30.10.2016/15:00

Stokrotka na marketingu nie oszczędza

Trzy miesiące trwała przygoda detalisty z Sandomierza z pewnym ogólnopolskim szyldem handlowym. Od początku były kłopoty, ale miarka przebrała się, gdy z powodu braków na półkach w sklepie lawinowo zaczęło ubywać klientów. Dziś przedsiębiorca powoli odbudowuje utraconą pozycję dzięki wsparciu Stokrotki.

Przez 15 lat przy ul. Kwiatkowskiego w Sandomierzu był popularny dyskont. Działający przy obwodnicy zabytkowego miasteczka sklep pod względem wyników plasował się w czwartej dziesiątce w kraju, bijąc ponad 2000 punktów znanego detalisty. – I to wcale nie turyści odwiedzający miasteczko Ojca Mateusza byli odpowiedzialni za te wyniki. W pobliżu jest duża giełda owocowo‑warzywna, a tłumy rolników, którzy jeździli z towarem, w drodze powrotnej zatrzymywały się na zakupy – mówi Jan Kaczor, właściciel obiektu, w którym działał dyskont.

Operator chciał jednak zmienić zasady wynajmu, w umowie pojawiły się m.in. zapisy o karach, których wcześniej nie było, na detalistę miała spaść odpowiedzialność za ewentualne wypadki losowe. – Taka umowa mogła doprowadzić mnie do bankructwa, zacząłem więc myśleć o samodzielnym prowadzeniu placówki. Skontaktowałem się z kilkoma ogólnopolskimi operatorami, ale zawsze coś było nie tak. Jedna z sieci chciała np., bym zmniejszył salę sprzedaży z 550 do 350 mkw., bo uważali, że tak duży sklep będzie nierentowny. A ja wiedziałem, że supermarket ma w tym miejscu rację bytu – opowiada detalista. W końcu zdecydował się na dużą, znaną sieć, która zaproponowała mu dobre warunki.

Kłopoty już od startu
Pierwsze problemy pojawiły się po podpisaniu umowy. Na uruchomienie sklepu detalista musiał czekać cztery miesiące, bo pracownicy z tamtejszego regionu mieli opóźnienie z otwieraniem placówki w innym mieście. Zdarza się – myślał wyrozumiały jeszcze wtedy Jan Kaczor. Zwłaszcza że sam start był udany. Szybko jednak dobre wrażenie się zatarło. – Na początku dowozili mi towar cztery razy w tygodniu i to funkcjonowało. Ale potem stwierdzili, że im się nie kalkuluje i dostawy były zredukowane do dwóch tygodniowo – opowiada detalista. Mięso i wędliny, nabiał, owoce i warzywa – w tych kluczowych dla sklepu kategoriach zaczęły pojawiać się
braki asortymentowe, co szybko dostrzegli klienci i zaczęli zrażać się do sklepu.

Kolejnym problemem okazało się wsparcie marketingowe. Gazetki ukazywały się tylko dwa razy w miesiącu i w dodatku były bardzo skromne. – Powiedziałem, że na miasto i okoliczne wsie potrzebuję 8000 egzemplarzy, by jakoś powiadomić klientów o istnieniu sklepu. Dostałem 3500, z czego 500 musiałem wyłożyć w sklepie. W ten sposób nie można było dotrzeć do klienta – opowiada pan Kaczor. Szybko uznał, że współpraca na takich warunkach nie ma sensu i przy pierwszej możliwej okazji rozstał się z franczyzodawcą. Dziś już jest spokojny, a jego biznes wraca na właściwe tory, bo jak podkreśla, Stokrotka na marketingu nie oszczędza.

Nie szukają wymówek, tylko rozwiązań
– W umowie ze Stokrotką mam zagwarantowane dostawy świeżego towaru sześć razy w tygodniu, a asortymentu suchego – aż pięć razy. Byłem w cross‑docku Stokrotki w oddalonym o 30 kilometrów Tarnobrzegu. Dyrektor zapewniał, że jak się nie wyrobią, to dostawa będzie nawet w niedzielę. W Wielką Sobotę zepsuła im się ciężarówka, ale towar i tak dotarł. W nieobrandowanym samochodzie dostawczym, więc pewnie wypożyczonym. Pokazuje to, że w sytuacji podbramkowej w centrali nie szukają wymówek, ale rozwiązania problemów – opisuje Jan Kaczor. Przyłączenie się do Stokrotki pozwoliło także na redukcję kosztów. Wcześniej detalista zatrudniał jednego pracownika odpowiedzialnego wyłącznie za odbiór dostaw od producentów i dystrybutorów. Teraz prawie cały towar dowozi Stokrotka, więc mógł zredukować to stanowisko do jednej czwartej etatu.

Gdy skończyły się problemy z brakami, część utraconych wcześniej klientów wróciła, ale przede wszystkim pojawiło się mnóstwo nowych. – Gazetka Stokrotki wychodzi co tydzień i w dodatku jest dwa razy obszerniejsza od tej, jaką miałem poprzednio. No i dostałem 8000 egzemplarzy. W porównaniu do poprzedniej sieci ta działania marketingowe prowadzi na o wiele większą skalę – opisuje detalista. Obiecujący nowy początek Już samo otwarcie Stokrotki było lepsze niż w poprzedniej sieci – przyszło o 15 proc. klientów więcej. To efekt m.in. silnego wsparcia z centrali – na start Stokrotka przygotowała przeznaczoną tylko dla opisywanego sklepu gazetkę, po okolicy jeździł samochód zapraszający do nowej placówki, pojawiła się ekipa otwarciowa, która aktywizowała klientów i przechodniów, atrakcją dla dzieci były maskotki sieci. – Poprzednio na billboardzie informującym o otwarciu musiałem podać adresy wszystkich sklepów sieci w mieście. Reklamowałem konkurencję za własne pieniądze – denerwuje się nasz rozmówca. W Stokrotce pojawiło i wciąż pojawia się więcej klientów głównie dlatego, że znacząco zwiększyła się zauważalność placówki.

Gdy prowadzi się biznes przy obwodnicy miasta, ma to olbrzymie znaczenie. Faktycznie, dojeżdżając do sklepu, o tym, że jesteśmy na miejscu, dowiedzieliśmy się dzięki stojącemu na parkingu billboardowi. Zgodnie z sugestiami sieci detalista rozważa teraz postawienie dziesięciometrowego pylonu. To spora inwestycja, ale wtedy sklep byłby widoczny naprawdę z daleka, co przyciągnęłoby zapewne jeszcze więcej klientów. – Poprzedniemu franczyzodawcy proponowałem postawienie masztów z flagami, chciałem je nawet sam sfinansować, odradzili mi. W Stokrotce od razu się zgodzili – cieszy się nasz rozmówca. Podoba mu się, bo choć opłata franczyzowa jest wyższa, to proporcjonalna do skali udzielanej pomocy i wsparcia marketingowego. – Z doradcą klienta jesteśmy w kontakcie codziennie. Jak coś nie działa, wiem do kogo zwrócić się o pomoc. W Stokrotce nie ma barier, sieć jest otwarta na przedsiębiorców. Obroty rosną, przybywa też klientów, którzy z zadowoleniem przyjęli zmianę i są zachwyceni tym, jak sklep jest zorganizowany. O przyszłość swojego biznesu jestem już spokojny – kończy nasz rozmówca. 

Promocja

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.