19.01.2014/14:02

Wyrodny przedstawiciel wiejskiego handlu

Głos z sali: – Uważa pan spółdzielczy handel za przegrany? Prowadzący szkolenie z zarządzania sklepem: – Tak. Biorąc pod uwagę pozycję, jaką geesy i PSS­‑y miały na początku lat 90. W Szwajcarii spółdzielcy kontrolują połowę handlu spożywczego, u nas ledwo zipią. Inny uczestnik: – A był pan w Ślesinie?

Skrawek pola, kilka drzew, za nimi jezioro. Wjeżdżając do Ślesina w pochmurny, zimowy dzień, nie ma się wątpliwości, że bywają lepsze pory na wizytę w tym, oddalonym o 15 kilometrów od Konina, miasteczku. Naprzeciwko jeziora, po drugiej stronie jednej z ważniejszych ulic, w relatywnie nowym budynku, mieści się blisko trzystumetrowy supermarket. – Widzi pan pomost? Latem cumują tam łódki, a załogi schodzą na ląd po większe zakupy. Jest duży ruch. Na ostatnie Dni Ślesina przyjechało 20 000 osób – opowiada Jarosław Szczęsny, prezes GS „Samopomoc Chłopska” w Ślesinie. Ale, jak od razu precyzuje, przez te dwa najcieplejsze miesiące nie da się zarobić na cały rok. – Niektórzy uważają, że idzie nam tak dobrze, bo mamy jeziora, ośrodek wypoczynkowy dla górników, a w pobliskim Licheniu słynną bazylikę. Tymczasem żyjemy głównie z miejscowych, co przy tak dużej konkurencji nie jest łatwe – denerwuje się nasz rozmówca. Rywalizacji o portfele mieszkańców Ślesina nie wytrzymało już kilka znanych szyldów. W miejscu działającej obecnie na rynku Żabki wcześniej była Chata Polska. Poznańska sieć wytrwała tylko trzy lata, mniej więcej tyle co Sklep Polski, po którym zajęła lokal. W promieniu stu metrów od ślesińskiego rynku są dwie niezależne placówki, z czego jedna czterystumetrowa, dwa punkty geesu Ślesin (centralnie naprzeciwko siebie po dwóch stronach ulicy) a także sklep mięsny i monopolowy. A to tylko centrum zamieszkałego przez 3500 mieszkańców miasteczka. W Ślesinie działają jeszcze trzy placówki spółdzielcze, dwa kilkusetmetrowe sklepy silnej w tej okolicy sieci Twój Market, dwa Lewiatany (z czego jeden duży), a od miesiąca także Biedronka.

Dzierżawią zamiast wydzierżawiać

Gminne spółdzielnie to dziś głównie baza, z której kolejne sieci franczyzowe wyłuskują co lepsze placówki. Geesy, które się rozwijają, zamiast zwijać, są ewenementem. Na ofertę handlową ślesińskiej spółdzielni w 2006 roku składało się 17 sklepów spożywczo­‑przemysłowych, w tym cztery samoobsługowe. Pod koniec ub.r. placówek było już 34 – na terenie gminy Ślesin, Wilczyn, Jeziora Wielkie, Kleczew i Kramsk – z czego 15 samoobsługowych. – Większość to nasze własne punkty, ale kilka dzierżawimy. Rzadko się spotyka, by Gminna Spółdzielnia dzierżawiła, z reguły wydzierżawia – zauważa Jarosław Szczęsny. Kierowana przez niego spółdzielnia to jeden z ostatnich geesów w okolicy Konina. W listopadzie ub.r. działalność zakończył GS Kleczew, którego pięć sklepów zostało wykupionych przez GS Ślesin. – Spośród 140 spółdzielni istniejących do dziś w Wielkopolsce, na palcach jednej ręki można policzyć te, które chcą się zmieniać i próbują coś robić, by przetrwać – martwi się prezes Szczęsny.

