07.08.2020/15:10

Pogłoski o śmierci tradycyjnego handlu są mocno przesadzone. Pandemia go nie zabije [KOMENTARZ]

Coraz częściej słyszy się głosy, że e-commerce jest na najlepszej drodze do wyparcia z rynku tradycyjnego handlu, tzw. „brick and mortar retail”. Czyżby?

Autor: Iga Piotrowska, kancelaria prawnicza Penteris

Paul Misener, wiceprezes Amazona odpowiedzialny za politykę innowacji i komunikację, podczas niedawnego webinaru w ramach serii Weinnovators wspominał, że nawet na największych rynkach takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, nasycenie rynku handlowego przez e-commerce jest na poziomie kilkunastu procent. Tym samym wskazywał na ogromne perspektywy wzrostu dla branży e-commerce. Trudno się z tym nie zgodzić, ale warto zwrócić uwagę, że ta moneta ma dwie strony. Te dane oznaczają przecież, że tradycyjny handel ciągle dominuje i to nawet na najbardziej e-commerce’owych rynkach na świecie. Czemu tak się dzieje?

Podczas pandemii wielu klientów korzystało z oferty sklepów internetowych. Zwykle obsługa zamówienia realizowana była w sprawny sposób, natomiast utrudnienia zaczynały się na etapie dostawy. Na szybkie zawarcie transakcji internetowej można było liczyć, ale już na szybką dostawę niekoniecznie.

To nie jest takie proste, żeby z dnia na dzień przejść na e-commerce na masową skalę, a wyzwania z okresu pandemii unaoczniły to szczególnie wyraźnie. Na ten moment brak jest na naszym rynku infrastruktury, która pozwoliłaby obsłużyć e-commerce na aż tak wielką skalę.

W przypadku choćby zakupów spożywczych czy odzieżowych liczy się nie tylko tempo zawarcia transakcji, ale także szybki dostęp do towaru. Jeśli czas dostępu do towaru się wydłuża, lub co gorsza staje się słabo przewidywalny, to całe kupowanie online przestaje być atrakcyjne.

I wtedy okazuje się, że wizyta w małym sklepie osiedlowym szybciej zaspokoi potrzeby spożywcze klienta. Uważne przejrzenie dostępnych ubrań w sklepie internetowym, a następnie szybka wizyta w sklepie tradycyjnym, obejrzenie towaru na żywo i dokonanie od ręki jego zakupu – może okazać się efektywniejszą odpowiedzią na potrzeby klienta uzupełniającego swoje zasoby odzieżowe.

Dane publikowane przez Polską Radę Centrów Handlowych (PRCH) początkowo wskazywały na wzrost odwiedzalności obiektów handlowych (publikacja 2 lipca 2020), a następnie jej stabilizację (publikacja 30 lipca 2020). Według ostatnich danych PRCH, zebranych z 82 obiektów o łącznej powierzchni 2,9 mln m kw. GLA, stanowiących 24 proc. rynku centrów handlowych w Polsce, poziom liczby odwiedzających (tzw. footfall) w tygodniu 20-26 lipca wyniósł w dni handlowe średnio od 79 proc. do 85 proc. wyników ubiegłorocznych, w zależności od dnia. W okresie 22-27 czerwca poziom ten wyniósł średnio od 77 do 81 proc. ubiegłorocznej wartości. Biorąc pod uwagę obecne okoliczności jak i niestandardowe warunki dokonywania zakupów w sklepach stacjonarnych nie są to złe wyniki.

Rośnie wartość transakcji zawieranych za pomocą kart płatniczych, choć to może również wynikać ze zmiany preferowanych form dokonywania zakupów z płatności gotówkowych na płatności bezgotówkowe. Z danych PKO BP wynika, że wysokość sumy transakcji z długiego weekendu czerwcowego nie ustępuje wartościom z roku poprzedniego.

Zmianę w zachowaniach klienta ciekawie oddają dane ze stacji paliw Shell: paliwo kupujemy rzadziej, ale za to tankujemy więcej i robimy większe.

W ostatnich miesiącach mogliśmy zaobserwować dużo napięć między najemcami i właścicielami galerii handlowych. W tak trudnym okresie były one zrozumiałe, potęgowała je ponadto niepewna interpretacja uchwalanych w zawrotnym tempie przepisów prawa.

Biorąc pod uwagę klientów powracających do obiektów handlowych, z tym większą satysfakcją obserwujemy, że coraz częściej właściciele centrów handlowych i najemcy znajdują wspólny grunt.

To dobrze, że do takich porozumień dochodzi, bo w długofalowej perspektywie eskalacja konfliktów nie służy żadnej ze stron.

Nie brakuje głosów, że sklepy tradycyjne będą znikać na rzecz rozpowszechniających się kanałów e-commerce. Naszym zdaniem to raczej długi proces. Mówiliśmy już o braku infrastruktury czy też ograniczonych możliwościach zapewnienia szybkiego dostępu do towaru i możliwości jego osobistego zbadania przed podjęciem decyzji o zakupie. Nie zapominajmy też, że w wielu regionach kraju dostęp do szybkiego Internetu to ciągle wyzwanie.

Oczywiście istnieją centra handlowe, które mają problemy, niektóre nawet upadają tak jak zamknięta z końcem czerwca 2020 „Sukcesja” w Łodzi. Nie jest to chyba jednak bezpośredni wpływ koronawirusa ani też zapoczątkowanie pewnego trendu na rynku.

Można raczej powiedzieć, że koronawirus przyspieszył proces, którego źródła znajdowały się w czasach przedpandemicznych. Pandemia zadziałała jak wzmacniacz dla już istniejących problemów. Poza tym pamiętajmy, że konkurencja na rynku centrów handlowych była niezwykle mocna już przed okresem koronawirusa. Fort Wola w Warszawie do upadku nie potrzebował pandemii.

Czy wszystkie sklepy tradycyjne i centra handlowe będą nadal działać za np. 10 lat? Niekoniecznie. Kluczem do sukcesu jest otwarcie wynajmujących na zmianę, umiejętne odpowiadanie na zmieniające się preferencje klienta, a także zwinność w działaniu i operacyjna zdolność do wprowadzania zmian w odpowiednio szybkim tempie.

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • Ciekawa 07.08.2020

    Ciekawy artykuł Pani Igo.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także