10.03.2020/17:11

Handel spółdzielczy: jest potencjał, za mało pomysłów

Choć spółdzielnie mogą niektórym kojarzyć się z reliktem przeszłości, zwłaszcza gdy nazywają się „Robotnik”, „Jutrzenka” czy „Związkowiec”, to całkiem sporo z nich nie tylko ma ponad stuletnie tradycje, ale również dobrze radzi sobie we współczesnych realiach rynkowych. Choć te ostatnie są naprawdę trudne.

Rok 2019 roku był dla Społem jubileuszowy. Spółdzielnie Spożywców w Polsce świętowały 150-lecie istnienia. Nazwę „Społem” wymyślił Stefan Żeromski – taki tytuł nosił dwutygodnik, który popularyzował ideę spółdzielczości. W 1869 roku zostały założone pierwsze polskie stowarzyszenia spożywcze: „Merkury” w Warszawie, „Zgoda” w Płocku i „Oszczędność” w Radomiu. Płock i Warszawa należały wtedy do zaboru pruskiego, a Radom – do austriackiego. W każdym z nich panowały różne uwarunkowania prawne, gospodarcze i polityczne, a więc sieci rozwijały się w różnym tempie. Spółdzielnie powstawały głównie po to, aby obronić się przed naporem kapitału zaborców i prowadzić wspólnie polskie interesy.

Kiedy dzisiaj patrzymy na mapę społemowskich sklepów, widać wyraźnie, że w na zachodzie, gdzie sytuacja pod zaborami była bardziej stabilna, jest ich więcej, natomiast na wschodzie i północy kraju, gdzie ziemie przechodziły z rąk do rąk, sieć sklepów jest mniej liczna.

Nieudana integracja

W poprzedniej, słusznie minionej epoce spółdzielnie handlowe miały faktyczny monopol na handel detaliczny artykułami FMCG. Określenie „PSS” było praktycznie synonimem słowa „sklep”. Podczas gdy handel prywatny zaczynał od łóżek i stolików, blaszanych „szczęk” i prowizorycznych pawiloników, spółdzielcy dysponowali potężną siecią placówek handlowych, dobrze wyposażonych i świetnie zlokalizowanych. Posiadali kadry, logistykę, doświadczenie i potencjał finansowy. Dzięki tym atutom, nawet uwzględniając ekspansję bogatych zachodnich sieci handlowych, spółdzielnie miały szansę utrzymać dużą część rynku i przez długie lata utrzymywać pozycję kluczowego gracza w handlu detalicznym. Tak się jednak nie stało.

Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że zasadniczym błędem było rozdrobnienie spółdzielczego handlu. Podczas gdy prywatne sklepy stopniowo integrowały się, tworząc rozmaite struktury lokalne, regionalne i wreszcie ogólnopolskie, spółdzielnie podzieliły się na setki niezależnych podmiotów, często niewielkich, zarządzających zaledwie kilkunastoma placówkami handlowymi. Tego procesu już nigdy nie udało się odwrócić, mimo prób.

Część spółdzielni handlowych boryka się z trwałymi, pogłębiającymi się trudnościami finansowymi. Coraz częściej bilanse ratowane są przychodami z czynszu za wynajem lokali oraz dużymi, ale jednorazowymi zastrzykami finansowymi z wyprzedaży majątku. Gdy to źródło przychodów wyczerpie się, może ruszyć fala upadłości.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.