15.01.2021/17:00

Artur Kazienko, prezes Kazar Group, wiceprezes ZPPHU: Mamy bardzo ambitny plan na 2021 r. Chcemy utrzymać się na rynku podczas pandemii [WYWIAD]

– Poza centrami handlowymi cały handel jest otwarty, a nawet w centrach handlowych część punktów funkcjonuje. Zamknięte zostały branże, które z niezrozumiałego dla mnie powodu zostały przez rządzących wzięte na celownik – mówi w rozmowie z portalem www.wiadomoscihandlowe.pl Artur Kazienko, prezes zarządu Kazar Group i wiceprezes Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług.

We wtorek rząd podjął decyzję o przedłużeniu zamknięcia sklepów w galeriach handlowych przynajmniej do 31 stycznia. Co dla Państwa oznacza ta decyzja?

To pozbawienie możliwości nie tylko zarabiania, ale po prostu upłynnienia stocków, które kupiliśmy z założeniem sprzedaży w sezonie jesienno-zimowym. Na przestrzeni kluczowych dla tej kolekcji trzech miesięcy – w listopadzie, grudniu i styczniu – wycięto nam niemal wszystkie dni handlowe poza częścią grudnia. Styczeń jest dla nas miesiącem, w którym sprzedajemy bardzo duże ilości produktów na wyprzedażach, co pozwala nam odzyskać część zainwestowanych pieniędzy. Teraz nie mamy tej możliwości.

Środki pomocowe, chociażby zwolnienie z ZUS-u, zupełnie nie załatwiają sprawy – to kropla w morzu. Sytuacja jest katastrofalna. Wydawało się, że dwa ostatnie tygodnie stycznia pozwolą nam częściowo odrobić straty, ale tak się nie stanie. Nie wiem, może przyjdzie nam zapakować ciężarówki z towarem i przyjechać pod Kancelarię Premiera? Nie mamy co zrobić z tymi produktami.

Obserwując to, co dzieje się w Europie Zachodniej, a także słysząc informacje dochodzące z polskiego rządu wydaje się, że lockdown może potrwać dłużej niż do końca stycznia. To oznacza widmo bankructw?

To prawda, że w innych krajach również wprowadzono lockdown. Jednak tam przedsiębiorcy otrzymują znacznie większe wsparcie od władzy, a rządy dofinansowują poszczególne biznesy. Zdajemy sobie sprawę z faktu istnienia pandemii i rozumiemy decyzje rządu z nią związane, ale w ślad za tym powinny pójść odpowiednie regulacje, które zapewnią nam przetrwanie. Nie może być tak, żeby przedsiębiorcy finansowali niewydolność szpitali.

Obecnie przedsiębiorcy muszą zamykać swoje firmy i ponosić straty, aby ograniczać rozprzestrzenianie epidemii i odciążać szpitale. Tym samym ponoszą koszty pandemii. Nie powinniśmy mówić o lockdownach w Europie Zachodniej nie mówiąc jednocześnie o pomocy finansowej, którą tamtejsze rządy zapewniają zachodnim firmom. Pieniądze na taką pomoc powinny pochodzić z budżetu, na który przecież co roku się składamy. A teraz okazuje się, że gdy przedsiębiorcy potrzebują wsparcia to go brakuje.

Jakiej pomocy oraz jakich rozwiązań oczekujecie od rządu w tej sytuacji?

Oczywiście najlepiej byłoby otworzyć sklepy i normalnie funkcjonować. Wtedy nie byłoby całej dyskusji o pomocy. Nie ma żadnych dowodów na to, że w centrach handlowych czy w sklepach dochodzi do zakażeń. Nie widziałem ani jednego opracowania, które pokazywałyby, w jaki sposób zarazić się może człowiek, który przychodzi w maseczce do sklepu kupić spodnie. To kuriozalna sytuacja i rządzący o tym wiedzą. Poza centrami handlowymi cały handel jest otwarty, a nawet w centrach handlowych część punktów funkcjonuje.

Zamknięte zostały branże, które z niezrozumiałego dla mnie powodu zostały przez rządzących wzięte na celownik. Czujemy się totalnie dyskryminowani, ponieważ nie rozumiemy z jakiego powodu w centrach handlowych otwarte są hipermarkety i drogerie, a także sklepy z wyposażeniem wnętrz. Czy jak się kupuje buty w hipermarkecie czy w sklepie przy ulicy, to człowiek nie jest narażony na zakażenie koronawirusem?

Trudno byłoby częściowo zamknąć hipermarkety i zakazać sprzedaży konkretnych grup produktów

Myślę, że możliwe jest zablokowanie pewnej części marketu i wyłączenie jego działalności np. poprzez odgrodzenie. Poza tym nie widzę powodu, dla którego utrzymywane są hipermarkety jako całość, kiedy Polacy mają dostęp do wielu supermarketów i sklepów convenience położonych blisko ich domów.

Z kolei nasza branża nie ma odpowiedników na ulicach. W Polsce 81 proc. handlu,  którego członkowie skupieni są w Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług prowadzone jest w centrach handlowych. Nie mamy nawet alternatywy dla rozwoju biznesu. W Polsce praktycznie nie istnieją ulice handlowe, na których można budować skalę biznesu.

Warto zwrócić uwagę, że podobny podział nie istnieje w przypadku innych branż. Nie jest tak, że zamyka się restauracje w centrach handlowych, a zostawia otwarte w lokalach przy ulicach. Nie zamyka się dużych hoteli, a małe pozostawia otwarte. Dyskryminacja jest ewidentna. Poza tym mamy już wyroki sądów, które mówią o tym, że nakładane na przedsiębiorców ograniczenia były nielegalne.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także