13.09.2016/16:54

Stokrotka to rozwój franczyzobiorców

Schemat działania dwóch detalistów z Puław jest prosty: otwierają franczyzową Stokrotkę, czekają rok, aż sklep się rozkręci, po czym rozglądają się za lokalizacją pod kolejny. Właśnie otwierają trzecią placówkę.

Franczyza Stokrotki jest tak pomyślana, że sklep dobrze funkcjonuje nawet pod nieobecność właściciela – opowiada Krzysztof Siwiec. Wraz z Tomaszem Grabczakiem prowadzi dwie Stokrotki – jedną w rodzinnych Puławach, a drugą w oddalonym o sto kilometrów Jabłoniu. W tym drugim sklepie pojawiają się co najwyżej dwa razy w tygodniu. – Można sobie na to pozwolić, gdy ma się zaufanych kierowników. W Stokrotce wszystko mogę zrobić zdalnie: składać zamówienia, rozliczać faktury, zmieniać ceny w systemie. Pracownicy na miejscu muszą tylko przyjąć towar i wyłożyć go na półki – opowiada nasz rozmówca. Jak podkreśla, 85 proc. asortymentu pochodzi z magazynu centralnego, więc organizowanie pracy sklepów nie jest czasochłonne.
Zaoszczędzony czas można wykorzystać na rozwijanie biznesu. – Zdobycie wszystkich pozwoleń do prowadzenia obiektu handlowego trwa bardzo długo – przez biurokrację w urzędach marnuję wiele godzin – narzeka Krzysztof Siwiec.

Warto dojeżdżać nawet sto kilometrów
– Czasami przyjeżdżam do sklepu znienacka, tak jak ostatnio, gdy jechałem do rodziny i nadłożyłem trochę
drogi. Wszystko było w porządku, warzywa i owoce uzupełnione, na półkach żadnych dziur. Po przyuczeniu załogi zgodnie ze standardami Stokrotki nie musimy ciągle doglądać interesu. Zresztą w sklepie jest monitoring, zawsze możemy zobaczyć, co się tam dzieje choćby za pośrednictwem smartofonu – opowiada Krzysztof Siwiec. Tak pomyślana franczyza wpisuje się w przekonania wspólników uważających, że lepiej prowadzić sklep
w dobrej lokalizacji i dojeżdżać tam, niż ryzykować we własnym mieście. – W okolicy Puław jest duża konkurencja. Nie sztuka otworzyć sklep i zamknąć go za pół roku. Jeśli lokalizacja jest dobra, warto
dojeżdżać do pracy nawet 100 km – przekonuje nasz rozmówca. Kolejna Stokrotka detalistów z Puław zostanie
otwarta w oddalonym o 60 km Radomiu. 

Marketingowy strzał w dziesiątkę
– Doceniam to, że franczyza Stokrotki ewoluuje. Gdy otwieraliśmy wcześniejsze sklepy, trzeba było wystarać
się w centrali o zgodę na samodzielne zaopatrywanie się w warzywa i owoce. Teraz każdy market ma w tej kwestii wolną rękę, dzięki czemu możemy w południe sprzedawać brokuły i kalafiory, które jeszcze rano rosły na pobliskim polu – opowiada detalista. Rozwój widać także w działaniach marketingowych – zdaniem
detalisty – w zupełności wystarczających. – Reklamy w radiu, gazetki, billboardy z promocjami, plakaty. Ostatnio doszły akcje z naklejkami, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Ludzie wielokrotnie dokupują rzeczy przy kasie, by dostać kolejną naklejkę i zdobyć rabat na akcesoria kuchenne. W ten sposób przy okazji sieć zdobywa lojalnych klientów, co jest bardzo ważne – mówi Krzysztof Siwiec. W obecnych realiach handlowych detalista nie wyobraża sobie działania w pojedynkę. Choćby dlatego, że wtedy ryzyko i koszty są znacznie większe. – Otwierając nowy sklep, mogę liczyć na wsparcie i know‑how sieci, za darmo dostaję m.in. projekt sali sprzedaży – opowiada nasz rozmówca. Nie bez znaczenia są też preferencyjne warunki na zakup mebli oraz gotowe planogramy. – Przez ostatnie dwa lata Stokrotka zwiększyła liczbę sklepów, szyld stał się bardziej rozpoznawalny. Widzę rozwój i jestem spokojny. Otwieranie kolejnych placówek w ramach takiej sieci nie wiąże się z dużym ryzykiem, bo ten model rzeczywiście działa – kończy detalista.
SSZ
Promocja

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.