Pobili się o mikrofalówki

– Nie mam już, Serce, pieczywo się skończyło – rozkłada ręce przemiła ekspedientka w mniejszej placówce ślesińskiego geesu przy rynku. – Szkoda, bo jest znacznie lepsze niż w Biedronce – żałuje klientka. Należąca do spółdzielni piekarnia działa od 1956 roku. 90 proc. produkcji idzie na zaopatrzenie własnych sklepów. Trzy lata temu przeprowadzono kapitalny remont budynku oraz wymieniono prawie cały park maszynowy. Z wyjątkiem jednego, ceramicznego pieca, który wciąż jest opalany węglem. – Celowo, bo pieczywo z niego smakuje inaczej, niż z tych olejowych, a wielu klientów poszukuje tradycyjnych wyrobów – opowiada Jarosław Szczęsny. Portugalski dyskont działa w Ślesinie od początku grudnia ub.r., trudno więc oszacować jego wpływ na miejscowy handel. Na razie mówi się o nim w pozahandlowym kontekście: – Pierwszego dnia była policja i pogotowie, bo doszło do bójki. Poszło o mikrofalówki za sto kilkadziesiąt złotych, które rzucili na otwarcie. Ludzie pogłupieli, od czwartej rano czekali na mrozie poowijani w koce – śmieje się klientka, która przyszła po pieczywo.

Prezes, któremu się chce...

– Spółdzielczość w obecnej formie nie ma na dłuższą metę racji bytu. Jeśli geesy chcą przetrwać, muszą się przekształcić – nie ukrywa Jarosław Szczęsny. Na koniec 2013 roku działało w Polsce około 1200 Gminnych Spółdzielni – wynika z danych Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Warszawie. Przez ostatnie cztery lata ubyło ich ponad 200. – Większość geesów nic nie robi, woli wygodnie żyć z dzierżawy wybudowanych w czasach PRL­‑u sklepów. Ale to powolne konsumowanie majątku. Te placówki się starzeją, niszczeją, są coraz mniej atrakcyjne. Dzierżawcy odchodzą, a geesy nie mają środków na remonty. Nie widzę też wśród kolegów prezesów wiary, że można coś zmienić, że geesy mogą być równorzędnym partnerem dla innych podmiotów – mówi prezes Szczęsny. Jak przyznaje, wielu szefów geesów to ludzie leciwi, którzy chcą po prostu dociągnąć do emerytury lub już na niej są i chcą dorobić. – Nie ma się co dziwić, że nie zależy im na restrukturyzowaniu czy inwestowaniu w rozwój – konkluduje nasz rozmówca, któremu, mimo zaledwie czterech lat do emerytury, wciąż się chce.

30 000 zł obrotu na osobę

Ślesińscy handlowcy pogodzili się już z faktem, że portugalski konkurent, z szeroko uśmiechniętym chrząszczem w logo, odbierze im część klientów. Prezes geesu próbuje przeciwdziałać spadkowi zysków przez ekspansję i rozwój biznesu w miejscach, do których handel nowoczesny jeszcze nie dotarł. W tym roku spółdzielnia zwiększy stan posiadania o minimum dwie placówki, które powstaną na kupionych niedawno gruntach. Wiosną ruszy budowa pierwszej z nich. Inwestycje zostaną sfinansowane ze środków własnych. – Nie bierzemy żadnych kredytów, rozwój finansujemy wyłącznie z wypracowanych zysków – zapewnia prezes. Powiększaniu spółdzielni towarzyszą sukcesy. Jedna z przejętych placówek, prowadzona wcześniej przez inny gees, miała 12 000 zł obrotu miesięcznie. Odkupiona i wyremontowana za 300 000 zł, poprawiła wyniki ośmiokrotnie. GS Ślesin przejmuje także sklepy od niezależnych detalistów. – W jednej placówce obroty, które miał poprzedni właściciel, zwiększyliśmy dwukrotnie. W pobliskiej wsi detalista, mimo przynależności do sieci ABC, zrezygnował z handlu z powodu słabych wyników i wydzierżawił nam obiekt. U nas ta placówka prosperuje całkiem dobrze – mówi prezes. Tylko jeden z 34 sklepów GS Ślesin nie zarabia na siebie, a prezes rozważa jego zamknięcie. – Wiem, że każdy obiekt to miejsca pracy dla miejscowych, ale nie może pełnić tej funkcji, przynosząc straty spółdzielni. Miesięcznie sklep powinien mieć minimum 30 000 zł obrotu na każdą zatrudnioną osobę – wyznacza wyraźnie próg rentowności nasz rozmówca.

