08.11.2020/17:02

Jak wyglądają obostrzenia pandemiczne w wybranych krajach Europy i czy rzeczywiście Polacy mają lżej? [ANALIZA]

Na piątkowej konferencji prasowej Mateusza Morawieckiego trudno nie było odnieść wrażenia, że premier ogłasza – lekki, ale jednak – sukces. Malował on obraz Polski jako „zielonej wyspy”, w której przedsiębiorcy mają zapewnione przyjazne środowisko do rozwoju nawet w dzisiejszych trudnych czasach. Czy tak jest rzeczywiście? Jakie są aktualne restrykcje w Europie i jak na ich tle wyglądają polskie obostrzenia – zastanawia się Michał Wojtyło z Klubu Jagiellońskiego.  

Morawiecki podał przykłady innych europejskich państw, w których obostrzenia mają być cięższe niż nad Wisłą: m.in. godzina policyjna w Czechach, konieczność noszenia ze sobą „certyfikatu” we Francji czy też „zupełne zamknięcie gospodarek” w krajach takich Wielka Brytania i Włochy. 

Czechy – pandemiczny „prymus” Europy

Najwięcej przypadków zachorowań na 100 tys. mieszkańców wśród państw Europy przez ostatnie dwa tygodnie według danych Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) z 6 listopada odnotowano w Czechach (1585,8).

Nasi południowi sąsiedzi byli pierwszym państwem w Europie, w którym wprowadzono drugi lockdown najbardziej podobny do tego z wiosny. Znaczące zaostrzenie reguł potrwa co najmniej do 20 listopada. W całym kraju ogłoszono kwarantannę od 21.00 do 4:59 z pewnymi wyjątkami (przejazd do pracy, sytuacja kryzysowa, np. zdrowotna, wyprowadzanie psów w promieniu do 500 m od domu). Przemieszczanie w pozostałych godzinach jest dozwolone w celu zawodowym, dla zrobienia niezbędnych zakupów, opieki nad dziećmi i osobami starszymi, dla pracy wolontariackiej, wizyty na cmentarzu i dla koniecznych wizyt rodzinnych.

Od poniedziałku do soboty w godzinach od 5.00 do 20.00 otwarte są tylko wybrane sklepy i lokale usługowe: spożywcze, kosmetyczne, farmaceutyczne, z asortymentem dla zwierząt, kioski, ogrodnicze, z materiałami budowlanymi, a także pralnie, mechanicy, kwiaciarnie i serwisy sprzętów elektronicznych. Restauracje i bary są zamknięte, a catering możliwy jest w nich od 6.00-20.00. W niedzielę i bez ograniczeń jeżeli chodzi o czas otwarcia mogą funkcjonować stacje benzynowe, apteki i sklepu na stacjach i lotniskach. W publicznych miejscach mogą spotkać maksymalnie dwie osoby lub więcej jeżeli są one członkami tego samego domostwa. Wprowadzony jest również zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Szkoły i uniwersytety działają zdalnie, natomiast przedszkola pozostają otwarte.

Restrykcyjne obostrzenia w Zjednoczonym Królestwie i Francji

Jednym z europejskich liderów w zakresie restrykcyjności obostrzeń jest Wielka Brytania. I to pomimo tego, że w ciągu ostatnich dwóch tygodniach odnotowała 469,2 przypadków COVID-19 na 100 tys. mieszkańców, czyli ponad trzykrotnie mniej niż w Czechach

W Zjednoczonym Królestwie ogłoszono zwiększenie puli restrykcji od 5 listopada do co najmniej 2 grudnia. Opuszczenie miejsca zamieszkania w Wielkiej Brytanii możliwe jest, aby wykonać obowiązki zawodowe i szkolne, pomóc w opiece nad starszymi, chorymi lub dziećmi lub zrobić niezbędne zakupy. W stacjonarnych sklepach zakazano sprzedaży towarów „zbędnych”, m.in.: ubrań, sprzętu domowego i elektronicznego. Zamknięto puby i restauracje, a usługi „na wynos” dostępne są w nich do godz. 22.00. Nie mogą być otwarte również hotele, obiekty sportowe i kulturalne, zawieszono także działalność salonów fryzjersko-kosmetycznych.

