19.09.2013/13:22

Czas na jesienne porządki w bonecie

Pod koniec lata z lodówek znikają lody i zastępują je mrożonki. Każdy zastanawia się wówczas, kiedy jest najlepszy moment na zmianę asortymentu na jesienno­‑zimowy.

O tym, kiedy jest najlepszy moment na wymianę towaru w zamrażarce, coraz częściej decydują dostawcy – to im właściciele sklepów przekazują zarządzanie listą asortymentową. – Nie ma złotej reguły czy też konkretnej daty. Niewiele pomogą również programy analizujące sprzedaż. Może się okazać bowiem, że np. rotacja lodów w minionym tygodniu była bardzo wysoka, a w kolejnym te same produkty niemal nie rotują. Odbywa się to jednak najczęściej płynnie na przełomie sierpnia i września – mówi Emil Dzianok, dyrektor handlowy Jawo.

Producenci podkreślają, że kluczowe znaczenie dla wymiany produktów w bonetach ma pogoda. – Im szybciej daje się odczuć jesienna, chłodna aura, tym szybciej następuje rotacja w kategoriach produktów mrożonych. Jeśli chodzi o tempo wymiany asortymentu, to zazwyczaj przebiega ona praktycznie z dnia na dzień – mówi Elżbieta Szymonik, junior brand manager w firmie Pinguin Foods.

Z kolei Beata Łosiak z Hortex Holding wyjaśnia: – Przyjmuje się, że optymalnym momentem na zamianę po sezonie letnim jest wrzesień. Proces następuje stopniowo, w miarę wyprzedawania lodów – tłumaczy. Jej zdaniem 10 topowych mrożonych warzyw i owoców sprzedaje się na porównywalnym poziomie od jesieni do wiosny. – Do 10 produktów generujących największe obroty na rynku należą: szpinak rozdrobniony, warzywa na patelnię, truskawka, zupa grzybowa, włoszczyzna paski, zupa kalafiorowa z koperkiem, bukiet warzyw wiosenny, warzywa na patelnię z przyprawą włoską, marchew z groszkiem, warzywa na patelnię z przyprawą orientalną – wymienia Beata Łosiak.

O sezonowości możemy mówić natomiast w odniesieniu do mrożonek mącznych. To oczywiste, że takie produkty, jak uszka, pierogi z kapustą czy grzybami, generują kilkakrotnie większe obroty w okresie przedświątecznym.

Wysokie koszty budowania marki

Mrożonki renomowanych firm uchodzą za produkt dość drogi, zwłaszcza w porównaniu do cen świeżych warzyw i owoców w sezonie. Jest kilka czynników, które o tym decydują. – Cena jest pochodną jakości surowca, z którego mrożonki są wyprodukowane, dbałości o jego bezpieczeństwo, liczby badań, które przechodzi – począwszy od uprawy do wyrobu gotowego, a także kosztu i procesu tworzenia nowych produktów. Nie bez znaczenia są nakłady związane z budowaniem marki, które przekładają się na decyzje konsumenckie o zakupie danej mrożonki, wyborze konkretnej marki, a tym samym na zwiększenie obrotów i zysków sklepów – wylicza Beata Łosiak. Ale są również inne przyczyny rozbieżności cen. – Zachęcamy konsumentów do czytania składu na opakowaniach. Różnica w pierogach może wynikać np. z ilości farszu, surowca, z którego został wytworzony, jak również w powtarzalności jakości itd. Należy również pamiętać, że wszyscy więksi producenci, aby zapewnić ciągłość produkcji, muszą kontraktować dostawy surowców. Ci o mniejszej skali są w stanie bardzo elastycznie zmieniać dostawców, kierując się wyłącznie ceną – dodaje Emil Dzianok.

Co za dużo, to niezdrowo

W Polsce w porównaniu z krajami Europy Zachodniej spożycie mrożonek jest wciąż niskie, dlatego producenci mają nadzieję na rozwój tego rynku we wszystkich segmentach. – Rozwój ten będzie wynikał ze zmiany stylu życia. Rośnie grupa osób, głównie młodych, które dbają o zdrową dietę, ale jednocześnie chcą mniej czasu poświęcić na przygotowanie posiłków. To właśnie oni są potencjalnymi nowymi nabywcami mrożonek – mówi Beata Łosiak.

Na drodze szybkiego rozwoju segmentu stoi jednak spora przeszkoda. – Wciąż mówi się o tym, jak wiele brakuje rynkowi mrożonek w Polsce do innych rynków w Europie, jednak wzrost kategorii nie jest tak intensywny, jak wszyscy by chcieli. Problemem pozostaje postrzeganie mrożonek jako żywności gorszej jakości – mówi Emil Dzianok.

Kolejnym problemem, z jakim boryka się branża, jest nieefektywna ekspozycja. – Często zdarza się, że właściciel małego sklepu chce zaproponować dużo więcej wyrobów, niż jest w stanie wyeksponować w zamrażarce. Klientom trudno wówczas znaleźć konkretny produkt. Innym błędem jest pominięcie jakiejś kategorii lub jej nadmierna ekspozycja, np. olbrzymi wybór zup mrożonych, a brak pizzy – dodaje dyrektor.

Pizza rośnie jak na drożdżach

Rynek mrożonek pozostaje od pewnego czasu w stagnacji. Jedyną kategorią, która dynamicznie rośnie, jest mrożona pizza. Jak podaje Dr. Oetker Polska za Nielsenem, między czerwcem 2012 roku a majem 2013 roku sprzedaż takich produktów zwiększyła się o 15 proc. Co ciekawe, największy przyrost (o 22 proc.) zanotowano w sklepach o powierzchni do 300 mkw. Liderem kategorii jest Dr. Oetker Polska (marki Rigga, Guseppe, Ristorante i Mini Pizza), kontrolujący 52 proc. rynku w ujęciu wartościowym. Z markowych producentów liczy się jeszcze Iglotex. Około 40 proc. rynku trzymają marki własne.

Skąd ten niespodziewany sukces mrożonej pizzy? – Jeszcze jakiś czas temu takie potrawy były postrzegane jako słabej jakości, co miało związek z faktem, że kategorii przewodziły wyroby marek własnych. Dziś zwykły placek nie wystarcza. Konsumenci zwracają uwagę i na jakość ciasta, i na obłożenie – opowiada Joanna Olender, senior product manager kategorii pizz mrożonych w Dr. Oetker Polska. Zaznacza, że najchętniej kupowane są produkty zawierające dodatek mięsa, np. szynka z pieczarkami. – W wielu odwiedzanych przez naszych przedstawicieli sklepach, szczególnie przed weekendem, notujemy braki na półkach. Dla detalisty to strata, bo pizzy, z uwagi na ograniczoną ilość miejsca w domowych zamrażalnikach, nie kupuje się na zapas – podkreśla Joanna Olender.



(HUW/ATE)

Wiadomości Handlowe, Nr 9 (128) Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.