04.03.2020/12:07

Frisco to Tesla rynku e-grocery. Branża czeka na spożywcze e-sklepy Biedronki i Lidla [WYWIAD]

Sklep internetowy z żywnością genialnie pasuje do biznesowego modelu dyskontów - uważa Witold Ferenc, twórca i wieloletni prezes Frisco.pl, obecnie rozwijający nowe projekty, takie jak Open Routing i Open Checkout.

Kto wygra bitwę o polski rynek e-grocery? Czy będą to pure-playerzy tacy jak Frisco.pl, sieci handlowe ze swoimi sklepami internetowymi, podmioty hybrydowe typu Szopi.pl, a może Uber Eats?

Oczywiście jestem nieobiektywny, ponieważ mam sentyment do pure-playerów. Jednak patrząc na to, co się dzieje w ostatnich latach na rynku w Polsce, USA, czy Wielkiej Brytanii, wydaje mi się, że można powiedzieć, iż nie wygrają ani pure-playerzy, ani sieci tradycyjne, tylko modele dedykowane. Bez względu na to, czy będą one tworzone przez tradycyjne sieci, jak angielskie Morissons, które kupiło technologię Ocado, czy pure-playerów jak Amazon lub - w mniejszej skali – Frisco.

Co rozumiem przez pojęcie „dedykowanego modelu”? Konieczne jest centrum logistyczne dostosowane do potrzeb e-grocery, wysoce zautomatyzowane i w związku z tym będące w stanie oferować takie unit economics, które będą przekładały się na dobre ceny dla konsumenta i wysoką jakość. Wydaje się, że w tej chwili Amazon i wszystkie duże sieci idą w tym kierunku. Ten pierwszy etap, kiedy nie było wiadomo, który model przeważy – „friscowy” czy może dark-store Tesco już minął. W tej chwili jest jasne, że konieczna będzie dedykowana operacja. Kto za nią stoi, jaki kapitał i know-how, to sprawy wtórne.

Wspomina Pan, że konieczne będzie centrum logistyczne doskonale dostosowane do prowadzonego biznesu. To prowadzi do wniosku, że nie widzi Pan przyszłości w konceptach typu Szopi czy Uber Eats dla zakupów spożywczych, bo tam nie ma żadnego centrum logistycznego.

Może nie posunąłbym się do tak jednoznacznej prognozy, natomiast jestem przekonany, że model delivery-on-demand, czyli właśnie Uber Eats, Szopi czy Instacart, nie zdominuje rynku.

Akurat wczoraj spojrzałem na poziom fundraisingu Instacart. Okazuje się, że ta firma przez 6-7 lat zebrała 1,7 mld dolarów. Rynek amerykański jest duży, ale to są kosmiczne pieniądze! Zebrali tak wiele, nie dlatego, że inwestują w centra logistyczne i software. Przede wszystkim finansują w ten sposób wzrost i ciągle deficytowy model, czyli przepalają taką ilość pieniędzy, że my w Polsce, przy naszej skali, nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Oczywiście są inwestorzy, którzy wierzą w takie biznesy, ale wydaje mi się, że jest to wiara nieracjonalna.

Dlaczego? Otóż problemem biznesu delivery-on-demand jest to, że on zawsze pozostanie modelem premium. Efektywność kosztowa sprawia, że ktoś musi zapłacić za tę usługę i nawet jeśli sklep dla 5 proc. rabatu jako transaction fee za pozyskanie klienta, to koszty usługi się w tym nie zamknął. Ten rynek będzie się rozwijał, będzie pewnym pomostem, ale nie pozwoli na istotne zyski.

Dodaj komentarz

3 komentarze

  • syl 05.03.2020

    No, niestety.Porównanie mocno na wyrost- coś jak wół do karety :D. Jak na razie poza Warszawą nie widać Frisco. A jedziecie na plecach konkurencji nawet na banerze w internecie.Żenada!

  • MichalM 04.03.2020

    Buhahahahha. Z Tesla macie tylko jedno wspólne, przepalanie kasy. Przy marżach w spożywce i kosztach transportu e-handel spożywczy NIGDY nie ma szans stać się rentowny. Jedyna szansa to podnieść marże do takich jak ma pizzeria czyli około 80% tyle że wtedy wasze ceny będą budziły tylko śmiech.

  • oko 04.03.2020

    Czekamy na wejście do całej PL.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.