Dodajmy więc, że sieci supermarketów Tesco oraz Sainsbury’s zdecdowały się ograniczyć dostęp do działów w swoich sklepach, nie zajmujących się podczas lockdown’u w Anglii sprzedażą artykułów nie będących niezbędnymi. Decyzja sieci jest zgodna z rządowymi wytycznymi, które zalecają zamknięcie takich działów, gdzie jest to możliwe. Wcześniej obydwie sieci sklepów zamknęły niektóre ze swoich działów w swoich sklepach podczas lockdown’u w Walii, co spotkało się z dużą krytyką ze strony niezadowolonych klientów.

Do podobnych działań zmuszone zostały sieci hipermarketów we Francji, które musiały ograniczyć dostęp do działów z tekstyliami, RTV/AGD czy obuwiem. Władze uzasadniły swoją decyzję tym, że dozwolony jest jedynie handel produktami pierwszej potrzeby, a pozwolenie na handel innego rodzaju asortymentem niż żywność, czy kosmetyki dawałoby operatorom największych sklepów przewagę nad firmami handlującymi takim asortymentem, a musiały zamknąć lub ograniczyć działalność swoich placówek handlowych.

Niemiecki realizm

W zeszłą środę miało miejsce zupełnie inne pod względem nastroju przemówienie przywódcy kraju dużo sprawniejszego i bogatszego od Polski, który ponadto jest uważane za państwo z najlepszymi wskaźnikami walki z pandemią w Europie. Kanclerz Angela Merkel szczerze stwierdziła, że sytuacja jest trudna i konieczna jest mobilizacja całego społeczeństwa, aby święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok można było powitać ze względnym spokojem. Jednocześnie zapowiedziała, że niemieccy obywatele muszą się przygotować na tzw. miękki lockdown do co najmniej do marca przyszłego roku (sic!). W Niemczech w ostatnich dwóch tygodniach odnotowano łącznie 259,9 przypadków COVID-19 na 100 tys. mieszkańców.

Kanclerz, po negocjacjach z szefami rządów landów, zapowiedziała wówczas zwiększenie obostrzeń w całym kraju od 2 listopada do co najmniej grudnia. 16 listopada władza federalna i regionalna ponownie spotka się, aby ocenić sytuację i zaplanować konieczne poprawki na podstawie danych z poprzednich 7 dni.

W ramach obowiązujących ograniczeń wyjście z domu jest możliwe, gdy ma ono na celu: pracę zawodową, niezbędne zakupy, wizyty lekarskie lub pomoc potrzebującym, m.in. opiekę nad osobami starszymi lub nad dziećmi i indywidualny wysiłek fizyczny. W Niemczech zamknięte zostały m.in.: restauracje i bary (oprócz usług „na wynos”), salony fryzjersko-kosmetyczne, obiekty kulturalne (m.in. kina, teatry) i publiczne centra rekreacyjne (baseny, siłownie, sauny).

Ze względu na konstytucyjne wątpliwości nie zakazano protestów i praktyk religijnych. Domy opieki społecznej w dalszym ciągu przyjmują gości.
 

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • Paweł 09.11.2020

    Czechy, Niemcy i UK mają normalne rządy a u nas Pis wykorzystał pandemię do wprowadzenia pełnej aborcji i zajmował się wewnętrznymi walkami frakcyjnymi a nie przygotowaniami do walki z pandemią. Ponadto BBC czy stacjom publicznym z Niemiec i Czech można ufać a u nas TVP Kurskiego jest symbolem mediów podporządkowanych partii, która uważa, że ma na wszystko monopol i wszystko jej wolno.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także