24.12.2020/13:19

Czy detaliści wykorzystają podatek od "małpek", by wygenerować ekstra zyski? Nie jest to takie proste

Zainteresowanie hurtowników i detalistów małpkami się zwiększyło, jednak nie jest to skokowy wzrost sprzedaży, jak choćby wtedy, gdy rząd zapowiedział podwyżkę akcyzy na alkohol. Dystrybutorzy wolą pozbyć się towaru przed nowym rokiem. Detaliści starają się kupować na zapas, żeby więcej zarobić. Problemem jest konieczność zamrożenia środków i brak miejsca do magazynowania.

Od 1 stycznia 2021 r. wchodzi w życie nowy podatek od alkoholi w opakowaniach poniżej 300 ml. Konstrukcja tej daniny – ma ona być odprowadzana w momencie sprzedaży przez dystrybutorów – sprzyja detalistom, którzy mogliby jednorazowo wygenerować dodatkową marżę, kupując alkohol jeszcze w tym roku, a sprzedając go w roku przyszłym. Wydawałoby się, że większość sklepów zechce skorzystać z okazji, ale – jak ustalił portal wiadomoscihandlowe.pl – popyt na „małpki” w łańcuchu dostaw nie wzrósł skokowo, jak to miało miejsce przed podwyżką akcyzy.

– W przypadku większości odbiorców hurtowych – jeśli w ogóle zamawiali większe ilości małych formatów – wszystkie dostawy musiały do nich trafić maksymalnie do 15 grudnia. Chcieli mieć bowiem czas na dostarczenie towaru do detalu. Gdyby im się to nie udało i produkt zostałby u nich, byłby objęty nową opłatą. Chcieli tego uniknąć – tłumaczy Marek Sypek, dyrektor generalny Stock Polska. Jego zdaniem duża grupa hurtowników – zwłaszcza tych mniejszych – wręcz się obawiała zamawiać większą partię towaru przed nowym rokiem. Czyścili więc swoje stoki z małych objętości, żeby nie brać na siebie formalności związanych z nową opłatą.

Podobne obserwacje ma Paweł Stawiany, dyrektor łódzkiego oddziału sieci dystrybucyjnej Specjał.

– Na przełomie listopada i grudnia odnotowaliśmy znaczny wzrost popytu na alkohole mocne w butelkach 100 i 200 ml. Producenci nie byli w stanie w ciągu kilku dni zwiększyć dostaw, dlatego w pewnym momencie nasze zapasy zaczęły zbliżać się do zera. Producenci realizowali zamówienia na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. Jednak sytuacja szybko się ustabilizowała. W grudniu notujemy zwiększony popyt na „małpki”, w porównaniu z ubiegłym rokiem, ale nie jest to wzrost skokowy – wyjaśnia menedżer.

Teoretycznie detaliści powinni być zainteresowani zgromadzeniem możliwie największych zapasów „małpek”. Po wejściu w życie nowego podatku alkohole zdrożeją w hurcie – w przypadku wódki 40 proc. – o 1 zł w przypadku butelek 100 ml i o 2 zł w przypadku butelek 200 ml. Kupione w tym roku taniej, mogłyby w przyszłym roku przynieść handlowcom dodatkowy zysk. Sprawa nie jest jednak tak prosta.

– Chętnie kupiłbym przed końcem roku nawet TIR-a „małpek”, żeby mieć zapas na cały rok. Mógłbym podnieść ceny na półce i zarobić co najmniej dwa razy więcej na każdej butelce, niż mam ze standardowej marży. Mógłbym też sprzedawać część asortymentu po „starych” cenach, żeby przyciągnąć klientów. Niestety, wymagałoby to zainwestowania i zamrożenia na długi czas znacznych środków, na co mnie nie stać. Problemem jest też brak miejsca na przechowywanie towaru. Dlatego robię zapasy, które wystarczą na kilka, może kilkanaście tygodni – wyjaśnia właściciel czterech sklepów z województwa łódzkiego, który woli pozostać anonimowy.

Podejście naszego rozmówcy jest zgodne z obserwacjami szefa firmy Stock Polska.

– Szacuję, że zapas zgromadzony przez detalistów starczy na cztery do sześciu tygodni. Aczkolwiek w wielu wypadkach skończy się on po dwóch lub trzech tygodniach. Właściciele sklepów, którzy jednak mają możliwości magazynowe i zrobili zakupy, skorzystają, kiedy ceny na rynku zaczną rosnąć. Nie zauważymy tego od razu w styczniu, ale pewnie od lutego będziemy wiedzieli podwyżki na poziomie 20-30 proc. na butelce. Detalista ma dwie możliwości: może potencjalnie więcej zarobić, podnosząc cenę, albo utrzymać dłużej konkurencyjną cenę dla swoich klientów. Sądzę, że detaliści będą dostosowywać swoje ceny, obserwując rynek. Część zapewne odnajdzie się gdzieś pośrodku i zamiast podnieść cenę dwusetki o 3 zł, podniesie cenę o 1,5 zł, dzieląc się z konsumentem potencjalnym zyskiem – mówi Marek Sypek.

W jego ocenie, ustawa to bubel prawny. – Ani ministerstwo finansów ani urzędy skarbowe nie wydały do dzisiaj żadnej interpretacji, tak więc jej implementacja opiera się na domysłach zainteresowanych podmiotów oraz interpretacjach prawników – komentuje menedżer ze Stock Polska.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także