dużej liczby osób w krótkim czasie, np. kierowców stojących na światłach lub w korkach czy pracowników wchodzących do zakładu pracy. Zapytany, po co sprzedawcy alkomat, skoro nie ma on prawa poddać klienta badaniu na trzeźwość, nasz rozmówca tłumaczy: – Pamiętajmy, że ekspedient nie ma obowiązku sprzedaży alkoholu. Może odmówić i wyjaśnić, że nie obsłuży klienta, jeżeli ten np. nie zgodzi się na dobrowolne badanie alkomatem. Gdy się nie zgodzi, trudno. Lepiej sprzedać o jedną butelkę wódki mniej niż ryzykować utratą koncesji.



Drodzy Czytelnicy!
Czy uważacie, że handel alkoholem jest prawnie dobrze uregulowany? Chętnie poznamy Wasze opinie dotyczące opisywanego problemu. Jeśli mieliście podobne problemy ze sprzedażą alkoholu osobom nietrzeźwym, utraciliście lub groziła Wam z tego powodu utrata koncesji, bądź znacie takie przypadki, skontaktujcie się z nami. Jeżeli Waszych głosów będzie wystarczająco dużo, temat ponownie zagości na łamach „Wiadomości Handlowych”.

Sebastian Szczepaniak, sebastian.szczepaniak@wiadomoscihandlowe.com.pl, tel. 519 042 660



(SSZ)

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (128) Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

2 komentarze

  • ana 26.06.2017

    sami sobie do gardeł wlewają..przecież właściciele sklepów im pic nie karzą tylko sami przychodzą,kupują i sami piją...wszystko jest dla ludzi,a że niektórzy umiaru nie znają to tylko i wyłącznie ich problem

  • maria 05.06.2016

    Każdy kto prowadzi sklep monopolowy tak się tłumaczy , że nie wie , nie umie rozpoznać czy kupujący jest trzeżwy. Wszystko to mowa trawa. Tylko i wyłącznie sprzedają alkohol nietrzeżwym . Na alkoholikach dorabiają się pokażnych majątków. Sprzedają na tkzw. zeszyt a wokół sklepu smród i brud . Abstynenci nie kupują w takich sklepach. Przez takiego sprzedawcę niejedna matka , żona czy dziecko płacze.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.