26.11.2020/14:45

Próba wprowadzenia odpowiedzialności zbiorowej wszystkich franczyzodawców budzi głęboki sprzeciw i nie powinna się ostać [KOMENTARZ]

Nakłady franczyzobiorcy

W następnym artykule proponowanej regulacji umieszczony został przepis mówiący o tym, że jeżeli organizator sieci wymaga, aby franczyzobiorca poniósł na swój koszt określone nakłady, ich rodzaj i wielkość powinny być dokładnie określone w umowie.

Oczywiście nie sposób nie zgodzić się z tym, że franczyzobiorca powinien znać rodzaj i wysokość nakładów, które ma ponieść. Sęk w tym, że jak pokazuje praktyka, dokładne ich wyliczenie często bywa utrudnione, chociażby z tego powodu, że zarówno ich rodzaj, jak  wysokość mogą się zmieniać w okresie pomiędzy zawarciem umowy a uruchomieniem biznesu przez franczyzobiorcę z przyczyn niezależnych od obu stron umowy. Mogą także pojawić się nieprzewidziane wcześniej wydatki, a w myśl tego przepisu odpowiedzialnością za brak ich uwzględnienia w umowie obarczony zostałby franczyzodawca. Istnieje też ryzyko, że w przypadku niepowodzenia albo chociażby niesatysfakcjonujących dla nich zysków z działalności prowadzonej na podstawie umowy franczyzy, franczyzobiorcy będą wykorzystywać przeciwko franczyzodawcom argument o niedokładnym określeniu w umowach nakładów inwestycyjnych, pomimo braku przyczynienia się przez franczyzodawców do niepowodzenia franczyzobiorców.

Nie ma potrzeby aż tak daleko idącego wyręczania franczyzobiorcy w kalkulowaniu nakładów inwestycyjnych, które ma ponieść. A na dłuższą metę, na rynku nie utrzyma się franczyzodawca, który nie będzie w stanie pomóc swojemu franczyzobiorcy w oszacowaniu (podkreślam: oszacowaniu) nakładów inwestycyjnych, które ten musi ponieść, aby rozpocząć działalność w oparciu o umowę franczyzy.

Z tych względów wskazana byłaby rezygnacja z tego przepisu, ewentualnie złagodzenie przewidzianego w nim wymogu, tak, aby w umowie franczyzy podawana była szacunkowa lub minimalna (a nie dokładna) wielkość nakładów ponoszonych przez franczyzobiorcę.

Wysokość wynagrodzenia wstępnego

Tutaj mamy do czynienia z propozycją aby organizator sieci nie mógł pobierać wynagrodzenia wstępnego w kwocie wyższej niż wynagrodzenie za okres gospodarczy równy trzem miesiącom. W uzasadnieniu czytamy, że w praktyce zdarzają się nieuczciwi organizatorzy sieci, którzy w istocie rzeczy nie gwarantują transferu sukcesu. Niezbędna jest zatem ochrona przed pobieraniem zbyt wysokich opłat wstępnych.

Taka próba wprowadzenia odpowiedzialności zbiorowej wszystkich franczyzodawców budzi głęboki sprzeciw i nie powinna się ostać.

Po pierwsze dlatego, że zjawisko pobierania przez franczyzodawców zbyt wysokich opłat wstępnych wcale nie jest częste. Co więcej, w wielu przypadkach franczyzodawcy pobierają zbyt niskie opłaty wstępne, które nawet nie pokrywają ich kosztów związanych z marketingiem oferty franczyzy, rekrutacją i szkoleniami franczyzobiorców, nie wspominając o jakimkolwiek zysku.

Po drugie – nawet jeżeli takie przypadki się zdarzają to nie daje do podstaw do tego aby odpowiedzialność z tego tytułu ponosili wszyscy franczyzodawcy.

Po trzecie – niezrozumiałe jest połączenie wysokości opłaty wstępnej z wysokością opłaty bieżącej, ponieważ funkcje tych opłat są zupełnie odmienne. Opłata wstępna ma za zadanie, jak już wyżej wspomniałem, przede wszystkim pokryć koszty franczyzodawcy związane z  marketingiem oferty franczyzy, rekrutacją i szkoleniami franczyzobiorców. Natomiast opłata bieżąca, to wynagrodzenie za bieżące wsparcie, jakie franczyzodawca zapewnia franczyzobiorcy.

Po czwarte – dlaczego wysokość opłaty wstępnej ma być ograniczona akurat do trzykrotności miesięcznej opłaty bieżącej a nie np. dziesięciokrotności czy stukrotności?

Po piąte – co w sytuacji, gdy z racji unikalności i wysokiej jakości know-how przekazywanego franczyzobiorcy, franczyzodawca pobiera wysoką opłatę wstępną, ale z kolei nie pobiera w ogóle opłaty bieżącej albo pobiera ją w niskiej wysokości?

Po szóste – jak w zgodzie z tym zapisem wyliczyć wysokość opłaty wstępnej, w sytuacji, gdy opłata bieżąca jest pobierana jako procent od przychodów franczyzobiorcy z działalności prowadzonej na podstawie umowy franczyzy (a tak często jest), których wysokości nie da się przecież z góry przewidzieć przy zawieraniu umowy franczyzy? Praktyka pokazuje, że wykorzystując to samo know-how i to samo wsparcie ze strony franczyzodawcy, franczyzobiorcy mogą uzyskiwać znacznie różniące się przychody. Dlaczego tak się dzieje? Bo to jest biznes, w którym nie da się ustawowo zadekretować wysokości uzyskiwanych przychodów. Nawet w gospodarce centralnie planowanej było to niemożliwe do uzyskania a co dopiero na wolnym rynku.

Po siódme - nie wolno oczekiwać od franczyzodawcy „gwarancji transferu sukcesu”, o której pisze autor raport. W biznesie nie ma czegoś takiego jak „gwarancja sukcesu”. Franczyzodawca nie oferuje gwarancji sukcesu w biznesie, a jedynie sprawdzony na sobie biznesowy zestaw „zrób to sam” wraz z instrukcją obsługi. Jeden franczyzobiorca będzie ciężko pracował i przy łucie szczęścia, które jest potrzebne w każdym, nie tylko franczyzowym biznesie, odniesie sukces, a drugi będzie się lenił albo tego łutu przysłowiowego szczęścia mu zabraknie i tego sukcesu nie odniesie, albo będzie on mniejszy niż to zakładał przy zawieraniu umowy franczyzy. Nie należy przeceniać bezpośredniego wpływu franczyzodawców na wysokość przychodów uzyskiwanych przez franczyzobiorców. W praktyce jest on żaden a w najlepszym przypadku niewielki.

Po ósme – należy z dużą ostrożnością ingerować w mechanizmy rynkowe. Stara zasada kupiecka mówi, że coś jest warte tyle ile ktoś chce za to zapłacić. Jeżeli opłata wstępna będzie zbyt wysoka w stosunku to jakości konceptu biznesowego oferowanego przez franczyzodawcę i siły jego marki to nikt nie będzie chciał jej zapłacić.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.