Sklep w Limanowej przy ul. Tarnowskiej 42 ma powierzchnię aż 1314 mkw, co czyni go największym punktem w całej sieci MarketVita. Jakie wyzwania operacyjne wiążą się z zarządzaniem placówką o tak dużej, unikalnej dla tej sieci skali?
Joanna Matoga, dyrektor sklepu MarketVita w Limanowej: Przy takiej powierzchni kluczowe są przede wszystkim dobra organizacja pracy i przewidywanie potrzeb klientów. Musimy odpowiednio planować zamówienia, żeby z jednej strony nie dopuszczać do braków na półkach, a z drugiej nie generować nadmiernych zapasów. Przy szerokim asortymencie to duże wyzwanie, bo każda kategoria ma swoją specyfikę i wymaga innego podejścia.
Drugim istotnym obszarem jest organizacja zespołu. Chodzi o to, żeby w godzinach największego ruchu zapewnić odpowiednią obsadę, sprawną obsługę klientów i uniknąć kolejek przy kasach.
Duża powierzchnia daje nam jednak również możliwości, których nie mają mniejsze sklepy. Możemy zaoferować znacznie szerszy wybór produktów, od artykułów spożywczych po małe AGD i inne artykuły przemysłowe. Najważniejsze jest takie zarządzanie przestrzenią i asortymentem, aby klient mógł wygodnie znaleźć to, czego szuka, a sklep efektywnie wykorzystywał swój potencjał.
Od kiedy działa sklep w Limanowej i jak wyglądała jego historia? Czy od samego początku byli Państwo związani z marką MarketVita, czy może obiekt funkcjonował wcześniej pod innym szyldem?
Historia tej placówki sięga około 30 lat wstecz. Od początku był to format supermarketowy. Od 2020 r. sklep funkcjonuje pod szyldem MarketVity. To oznacza, że nie zaczynaliśmy od zera. Sklep ma swoją historię, lokalizację i klientów, którzy znają to miejsce od lat. Naszym zadaniem jest rozwijać tę placówkę, pozyskiwać nowych klientów, dostosowywać ją do zmieniających się oczekiwań i jednocześnie zachować to, co w lokalnym handlu najważniejsze: relacje z klientami oraz znajomość ich codziennych potrzeb.
Dlaczego zdecydowali się Państwo na rozwój biznesu akurat w oparciu o sieć MarketVita i co przeważyło o wyborze tego partnera?
Przede wszystkim przekonało nas połączenie możliwości, jakie daje współpraca z dużą organizacją, z zachowaniem swobody w prowadzeniu własnego biznesu. Istotna jest dla nas oferta marek własnych Auchan, dostęp do kontraktów centralnych oraz szerokiego portfolio produktów.
Duże znaczenie ma również partnerskie podejście i możliwość samodzielnego decydowania o części asortymentu. Nie chcemy prowadzić sklepu według jednego, sztywnego schematu, który nie uwzględnia specyfiki lokalnego rynku. Mamy możliwość współpracy z regionalnymi dostawcami i rozwijania oferty odpowiadającej na potrzeby naszych klientów.
To właśnie ten balans jest dla nas najważniejszy: korzystamy z siły zakupowej i zaplecza sieci, ale jednocześnie możemy prowadzić sklep po swojemu, uwzględniając lokalne uwarunkowania.
Jak ocenia Pani rolę samej franczyzy w sukcesie sklepu? Czy prowadzenie tak dużej placówki niezależnie, bez wsparcia silnej sieci i jej struktur, byłoby dziś na polskim rynku w ogóle możliwe?
Byłoby to dziś zdecydowanie trudniejsze. Jednym z największych wyzwań jest dostęp do szerokiej oferty na konkurencyjnych warunkach. Centrala współpracuje z kilkuset producentami, co daje nam możliwości zakupowe i asortymentowe, których samodzielny sklep nie zawsze byłby w stanie uzyskać.
Ważne jest również to, że nie musimy samodzielnie budować wszystkich rozwiązań od podstaw. Możemy korzystać z wypracowanych warunków handlowych i oferty sieci, a własną energię koncentrować na tym, co dzieje się bezpośrednio w sklepie: obsłudze klientów, dostępności produktów, zarządzaniu zespołem i rozwijaniu lokalnej oferty.
