01.12.2013/12:58

Franczyzowe koło ratunkowe

Jeszcze rok temu pan Piotr rozważał ograniczenie działalności wyłącznie do sezonu wiosenno -letniego. Przystąpienie do sieci Odido zahamowało odpływ klientów, a dziś detalista myśli o rozbudowie coraz lepiej prosperującej placówki.

Handlem Piotr Gucwa zajmuje się od 21 lat. Jego pierwszy sklep miał niewiele ponad 20 mkw., a od 1995 roku placówka jest dwukrotnie większa. Warunki do prowadzenia działalności nie są łatwe – w miejscowości Smerek mieszka w sumie 30 rodzin. Wieś znajduje się w sercu Bieszczad, a do najbliższego miasta jest stąd dalej niż do granicy z Ukrainą. Pierwsi turyści przyjeżdżają w góry na dłuższy weekend majowy, a ostatni odjeżdżają pod koniec października. – W sezonie liczba klientów wzrasta o ponad 100 proc., a sprzedaż jeszcze bardziej. Tygodniowo schodzi wtedy 30 zgrzewek wody, a poza sezonem – tylko dwie. Przez kilka miesięcy muszę zarobić wystarczająco dużo, żeby móc przeżyć cały rok – nie ukrywa nasz rozmówca. Ma nadzieję, że sytuacja wkrótce się zmieni.

Uzupełniające się biznesy

Przed nadejściem kryzysu pan Piotr wziął kredyt i na działce obok sklepu wybudował zajazd Niedźwiadek, który pierwszych gości przyjął w 2010 roku. Na dole budynku znalazła się restauracja, a na piętrze – pokoje do wynajęcia. W każdym jest czajnik elektryczny, zestaw sztućców, kubki, kieliszki, talerze i miski, by goście mogli samodzielnie przygotowywać sobie śniadania oraz kolacje z produktów zakupionych w jego sklepie. Pomysł sprawdził się, ale w ostatnich latach rentowność placówki poza sezonem drastycznie spadła, a właściciel zaczął myśleć o jej zamykaniu na zimę. Sytuację uratowała Joanna Mikosz, która w Makro zajmuje się klientami kanału HoReCa i regularnie odwiedza Niedźwiadka. Gdy uznała, że liczący 42 mkw. sklep spełnia wymogi sieci Odido, Gucwa nie wahał się ani chwili.

Kluczowy czas obsługi

Po dwóch tygodniach intensywnych prac, z czego samo zatowarowanie trwało dwa dni i jedną noc, w Smereku wystartowało Odido. W pobliskich wsiach pojawiły się plakaty zapowiadające otwarcie, a wraz z nimi gazetki promocyjne. – Liczba klientów zwiększała się stopniowo, bo ludzie musieli się do sklepu przekonać. Ale teraz jest ich znacznie więcej niż wcześniej, więc inwestycja opłaciła się – cieszy się Piotr Gucwa. Zaryzykował sporo, bo przerobienie nierentownej, ladowej placówki w samoobsługowe Odido kosztowało go 16 000 zł. – Trzeba odwagi i chęci do pracy, by coś zmienić. Nie wszyscy potrafi ą dostosować się do ewoluującego rynku – ocenia Joanna Mikosz. Sklep w Smereku przeszedł nie ewolucję, a całkiem sporą rewolucję, bo zmiana systemu obsługi oznaczała konieczność kupienia nowych mebli – m.in. regału piekarniczego, warzywnego, dwóch gondoli oraz nowej lodówki na nabiał. Miejscowi docenili te starania, a sprzedaż wzrosła o połowę. – Teraz wszystko lepiej rotuje. Klient przy kasie nie ma czasu zastanawiać się, co jeszcze kupić, gdy stoi za nim kolejka. A w samoobsłudze może przejść się po sali i wybierać samemu
do woli – zauważa pan Piotr. I dodaje, że wcześniej część turystów rezygnowała z zakupów, gdy kolejka była zbyt duża. – Wsiadali w samochód i jechali do konkurencji. Trudno ich winić. Skompletowanie zamówienia dla jednego klienta w systemie ladowym może trochę potrwać. Teraz w tym samym czasie ekspedientka przy kasie obsłuży trzech kupujących – szacuje nasz rozmówca.

Konfrontacja z ABC

Piotr Gucwa jest w tej komfortowej sytuacji, że o klientów nie musi walczyć z dyskontami i supermarketami. Najbliższy dyskont Biedronka i supermarket Tesco znajdują
się w oddalonym o 50 km Lesku. Choć w okolicznych wsiach nie brak sklepów, większość z nich to małe, niezależne placówki, z których część działa w systemie ladowym. Nic dziwnego, że w tej sytuacji ponadstumetrowe, samoobsługowe ABC w pobliskiej Wetlinie było wcześniej najchętniej odwiedzanym sklepem w okolicy. Przyciągnąć lokalnych klientów pomogła, wychodząca co dwa tygodnie, gazetka promocyjna Odido, dystrybuowana w Smereku i pobliskich wsiach. – Ludzie
przyjeżdżają na zakupy z gazetką w ręku. Czekają na nią, a jak się jedna kończy, już pytają o następną, bo dzięki niej mogą zaplanować tańsze zakupy – opowiada nasz
rozmówca. Klienci docenili również poszerzenie asortymentu – w sumie pan Piotr zwiększył zatowarowanie do 1500 indeksów, z czego 200 stanowią marki własne Makro – 70 produktów ARO i ponad 100 Fine Food. – Świetnie się u mnie przyjęły, bo zarówno miejscowi, jak i turyści, szukają wszędzie oszczędności, a to asortyment dobrej jakości w konkurencyjnych cenach – przekonuje detalista. W upowszechnieniu produktów private labels pomogły, urządzane co miesiąc, degustacje oraz starania samego detalisty, polecającego kupującym te wyroby. Przystąpienie do sieci organizowanej przez Makro zaowocowało pojawieniem się w sklepie w Smerku również gazet i czasopism, a niektórzy klienci przenieśli do Odido teczki prasowe, które wcześniej mieli w wetlińskim ABC. O wiele lepiej sklep po zmianie odbierają również turyści. – Mam sporo gości z Krakowa i Warszawy. Prawie wszyscy znają szyld, a spora część była zadowolona, że może na wakacjach robić zakupy w tej samej sieci co w domu – opisuje Piotr Gucwa. Przystąpienie do Odido nie tylko uratowało placówkę, ale na tyle  polepszyło jej obroty, że detalista zaczął załatwiać formalności związane z rozbudową. Nowy sklep  ma być co najmniej dwukrotnie większy.



Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 11-12 (130) Listopad - Grudzień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.