01.10.2018/11:55

Franczyzobiorcy Piotra i Pawła pod ścianą [TYLKO U NAS]

Większość sklepów sieci Piotr i Paweł to placówki franczyzowe. W obliczu poważnych problemów operatora, które doprowadziły do uruchomienia procesu sanacji, mali przedsiębiorcy stanęli w obliczu jeszcze większego wyzwania. W rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl mówią: marka jest dla nas obciążeniem! Z drugiej strony, ich przyszłość jest dosłownie uzależniona od dobrej woli centrali firmy.

Jeszcze nie tak dawno „jedynie” blisko co drugi sklep Piotra i Pawła działał w systemie franczyzy. Dziś, po zamknięciu 8 sklepów własnych i sprzedaży 5 kolejnych przez centralę, sklepy franczyzowe stanowią nawet większość sieci.

Aktualne problemy Piotra i Pawła odbijają się czkawką jego franczyzobiorcom, czyli małym przedsiębiorcom, prowadzącym po jednym lub po kilka sklepów pod tym szyldem. Franczyzobiorcy w rozmowach z portalem wiadomoscihandlowe.pl twierdzą, że – ze względu na problemy centrali – przestali cieszyć się zaufaniem dostawców i instytucji finansowych.

– Centrala i marka Piotr i Paweł są dla nas bardzo dużym obciążeniem. Firma nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, przez co musimy stawać na głowie, żeby nasz biznes się spinał. Póki co robimy to, szanując naszych dostawców – mówi w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl jeden z franczyzobiorców Piotra i Pawła, pragnący pozostać anonimowym.

Co na to centrala Piotra i Pawła? - Franczyzobiorcy muszą być świadomi tego, że nie mogą kupować na zewnątrz produktów, które mamy w magazynie centralnym – tłumaczy Marek Miętka, prezes Piotra i Pawła, w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl. - Negocjujemy z dostawcami w imieniu naszych wszystkich sklepów. Każdy powinien zastanowić się, co chce zrobić, bo jesteśmy otwarci na pomysły typu „win-win”. Celem ma być uzdrowienie przedsiębiorstwa i pozytywna EBITDA – dodaje Miętka.

Sklep na kredyt

Problemy franczyzobiorców sieci wynikają m.in. z wysokiego poziomu skomplikowania struktury sieci. Część sklepów Piotra i Pawła zostało sprzedanych chętnym na nie przedsiębiorcom i pracownikom sieci. Franczyzobiorcy nie musieli jednak płacić całej, wielomilionową kwoty za przejmowanej placówkę. 75 proc. wartości transakcji opłacał… sam Piotr i Paweł, poprzez pożyczkę przekazywaną przez jedną ze spółek. Kilka procent rzeczywiście pokrywali natomiast franczyzobiorcy.

Docelowo miesięczna rata przekazywana na rzecz Piotra i Pawła, jak tłumaczą franczyzobiorcy w rozmowach z portalem wiadomoscihandlowe.pl, w wielu przypadkach przekraczała zyski z bieżącej działalności sklepów, a według przedsiębiorców Piotr i Paweł nie chciał renegocjować warunków udzielonych pożyczek. Rosły więc długi franczyzobiorców u dostawców, z którymi sklepy mogły handlować niezależnie, ale również wobec magazynu centralnego Piotra i Pawła.

Dodaj komentarz

6 komentarzy

  • Stary pip 02.10.2018

    Każdy pracownik ma swoją wytrzymałość, atmosfera w tej firmie jest taka w tym momencie że zmusza pracownika z długoletnim stażem do zwolnienia. I mam radę dla reszty! W sytuacji postępowania sanacyjnego dostaniecie tylko jedna odprawę i to jeszcze nie wiadomo czy wgl dostaniecie, także życzę abyście w porę dostali rozumu i poszukali nowej pracy, bo wasze wypociny dla ratowania aktualnej nic wam nie dadzą, nikt wam za to nie podziękuję. Pani lub Pan prezes spółki i tak będzie was miał gdzieś bo liczą sie dla nich tylko słupki obrotów. Trzymam za was kciuki ale obudźcie się i patrzcie na swoje dobro!

  • fan Mazgaja 02.10.2018

    Jak można prowadzić sklep franczyzowy lub sklepy franczyzowe, jechać na milionowych stratach względem franczyzodawcy i uważać że to PP jest winien??? Ktoś Wam kazał pod przymusem to umowy podpisywać?? Przykład Almy nic Was franczyzoborcy nie nauczył?? Wy się ratujcie i idźcie w ppu bo padniecie.. Niedoszły klient

  • Pracownicy PiPy 02.10.2018

    A co mają się chwalić. Przecież nawet nie ma żadnej komunikacji między pracownikami a "górą". Zero informacji, wymagań, jakiegoś planu działania czy instrukcji. Pozwolili jedynie zamawiać z magazynu towar, ale to że na sklepach nie ma klientów, na nie ma pracowników, którzy by przyjęli towar i wyłożyli. Przecież połowa tego towaru pójdzie w śmietnik. Nie ma komu pracować a najczęściej starym ekipom pracującym po kilka i kilkanaście lat nawet nie przekażą kszty jakiejkolwiek wiadomości. My "starzy" jednak dalej się trzymamy i próbujemy utrzymać jakoś "naszą" firmę, ale mamy swoją wytrzymałość i granicę. Nikt się z nami nie liczy. Niech zwalniają pracowników z długoletnim stażem. To jest najlepsze w obecnej sytuacji dla takiego pracownika. Należy się odprawa. Taki pracownik długoletni dostanie odprawę za 3 miesiące, to bez problemu znajdzie pracę w 3 dni, a pieniądze z odprawy będzie mógł spożytkować na chociażby urlop i odpoczynek od cyrku jakim jest Piotr i Paweł w obecnym kształcie.

  • M 02.10.2018

    A dlaczego nic nie mówią o pracownikach jak po cichu zwalniają ludzi z długoletnim stażem albo doprowadzają do tego żeby sami się zwalniali

  • Pracownik centrali 02.10.2018

    A największy dłużnik to spółka własna detaliczna PIotr i Paweł Detal która teraz ma chyba 40 sklepów z czego żaden rentowny oczywiście w tej spółce prezesem jest Pan Marek o czym zapomniał w wywiadzie powiedzieć.

  • igi 02.10.2018

    Kolejny odcinek relacji na żywo z upadku w sumie fajnej firmy...

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.