22.02.2017/10:40

Czy w Polsce warto stworzyć narodową aplikację do sprawdzania pochodzenia towarów?

Według ekspertów, wprowadzenie aplikacji do identyfikacji polskiej żywności zaszkodziłoby interesom krajowych wytwórców. Dodatkowo, utrudniłoby im to bieżącą pracę i podwyższyłoby jej koszty. Te zaś ostatecznie wpłynęłyby na ceny artykułów. Kolejnym argumentem jest fakt, że ponad połowa konsumentów nie zwraca uwagi na kraj, w jakim powstał dany produkt.

We Włoszech, jak i poza ich granicami, działa już aplikacja, która określa, czy dany towar jest oryginalnej włoskiej produkcji i posiada certyfikaty Europejskiego Systemu Ochrony Produktów Regionalnych i Tradycyjnych. Oprogramowanie zostało stworzone dla ochrony prestiżu artykułów „made in Italy” i interesów ich producentów. W Polsce są natomiast dostępne aplikacje, które pozwalają konsumentom sprawdzać pochodzenie produktów lub składników po etykietach. Ale, zdaniem krajowych ekspertów, stosowane dotychczas metody wydają się mało precyzyjne, gdyż badają tylko niewielki fragment dostępnych danych.

Niepotrzebny gadżet

Maria Andrzej Faliński uważa, że rodzime produkty wcale nie potrzebują ochrony, ponieważ ponad 80 proc. dostępnej w Polsce żywności pochodzi właśnie z naszego kraju. Nie ma też najmniejszych obaw, że jakikolwiek zagraniczny wytwórca wyprze nas z własnego terytorium. To raczej my jesteśmy groźnymi konkurentami dla innych, może nie na skalę światową, ale regionalną na pewno. Siła krajowego pożywienia polega na dobrych recepturach, realizowanych w nowoczesnych reżymach technologicznych. Jak podaje ekspert, w ostatnich latach polski przemysł żywnościowy, głównie mięsny i mleczarski, rozwinął się dzięki inwestycjom, m.in. z UE, na poziomie ok. 15 mld euro.

– Obecnie spotykamy się z narracją, że produkt wyprodukowany w Polsce zapewnił pracę naszym rodakom. I dobrze, że o tym myślimy. Ale jednocześnie obawiam się, że w społeczeństwie, w którym tylko niecałe 3% osób zarabia powyżej 7100 zł miesięcznie netto, zdecydowana większość ludzi stoi przed innymi wyborami, niż kraj pochodzenia towaru. Biorąc pod uwagę siłę nabywczą polskiego konsumenta, przewiduję, że sama aplikacja narodowa pełniłaby funkcję jedynie gadżetu dla osób o wyższych dochodach i dostępie do nowoczesnej technologii – stwierdza Anna Ruman z instytutu badawczego ABR SESTA.

„Abstrakcyjny” pomysł

Dawid Firkowski tłumaczy, że stworzenie narodowej aplikacji miałoby swoje uzasadnienie, gdyby taki system posiadał dokładne dane o pochodzeniu artykułu, uzupełnione informacją na temat składników, użytych w całym procesie produkcji. Wpisywałoby się to w stale rosnący trend świadomej konsumpcji. Najlepsza byłaby aplikacja, która skanowałaby żywność dostępną np. w sieciach handlowych. Ale wprowadzenie na rynek oprogramowania, opisującego kilkadziesiąt czy nawet kilkaset tys. towarów, byłoby ogromnym przedsięwzięciem. Zagregowanie i katalogowanie kodu każdego z nich, mogłoby się okazać wręcz nieosiągalne, nie mówiąc już o późniejszym wprowadzaniu zmian i bieżącej obsłudze aplikacji.

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • VOON 25.02.2017

    Należy stworzyć grupę która pozbędzie się Niemców i Portugalczyków a nie skanowania skąd towary !!! Bo i tak wszyscy się bogacą oprócz Polaków - Zdanie większościowe.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.