16.09.2016/10:44

Import wina z Mołdawii rośnie już w dwucyfrowym tempie

Mołdawia plasuje się na ósmym miejscu wśród państw eksportujących wino do Polski i ma około 8-10 proc. całego rynku - mówi Witold Franczak, dyrektor generalny firmy Partner Center.

Jakiego dostawcę powinien wybrać detalista, który nie zna się na winie, ale zależy mu na tym, żeby związać się z firmą, która nie chce tylko „upchnąć” u niego towaru, lecz myśli o długofalowej współpracy?

Z tysiąca importerów, którzy działają w Polsce, około dwudziestu ma 70 proc. rynku win importowanych. I z nimi sklepy powinny się wiązać, bo tylko te firmy zapewnią im ciągłość dostaw i dobre marki, które z kolei przyniosą szybką sprzedaż z półki.

Tysiąc importerów to dużo…

To nieprawdopodobnie dużo jak na kraj o rocznym spożyciu rzędu 3,5 litra na głowę, podczas gdy w innych krajach, niekoniecznie z tradycjami winiarskimi, wynosi ono minimum 20 litrów. Pamiętajmy, że nie wystarczy kupić wino u producenta za 1 euro. Trzeba do tego doliczyć transport, koszt przechowywania, dystrybucję – to nie jest złoty interes. Duzi importerzy pracują na niskich marżach i ratują się tylko obrotem. Myślę, że wkrótce z tego tysiąca zostanie tylko połowa.

Wino już zyskiwało po kilkanaście procent rocznie. Ostatnio jest słabiej. Dlaczego?

Myślę, że dynamika sprzedaży wina nie wyhamowała i wynosi od lat między 5 a 7 proc. Problemem jest metoda badawcza, która wcześniej pokazywała, że wzrosty są większe. Nikt nie prowadzi rzetelnych badań rynku wina. Podkreślam – wina gronowe importowane w butelkach od piętnastu lat zdobywają rynek w podobnym tempie.

Czy w przypadku sklepu lub małej sieci własny import wina się opłaca?

Własny import przypomina mi chorobę dzieciństwa – koklusz. Każdy musi ją przejść. Kto ma pomysł, żeby samemu sprowadzić wino, sparzy się i szybko się z tego wyleczy. Przekonały się o tym nawet niektóre duże sieci hiper- i supermarketów. To się często nie opłaca. Lepiej, żeby detalista zajął się tym, na czym się zna najlepiej – sprzedażą.

Jak eksponować wino?

Przede wszystkim szerokość półki powinna odzwierciedlać udział w imporcie do naszego kraju. Jeżeli np. Mołdawia ma 8-10 proc. rynku, to tyle powinny zajmować miejsca na półce wina z tego kraju, jeśli wina z Francji czy Bułgarii mają około 19 proc. – taka część półki powinna być dla nich zarezerwowana. Detalista powinien śledzić statystyki sprzedaży całego rynku wina i zgodnie z nimi zagospodarowywać półkę.

Skąd wziąć te statystyki?

Najlepiej od dostawcy lub z internetu. Detalista powinien poprosić handlowca, żeby nie pokazywał mu samych katalogów, ale także dane liczbowe o tym, co się sprzedaje i jakie wina najszybciej rotują.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.