Franczyza nie zastępuje oczywiście dobrego zarządzania. Nawet najlepsze warunki zakupowe nie wystarczą, jeśli sklep nie będzie dobrze zorganizowany i dopasowany do swoich klientów. Dla mnie największą wartością tego modelu jest połączenie zaplecza dużej sieci z odpowiedzialnością i decyzyjnością na poziomie konkretnej placówki.
Jak tak duża przestrzeń handlowa przekłada się na codzienne wyniki sprzedażowe i średnią wartość koszyka zakupowego w porównaniu do standardowych, mniejszych formatów?
Większa powierzchnia pozwala nam zaoferować klientom więcej kategorii produktów i szerszy wybór w ramach poszczególnych grup. Dzięki temu mogą zrobić u nas zarówno codzienne zakupy spożywcze, jak i kupić artykuły przemysłowe czy drobne wyposażenie gospodarstwa domowego. To stwarza możliwość budowania większego koszyka zakupowego.
Trzeba jednak pamiętać, że większy sklep to również większe koszty i więcej przestrzeni, którą trzeba efektywnie zagospodarować. Sama powierzchnia nie gwarantuje sukcesu. Istotne jest, aby odpowiednio dobrać asortyment, właściwie eksponować produkty i dbać o rotację towaru.
W mniejszym sklepie łatwiej osiągnąć wysoką sprzedaż w przeliczeniu na metr kwadratowy, ponieważ oferta jest bardziej skoncentrowana. W naszym przypadku przewagą jest szerokość wyboru i możliwość odpowiadania na różne potrzeby zakupowe podczas jednej wizyty. Naszym zadaniem jest znaleźć właściwą równowagę między szeroką ofertą a efektywnością wykorzystania powierzchni.
Wasz sklep wyróżnia się na rynku bardzo szeroką ofertą produktów non-food (artykułów przemysłowych). Dlaczego ta kategoria jest tak istotna w Państwa koncepcie biznesowym i jak buduje ona Waszą przewagę konkurencyjną?
Zależy nam na tym, żeby klient mógł załatwić jak najwięcej potrzeb zakupowych w jednym miejscu. Oprócz produktów spożywczych oferujemy artykuły przemysłowe, w tym małe AGD i różnego rodzaju praktyczne produkty do domu. To poszerza funkcję sklepu i sprawia, że nie jesteśmy wyłącznie miejscem, w którym kupuje się żywność.
W tej kategorii ważna jest różnorodność. Klienci szukają zarówno rzeczy przydatnych na co dzień, jak i produktów, które przyciągają uwagę atrakcyjną ceną lub pomysłem. Nie zawsze przychodzą po nie z konkretną listą - czasem dopiero na miejscu zauważają coś, co może im się przydać.
Oczywiście, asortyment przemysłowy musi być dobrze przemyślany. Nie chodzi o to, żeby mieć wszystkiego jak najwięcej, ale żeby wybierać produkty, które odpowiadają potrzebom klientów i dobrze uzupełniają ofertę spożywczą. Przy naszej powierzchni możemy rozwijać tę kategorię znacznie szerzej niż mniejsze placówki.
Słyszałam, że olbrzymim sukcesem okazała się u Państwa strefa koszy z asortymentem za 5,99 zł. Niedawno podwoiliście jej wielkość – z 30 do aż 60 koszy. Co stoi za fenomenem popularności tego rozwiązania? I co jest w tych koszach?
Przede wszystkim działa połączenie atrakcyjnej ceny, różnorodności i elementu zaskoczenia. Za 5,99 zł klient może znaleźć coś praktycznego, ciekawy drobiazg albo produkt, którego wcześniej w ogóle nie planował kupić. Staramy się, żeby oferta była zróżnicowana i interesująca dla różnych grup wiekowych.
Można powiedzieć, że trochę przypomina to popularne wśród młodszych klientów dropy - regularnie pojawia się coś ciekawego, w dobrej cenie, a klient nie zawsze wie, co dokładnie znajdzie podczas kolejnej wizyty. W tej strefie liczą się zarówno użyteczność produktów, jak i efekt odkrywania okazji.
Zainteresowanie było na tyle duże, że zdecydowaliśmy się zwiększyć liczbę koszy z 30 do 60. To dla nas wyraźny sygnał, że klienci doceniają takie rozwiązania. Asortyment jest zróżnicowany i zmienny, a szczególną popularnością cieszą się produkty DIY.
