20.01.2016/18:48

Maryla Rodowicz ma swoje sklepiki

Rozmowa z piosenkarką Marylą Rodowicz

Lubi Pani jeść?

Bardzo, zawsze lubiłam. Ze smaków dzieciństwa zapamiętałam przede wszystkim zupy. Jadłam je codziennie, każdego dnia była inna, ale za każdym razem obowiązkowo gotowana na kościach. Pamiętam, że na stole najczęściej bywała pomidorowa, krupnik, kapuśniak z pulpecikami z mielonej wieprzowiny z pomidorami. To była kuchnia mojej babci.

Dzieciom też Pani gotowała zupy, jak były małe?

Oczywiście, ale one jakoś za nimi nie przepadają.

Jak bohema – Pani, Magda Umer, Agnieszka Osiecka – radziła sobie z zakupami w siermiężnych latach 70. i 80.? Dzieliła Pani czas między kolejki a estradę?

Agnieszka stołowała się u swojej mamy na Saskiej Kępie i miała gosposię, która gotowała. Pamiętam, że zawsze był kompot. U nas była na stałe opiekunka Krysia. Dzieci były malutkie, syn miał dwa lata, córka dopiero co się urodziła, a ja często jeździłam w trasy koncertowe. Kochana i oddana Krysia była z nami przez 13 lat. Była bardzo młoda, gdy z nami zamieszkała, miała wtedy 18 lat. Zakupy były jednak na mojej głowie.

Jak sobie Pani radziła?

Jeździłam z kartką na mięso aż do centrum na ulicę Wilczą. Tam był sklep mięsny, w którym sprzedawczyni, pani Jadzia, przyjmowała mnie od zaplecza i wymieniała mi kartki – np. odcinała fragment kartki na mięso z kością, a sprzedawała np. szynkę. Najgorzej wspominam stan wojenny, wtedy w sklepach naprawdę nic nie było. Na szczęście znałam bazar na Polnej, a tam nawet w najgorszych czasach urzędowała pewna właścicielka straganu w bardzo szerokiej spódnicy. Spódnica była szeroka, bo babina chowała pod nią polędwicę, cielęcinę – przecież wtedy był zakaz handlu mięsem. Ta kobieta miała też wiejskie jajka, śmietany – jak to na bazarze. Stali klienci wiedzieli, że można do niej podejść i dyskretnie podpytać, czy ma cielęcinę. Deficytowe smakołyki chowała w dużej skrzyni. W wakacje wynajmowaliśmy domek nad jeziorem w Nartach pod Szczytnem, a ja, żeby dzieci miały dobre warzywa i owoce, jeździłam do rolników.

Dziś obfitość produktów w sklepach może przytłaczać.

Bardzo mi się podoba, że jest taki wybór, choć mam swoje wypróbowane rzeczy i ich się trzymam. Mąż jest wybredny. Zje tylko to, co ja mu podam. I to nie wszystko.

Gdzie robi Pani zakupy?

Mam swój ulubiony malutki sklepik mięsny Befsztyk przy Puławskiej, kupuję tam mężowi kaszankę, mają jej różne gatunki. Świetne miejsce! W dodatku obok działa rybny Złoto Hiszpanii, w którym są wyłożone na lodzie świeże ryby i owoce morza. Specjalnie jeżdżę przez pół Warszawy, żeby zrobić tam zakupy, czasem jadę do miasta po kawałek kaszanki. A koło domu mam Piotra i Pawła. Tam mam „swoje” dwa produkty, choć wybór jest przeogromny. Ostatnio zafascynowałam się karkówką wędzoną. Zapewniam, że jest pyszna. Podobno produkuje ją tylko jedna firma.



Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 1 (151), Styczeń 2016

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.