REKLAMAYORK - Baner Główny (październik 2018)
Sprzedaż alkoholu w sklepach spożywczych spada. Przybywa za to wyspecjalizowanych placówek monopolowych, gdzie na kłopoty z liczbą klientów raczej nikt nie narzeka.
REKLAMAKongres Słodycze i Przekąski 2018 - belka w artykułach

Alkohol jest jednym z filarów egzystencji wielu sklepów spożywczych. W zeszłym roku, kiedy państwo uderzyło w branżę kolejną podwyżką akcyzy, okazało się, że zamiast spodziewanych profitów wpływy do państwowej kasy były mniejsze. Za to były zawirowania na rynku, a wiele sklepów upadło. Biedy nie cierpią jednak placówki, które się wyspecjalizowały w sprzedaży trunków. – Wódka sprzedaje się w sklepach spożywczych coraz słabiej – przyznaje Marek Pawełko, właściciel delikatesów Jantar w miejscowości Stubno. – Nie ukrywam, że zgłębiam ten temat, bo mam pomysł, by wejść dodatkowo w wyspecjalizowaną franczyzę. Chodzi o wino. Myślę, że ten rodzaj alkoholu będzie cieszył się większym zainteresowaniem. Ubranżowienie i specjalizacja, nie tylko zresztą jeśli chodzi o alkohole, to wchodzący trend sprzedażowy.

Alkoholowy dyskont

Z danych Bisnode Polska wynika, że sklepów monopolowych jest 5700. W ciągu pięciu ostatnich lat przybyło ich 2500. Niektóre placówki pracują nieprzerwanie przez całą dobę, a wszystkie powoli koszą spożywczą konkurencję. – Choć na rynku wciąż jest lekka czkawka, animusz nas nie opuszcza – mówi Bogdan Macewicz z Polskiego Centrum Hurtowego Alkoholu, które nieco ponad dwa lata temu ruszyło z konceptem sklepów monopolowych pod nazwą Prosto z palety. – Szukamy wciąż nowych lokalizacji, zawieramy kolejne umowy, zdobywamy doświadczenie. W maju otworzyliśmy pierwszy oddział w Warszawie. Do końca roku, jeśli wszystko dobrze pójdzie, w stolicy będzie 5, może 6 placówek.

Pomysł był prosty, ograniczyć liczbę pośredników, zadbać o skuteczną logistykę, maksymalnie ciąć koszty, by przy niewielkiej marży zaoferować tani, ale dobry towar sprzedawany wprost z palet. Można powiedzieć, że powstał w ten sposób alkoholowy dyskont. Pierwsza placówka ruszyła w Opolu, potem w Zielonej Górze, gdzie firma ma siedzibę. Sklep Prosto z palety jest też w Radomiu, niedługo pojawią się kolejne – w Poznaniu i Katowicach. Za kilka miesięcy powinno działać co najmniej 20 placówek. Każdy sklep oferuje około 400 SKU – mocne alkohole, wino i piwo, choć tu akurat oferta jest ograniczona w zasadzie do lokalnych browarów. Zabawa w zwrot butelek i potyczki piwne z dyskontami spożywczymi firmy nie interesują. Sprzedaje około 90 proc. tego, co na rynku schodzi najlepiej, wódka kosztuje tu zawsze co najmniej o złotówkę mniej niż gdziekolwiek indziej. Sklepy Prosto z palety działają w wynajmowanych lokalach w miastach powyżej 100 000 mieszkańców. Preferowane są miejsca na parterze, w ruchliwej okolicy, w pobliżu dyskontów czy miejskich rynków. Koszt wynajmu musi być racjonalny, więc szyldu Prosto z palety na pewno nie spotka się nigdy w galeriach czy centrach handlowych. Niska cena detaliczna musi się skądś brać, więc nie ma miejsca na fanaberie.

Ma być szybko i wygodnie

Kluczowym warunkiem przy wyborze lokalizacji jest wygodny parking. Klienci chwalą sobie właśnie to, że mogą bez problemu podjechać i zapakować swoje zakupy. A tych, którzy biorą dziesiątki czy setki butelek, jest sporo. Wesela, duże uroczystości rodzinne, ważne imprezy – to główny nurt zakupów, bo nie ma co ukrywać, że po jedną flaszkę tańszą o złotówkę czy dwie nikt specjalnie przyjeżdżał nie będzie. Dodatkowo przy dużych zakupach klienci dostają bonusy – karton wina musującego lub kolejne butelki nawet za 1 grosz. Zakupy trwają dosłownie kilka minut – to jeszcze jeden atut. Firma inwestuje w kompleksowe szkolenia personelu. To ważne, szczególnie jeśli chodzi o wina, których jest w ofercie coraz więcej i coraz lepiej się sprzedają, choć ilościowo wciąż króluje czysta.

– Stosunek ceny do jakości jest dla nas istotny. Mamy w ofercie wina w cenie 17 zł za butelkę, które gdzie indziej kosztują 30 zł i więcej. To już naprawdę dobry jakościowo produkt. Kiedy klient się o tym przekona, wali do nas potem jak w dym – opowiada Bogdan Macewicz. – Na fali jest też whisky, to ostatnio u nas supergwiazda. Importerzy nie szaleją ze swoimi marżami, dzięki temu Old Smuggler w butelce 0,7 l kosztuje u nas 37 zł, a Grant’s o takiej pojemności 44 zł. Weszliśmy też w segment whisky premium, stała cena marki Johnnie Walker Black Label ze szklanką to 89 zł.

Interes kwitnie. Większa sprzedaż przyciąga uwagę dostawców, z którymi można wynegocjować jeszcze lepszą cenę. Specjalistycznych sieci handlowych, które z lokalnych rozrosły się na cały kraj, jest i będzie coraz więcej.

(WCH)

Wiadomości Handlowe, Nr 6 - 7  (145), Czerwiec - Lipiec 2015

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 0

  • 0
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (2)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~wandam 2 ponad rok temu

    Grants za 44 zł dobra cena. A whisky jeszcze lepsza.

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~maur 1 ponad rok temu

    Super! więcej miejsc w których nabędę ulubionego grantsa :)

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
do góry strony