19.02.2021/09:15

Zachodnie sieci przegrały walkę z chińskimi detalistami. Handel w Chinach zaskakuje innowacjami i technologiami przyszłości [WYWIAD]

Ireneusz Ozga, CEO VICI Group oraz Jerzy Glinka, przewodniczący rady nadzorczej VICI Group - przedstawiciele firmy specjalizującej się w eksporcie produktów m.in. do Chin - w wywiadzie dla portalu wiadomoscihandlowe.pl opowiadają o chińskim rynku handlu spożywczego, nowych technologiach wykorzystywanych w sklepach, oraz o tym, dlaczego europejskie i amerykańskie sieci handlowe nie poradziły sobie w Chinach i w konsekwencji musiały się z tego rynku wycofać.

Czym różni się handel spożywczy w Chinach od tego, który znamy z Polski i naszego regionu świata?

Ireneusz Ozga: Zasadniczo w Chinach działają sklepy we wszystkich znanych nam formatach, od hipermarketów po sklepy convenience i mały handel niezależny. Kluczowa różnica dotyczy natomiast udziału handlu online w całości sprzedaży żywności – wynosił on w 2019 r. według firmy McKinsey ponad 32 proc., podczas gdy w Polsce niecałe 2 proc. Pandemia na pewno sprawiła, że w 2020 r. te udziały jeszcze wzrosły.

Które formaty sklepowe najlepiej radzą sobie w handlu stacjonarnym?

IO: W Chinach walka pomiędzy formatami jest w miarę wyrównana. W ogromnych miastach, o populacji co najmniej 5 mln osób, szczególnie ważną rolę ze względu na styl życia Chińczyków odgrywają sklepy convenience takie jak 7-Eleven, Family Mart, Lawson – to wszystko gigantyczne sieci, mające tysiące sklepów.

Swoich sił w Chinach próbowały niektóre zachodnie, wielkoformatowe sieci handlowe (m.in. Walmart, Carrefour, Metro, Tesco – dop. red.), ale nie poradziły sobie na tym rynku, nie zrozumiały jego specyfiki. Dziś tamte sklepy są już częścią chińskich konglomeratów. Ostatnio z Chin wycofała się duża sieć francuska (Auchan – dop. red.), poprzez sprzedaż swoich udziałów na rzecz Alibaby.

Dziś chiński rynek zdominowany jest przez krajowych detalistów, którzy w bardzo dużej mierze są wieloformatowi. Samo CR Vanguard ma kilka tysięcy hipermarketów i supermarketów. Nawet internetowi giganci wchodzą w tradycyjny handel spożywczy – przykładem Alibaba i jej sieć sklepów Hema. To są supermarkety wielkości Kauflandu, w których można zrobić stacjonarne zakupy, ale zarazem część pracowników zajmuje się kompletowaniem zamówień od klientów online. Proces pakowania częściowo jest zautomatyzowany, paczki wjeżdżają specjalnymi podnośnikami do samochodów dostawczych. Takie przenikanie się zakupów offline i online jest w Chinach czymś normalnym i naturalnym, zarówno pod względem kapitału, jak i operacji.

Polski rynek spożywczy kiedykolwiek będzie tak rozwinięty pod względem omnikanałowości?

IO: Jeśli już, to będzie to dość odległa przyszłość.

Chiny pod względem rozwoju handlu spożywczego, zwłaszcza w zakresie wykorzystywania nowych technologii, wydają się być wiele lat przed Polską, Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi.

IO: Trochę jeździłem po świecie i jestem przekonany, że Chiny są najbardziej rozwiniętym pod tym względem rynkiem, np. w Stanach Zjednoczonych co prawda mamy Amazona, ale duże sieci handlowe mimo wszystko działają dość zachowawczo, koncentrują się na sklepach stacjonarnych. Dla porównania, w Chinach wszystko z wszystkim wydaje się przenikać, sklepy łączą funkcje online’owe z offline’owymi. Dostawy zakupów spożywczych do domu w gigantycznym Szanghaju trwają dziś do 60 minut. Innymi słowy, można zaryzykować stwierdzenie, że przestała istnieć bariera czasu, jeżeli chodzi o zakupy online.

Zakupy na streamach, poprzez media społecznościowe, to coś, czego świat zachodni praktycznie nie zna. Prawie wszyscy Chińczycy korzystają z aplikacji WeChat na smartfony i robią za jej pośrednictwem zakupy, oglądając influencerów, śledząc grupy zakupowe i promocyjne. U nas promocja produktów spożywczych na, dajmy na to, YouTube, jest praktycznie niespotykana, a w Chinach to gigantyczny rynek.

Prezes grupy Lagardere niedawno stwierdził, że gdy po zamknięciu lotnisk – gdzie działają sklepy grupy – sprzedaż spadła niemal o 100 proc., to naturalnym krokiem było przerzucenie się na WeChat. Dzięki temu udało się uratować kilka procent sprzedaży.

IO: Siła rażenia WeChata jest trudna do wyobrażenia z perspektywy europejskiej. Trudno znaleźć porównanie do czegokolwiek. W Polsce sieci handlowe mają swoje aplikacje mobilne, co daje im jakieś dotarcie do klientów, natomiast w Chinach wszystko co tylko przyjdzie nam do głowy jest zintegrowane z WeChatem. Poprzez tę aplikację ma się dostęp do bazy danych większości Chińczyków. Z WeChata korzystają prawie wszyscy, zwłaszcza teraz, gdy aplikacje w telefonie stały się obowiązkowe w związku z pandemią COVID-19.

Ciąg dalszy wywiadu - na drugiej stronie.

Dodaj komentarz

2 komentarze

  • Marko M 22.02.2021

    Widzimy George G. to smutna prawda ale bedzie jak w Tesco ?

  • FanMazgaja 20.02.2021

    Bardzo ciekawy wywiad.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także