Holenderski model

Niemoc i niemal zerowa konkurencyjność geesów nie wynikają tylko z braku woli prezesów, ale również z samej struktury tych organizacji. Ich członkowie i pracownicy są de facto szefami prezesa, któremu corocznie udzielają absolutorium. W wielu wypadkach to osoby pracujące w jednym sklepie po 30 lat, traktujące wszelkie zmiany jako zamach na swoją niezależność. A próby ratowania geesów oznaczają często konieczność zaciskania pasa, zamykania nierentownych sklepów, likwidacje ciepłych posadek. W momencie zmiany ustroju GS Ślesin liczył 1600 członków. W 1994 roku Jarosław Szczęsny pojechał do Holandii na bezpłatne szkolenie dla polskich spółdzielców. Zdobyta tam wiedza bardzo się przydała. – W Holandii nauczyłem się, że członkostwo w spółdzielni nie wiąże się wyłącznie z przywilejami, ale również z obowiązkami. Tam wszystko opierało się na kapitale i doskonale funkcjonowało. Przeniosłem więc ten system do Polski – opowiada Szczęsny. Zwiększając systematycznie wysokość składki, jaką musieli płacić członkowie, ograniczył ich liczbę do 24. Dziś wynosi ona 10 000 zł. – Jestem rozliczany z wyników przez niewielką grupę osób, które zainwestowały spore pieniądze. Z ich strony nie ma żadnego oporu oraz niechęci do zmian, są raczej oczekiwania i wymagania odnośnie rozwoju – opowiada prezes. Gdyby dla większej elastyczności nie wprowadził menadżerskiego, jednoosobowego systemu zarządzania spółdzielnią, nie przeprowadziłby w połowie lat 90. niezbędnej restrukturyzacji, która wiązała się m.in. ze zmniejszeniem zatrudnienia o blisko połowę. Wypracowana wtedy pozycja umożliwiła rozwój – dziś ślesiński gees zatrudnia 170 osób, więcej niż dwie dekady temu.

Wiejski klient też chce mieć wybór

– Obrotny i łebski człowiek ten nasz prezes. Dzięki niemu spółdzielni nieźle się powodzi – uważa sprzedawczyni w jednym z wiejskich sklepów pod Ślesinem. Wycieczka po malowniczej gminie, gdzie drogi na zmianę wiją się między rzekami, jeziorami i lasami, utwierdzi każdego w przekonaniu, że żaden handlowy cud się tam nie wydarzył. – Nie wiem skąd przekonanie, że wiejski klient jest niewymagający. Ludzie na wsiach też chcą robić zakupy w dużych sklepach, gdzie jest przestrzeń, gdzie mogą sami wybierać towar i mają duży wybór – mówi prezes Szczęsny. Ślesińskie geesy systematycznie remontowały stare, popeerelowskie placówki, kupowały nowe meble, przechodziły na samoobsługę, generującą średnio o połowę większe obroty, wydłużyły godziny pracy, dostosowując się do potrzeb klientów i porządnie zatowarowały placówki. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, by odnieść sukces. Prezes Szczęsny umiał też zadbać o zaoferowanie kupującym atrakcyjnych cen, na co pozwoliło m.in. dołączenie do grupy zakupowej Konsorcjum Dystrybucji Detal, skupiającej ponad 300 sklepów, głównie PSS­‑ów. Choć ślesińskie geesy należą ponadto do Spółdzielczej Sieci Handlowej Tęcza, prezes rozważa opuszczenie jej struktur. – Korzyści z uczestnictwa w tym projekcie nie widzę. Wystarczy powiesić szyld, sieć nie trzyma standardów, więc opinie o jej sklepach są skrajnie różne. A my ciężką pracą dorobiliśmy się już własnej, silnej marki – kończy nasz rozmówca.








Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 1 (131) Styczeń 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.