22.10.2020/09:48

Tomasz Walkowiak, członek zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché, Grupa Muszkieterów: Jesteśmy przygotowani na drugą falę pandemii!

– Cały czas wierzymy, że nie dojdzie do ponownego zamknięcia polskiej gospodarki. Nikogo już na takie radykalne działanie nie stać. Przygotowaliśmy szczegółowe wytyczne dla sklepów w poszczególnych strefach żółtej i czerwonej opisując w jaki sposób ma się zachować właściciel sklepu, a także jego pracownicy i administracja – mówi Tomasz Walkowiak, członek zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché, Grupa Muszkieterów.

Pandemia Covid-19 wstrząsnęła światową i polską gospodarką. Dla handlu to był trudny czas. Jak radziła sobie sieć Intermarche w pierwszych miesiącach kryzysu?

Początek roku był wyjątkowo dobry, osiągaliśmy wysokie progresje obrotów, rozpoczęliśmy poważne inwestycje. Także w kampanie konsumenckie. W marcu zaczęły się problemy. Na szczęście mieliśmy pełne zatowarowanie w magazynach i przez pierwsze trzy tygodnie byliśmy w stanie zapewnić płynność dostaw. W tym czasie prowadziliśmy intensywne działania antykryzysowe, przede wszystkim zabezpieczając sobie zaopatrzenie w produkty sypkie, artykuły higieniczne i inne produkty „pandemiczne”.

Była to prawdziwa „walka o towar”, ponieważ łańcuchy dostaw zostały poważnie naruszone. Naszym atutem okazały się produkty marki własnej, których zapasy były znacznie większe i mogliśmy uzupełniać nimi ofertę w tych kategoriach, w których brakowało produktów marek krajowych. Jednocześnie znacznie zwiększyliśmy swobodę Aderonów – właścicieli sklepów – w zakresie pozyskiwania towarów z własnych źródeł. W praktyce poluzowaliśmy niemal wszystkie progi lojalnościowe, by ułatwić im zatowarowanie sklepów. Każdy właściciel mógł działać lokalnie, by zapełnić półki. To była nasza siła w pierwszych tygodniach pandemii.

Najbardziej dotknięte były działy świeże – piekarniczy, mięso i wędliny, produkty krojone, garmażerka itd. W przypadku produktów poddawanych dalszej obróbce termicznej, takich jak surowe mięso – ten problem praktycznie nie wystąpił. W przypadku pieczywa czy serów i wędlin krojonych remedium okazało się porcjowanie i paczkowanie produktów, które potem klienci mogli brać sobie z półek. To dawało im większe poczucie bezpieczeństwa.

Potem przyszedł lipiec i sytuacja w handlu w pewnym stopniu ustabilizowała się. Nastąpiła jednak trwała zmiana zachowań konsumentów, którzy w większym stopniu zaczęli robić zakupy lokalnie.

W przypadku sieci Intermarche w Polsce ok. 85 proc. z naszych blisko 200 placówek to sklepy zlokalizowane w pobliżu lub na terenie osiedli mieszkaniowych i ta część naszej sieci w trakcie Covidu znacznie zyskała. Straciły sklepy zlokalizowane w galeriach i na terenach przygranicznych – w przypadku sklepów galeryjnych spadki sprzedaży sięgnęły w szczycie pandemii średnio 30 proc. Sklepy przygraniczne także mocno ucierpiały.

W tych trudnych lokalizacjach wciąż walczymy o odzyskanie wyników sprzed pandemii. Udało nam się „odzyskać” wartość średniego koszyka zakupowego, jest on nawet wyższy, ale liczba transakcji wciąż jest znacząco mniejsza, większe zakupy wciąż nie rekompensują mniejszej liczby klientów.

Paradoksalnie, lipiec, sierpień i wrzesień były w skali całej sieci trudniejsze od samego okresu pandemii. Ten paradoks jest oczywiście pozorny – mamy obecnie do czynienia z niezwykle nasiloną agresywnością marketingową dużych sieci handlowych, przede wszystkim dyskontów, ale generalnie cała branża ruszyła ostro z komunikacją i promocjami. W zasadzie wszyscy posługujemy się tymi samymi komunikatami, chcąc odzyskać codziennego klienta, czyli tego, który kupuje pieczywo, mięso i przetwory, masło, mleko, warzywa i owoce – te kategorie wymagają codziennych wizyt w sklepach. O tego klienta walczymy.

Dość powszechnie mówi się o przesunięciu preferencji konsumentów – zmniejszeniu zainteresowania premium na rzecz value – za czym podążają niektóre sieci. My jeszcze tego nie robimy, cały czas chcemy wyróżniać się od konkurencji szeroką ofertą premium, wychodząc z założenia, że sytuacja pełnego lockdownu nie powtórzy się jesienią i będziemy powoli wracali do normalności, a konsumenci powrócą do swoich preferencji sprzed pandemii.

Czy w związku z pandemią zmieniacie Państwo plany na okres świąteczny?

Nie zmieniamy strategii na okres przedświąteczny, zaczynamy urodzinami sieci w październiku i w zasadzie do końca roku będziemy kontynuować działania promocyjne skierowane na przedświąteczny wzrost konsumpcji. Zakładamy, że będzie on miał miejsce także w tym roku, może nawet w większym stopniu, bo konsumenci będą chcieli „odreagować” miesiące zaciskania pasa i obaw o przyszłość.

Dane makroekonomiczne wydają się potwierdzać słuszność tych założeń, przynajmniej na obecną chwilę. Wzrost bezrobocia póki co jest znacznie mniejszy od spodziewanego, budżety domowe także skurczyły się znacznie mniej niż się tego obawiano, inflacja co prawda rośnie, ale nie jest to jeszcze niebezpieczne…

Mamy nadzieję, że sytuacja będzie się powoli normalizować. Oczywiście bierzemy pod uwagę różne scenariusze, także te najbardziej dramatyczne, chcemy być gotowi na każdy rozwój sytuacji, ale staramy się nie działać impulsywnie. Pewne trendy z początku pandemii utrwalają się, na przykład większa potrzeba zachowania bezpieczeństwa. Na początku lockdownu wprowadziliśmy na naszych stoiskach obsługowych alternatywne rozwiązania „bezdotykowe” – produkty ważone są porcjowane i pakowane wcześniej, z zachowanie podwyższonego reżimu sanitarnego – część klientów wolała skorzystać z takiej samoobsługi, unikając stania w kolejce i kontaktu z ekspedientką. Zamierzamy utrzymać tego rodzaju alternatywne rozwiązania w naszych placówkach.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także