W Limanowej działa silna konkurencja w postaci dyskontów i supermarketów. Jak w tak wymagającym otoczeniu budują Państwo swoją unikalność i co decyduje o tym, że klienci wybierają właśnie Państwa sklep?
Nie zakładamy, że możemy wygrać z każdym konkurentem na każdym polu. Dlatego szukamy przewag, które rzeczywiście mają znaczenie dla naszych klientów. Jedną z nich jest lokalność, szczególnie widoczna w ofercie świeżych produktów.
Współpracujemy z regionalnymi dostawcami, a na naszych ladach i w dziale warzyw można znaleźć produkty, które pozwalają nam wyróżnić się na tle bardziej ujednoliconych ofert. Ważną rolę odgrywają również lokalne piekarnie. Świeżość, jakość i pochodzenie produktów to kwestie, na które klienci zwracają uwagę.
Obserwujemy też, że wielu naszych klientów chce wspierać polskie firmy i rodzimych producentów. Dla nich zakupy to nie tylko porównywanie cen, ale również wybór produktów i smaków, którym ufają.
Nie oznacza to oczywiście, że cena przestaje mieć znaczenie. Klient oczekuje dobrej relacji jakości do ceny, szerokiego wyboru i sprawnej obsługi. Naszą rolą jest połączyć te elementy: zaoferować konkurencyjne produkty, lokalną świeżość i asortyment, którego klient niekoniecznie znajdzie w takim samym zestawieniu gdzie indziej.
Ważnym elementem strategii MarketVita są wspomniane już przez Panią produkty marek Auchan oraz wyroby od dostawców regionalnych. Jak udaje się Państwu godzić na półkach obecność globalnej marki własnej z ofertą typowo lokalną?
Nie traktujemy tych dwóch grup jako konkurujących ze sobą. One się uzupełniają, bo odpowiadają na różne potrzeby klientów. Część osób przychodzi po produkty znanych marek, inni szukają przede wszystkim korzystnej ceny, a jeszcze inni zwracają szczególną uwagę na pochodzenie i charakter lokalnych wyrobów.
Marki Auchan dostępne dla franczyzobiorców MarketVita pozwalają nam zaoferować szeroki wybór produktów w różnych kategoriach i w atrakcyjnych cenach. Z kolei współpraca z regionalnymi dostawcami daje nam możliwość wprowadzenia produktów, które mają lokalny charakter i często są mocno związane z przyzwyczajeniami zakupowymi mieszkańców.
Naszą rolą jest zadbać o właściwe proporcje i dobór oferty. Nie chcemy ograniczać klientowi wyboru do jednej grupy produktów. Wręcz przeciwnie - zależy nam, żeby każdy mógł znaleźć coś odpowiedniego dla siebie, niezależnie od tego, czy kieruje się ceną, przywiązaniem do marki, czy pochodzeniem produktu.
Jakie wdrożenia operacyjne zrealizowaliście w ostatnich miesiącach i jakie macie jeszcze plany na najbliższe miesiące?
W ostatnich miesiącach skupiliśmy się przede wszystkim na poprawie organizacji sklepu i usprawnieniu codziennej pracy. Przebudowaliśmy część sali sprzedaży, aby lepiej rozmieścić towar i ułatwić klientom poruszanie się po sklepie. Zależało nam na tym, żeby szeroki asortyment był bardziej czytelny i wygodny w codziennych zakupach.
Wprowadziliśmy również elektroniczne etykiety cenowe. To rozwiązanie przyniosło nam oszczędność wielu godzin pracy, które wcześniej trzeba było przeznaczać na drukowanie i wymianę tradycyjnych cenówek. Zespół może dzięki temu poświęcić więcej czasu innym zadaniom, w tym związanym z obsługą klientów. Pracowaliśmy także nad oświetleniem placówki, aby poprawić doświadczenia zakupowe klientów.
W najbliższych miesiącach mamy kolejne ambitne plany. Planujemy rozbudowę strefy chłodzonej z nabiałem, wdrożenie kas samoobsługowych. Jeszcze w tym roku powiększymy parking. Każda z tych inwestycji odpowiada na konkretną potrzebę: lepszą ekspozycję i dostępność produktów, sprawniejszą obsługę przy kasach oraz większy komfort.
Patrzymy na rozwój sklepu etapami. Zależy nam nie tylko na poszerzaniu oferty, ale również na tym, żeby codzienne zakupy były coraz wygodniejsze dla klientów, a praca zespołu lepiej zorganizowana.
