18.10.2016/08:04

Karmę dla zwierząt kupują przede wszystkim kobiety

Zmienia się stosunek Polaków do zwierząt domowych. Coraz częściej są one traktowane jak członek rodziny i otaczane troskliwą opieką niczym dzieci. Ta zmiana postaw społecznych kształtuje półkę z żywnością dla psów i kotów.

Co cieszy producentów, klienci uczą się, choć powoli, tego, jak właściwie odżywiać zwierzęta domowe. Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że psu czy kotu bardziej służy gotowa karma niż resztki z domowego obiadu. Coraz głośniej mówi się o tym, że zwierzęta cierpią na alergie i różnego rodzaju schorzenia: nadwagę, nietolerancję glutenu, problemy z sierścią, ze stawami… Zwraca się też uwagę na smak – karma musi zwierzęciu smakować (szczególnie wybredne są koty). Jeśli nie smakuje – klient przestaje ją kupować, co jeszcze nie tak dawno wcale nie było tak oczywiste.

Przybywa właścicieli bacznie obserwujących kondycję swojego czworonoga, często pod kątem alergii pokarmowych – jeśli pies zaczyna tracić sierść lub ma problemy gastryczne, brana jest pod uwagę zmiana sposobu żywienia. Czyli jak u ludzi.

Zawartość mięsa w mięsie

Sprzedawców w sklepach nie dziwi już widok klientów, którzy w alejce z karmą spędzają dłuższą chwilę, czytając etykiety. Niektórzy nawet dzwonią do producentów z dodatkowymi pytaniami dotyczącymi składu, np. chcą dokładnie wiedzieć, skąd firma pozyskuje surowce. Takie właśnie telefony zdarza się odbierać Piotrowi Czaplickiemu, dyrektorowi handlowemu Doliny Noteci (marka Rafi). – Nie mamy nic do ukrycia. Nasza firma wyjątkowo rygorystycznie podchodzi do jakości karmy. Współpracujemy z czołowymi dostawcami surowców. Zdarza nam się cofnąć całą dostawę, jeśli pobrane próbki nie spełniają norm – mówi Piotr Czaplicki. Opowiada, że klienci zwracają uwagę na zawartość mięsa i surowców pochodzenia zwierzęcego. Musi ona wynosić minimum 4 proc., ale coraz więcej osób uważa taki poziom mięsności za niewystarczający. Istotne jest też, by produkt nie zawierał konserwantów, wzmacniaczy smaku czy kolorantów. – Przybywa osób, które są skłonne zapłacić więcej za karmę bez sztucznych dodatków. Nasze produkty są sterylizowane, dzięki czemu nie zawierają konserwantów – zaznacza Piotr Czaplicki. Dodaje, że firma obserwuje rosnący popyt na oferowane przez nią pasztety, które zawierają aż 65 proc. mięsa i surowców pochodzenia zwierzęcego. – Na rynku masowym, nieuwzględniającym kanału specjalistycznego, jako jedyni produkujemy karmę o tak wysokiej mięsności w postaci pasztetów – zaznacza przedstawiciel Doliny Noteci.

W poszukiwaniu średniej półki

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.