25.06.2020/15:56

Jak dostać się do oferty dyskontów? Zgadzaj się na in-out!

Sieci handlowe zabierają coraz większą część rynku detalicznego, więc to zupełnie normalne, że każdy producent bierze pod uwagę sprzedaż do tego nowoczesnego kanału. Pożądanie budzą nie tylko hiper- i supermarkety, gdzie jest sporo miejsca na półce, ale przede wszystkim szybko zwiększające udziały w rynku dyskonty.  Zderzenie ze ścianą następuje w momencie ustalania warunków współpracy. Dziś nie o terminach płatności, ani o fakturach wstecznych lecz o akcjach in-out.

Tomasz Szacoń, właściciel firmy doradczej RetailPoland Consulting LTD wskazuje, że sprzedaż w ramach akcji in-outowych, to swego rodzaju test dla marki, dla ceny, dla layoutu. - Przypomina to trochę wodowanie statku, który spędził ostatnie pół roku na suchym lądzie. Pracowało przy nim mnóstwo fachowców, inżynierów, doradców. Wielka inwestycja, która przed chwilą była tylko czymś wirtualnym, zmienia się w fakt w momencie gdy utrzyma się na wodzie. Podobnie będzie z twoim produktem. Pracowało przy nim mnóstwo doradców, którzy analizowali różne warianty i wskaźniki. Teraz czas na ten uroczysty moment, gdy owe arcydzieło zderzy się z komercyjnym klientem. Czy utrzyma się na wodzie? Czy skusi oko wybrednego konsumenta? Sprawdź to! Zgadzaj się na akcje in-outowe – apeluje ekspert.

Tego typu współpraca jest ograniczona czasowo zazwyczaj do 30 dni. Towar nie zostaje wystawiony na regale, lecz ląduje gdzieś pomiędzy alejkami, na palecie lub ekspozytorze.  - Klienci wręcz potykają się o twój produkt szukając tego po co przyszli. Teraz właśnie jest ten moment, gdy wszystkie „dreams comes true” - albo i nie. To w tym momencie klient jest sprite a twój produkt pragnienie. Albo ryba łapie haczyk i ciągnie go do linii kas. Albo coś nie zagrało i wszyscy twoi doradcy powinni dostać wypowiedzenie stosunku pracy. Sieć handlowa jest teraz w korzystnej sytuacji, gdyż tak czy inaczej zarobi swoje. Zamiast wydawać środki na badanie rynku i opinii konsumenckim mamy live-test podany na tacy – tłumaczy Tomasz Szacoń.

Ekspert podkreśla, że całe ryzyko w te sytuacji jest po stronie producenta i dostawcy, ale może się opłacić. - Musisz przyjąć na klatę zarówno sukces jak i porażkę tej akcji. Jeśli towar wyprzedał się do końca – ekspozytor jest niszczony, a jeżdżąca się po hali czyszczarka sprząta to miejsce na błysk. Przelew środków ląduje u ciebie na koncie a pozytywnie zaskoczony kupiec umawia się z tobą na kolejny raz. Może już za miesiąc, a może w następnym kwartale – to naturalnie zależy od kategorii produktowej w której jesteś – wyjaśnia specjalista.

Ale co wtedy, gdy sprzedaż nie jest zadowalająca? - Mamy dwa wyjścia – wskazuje ekspert - albo obierasz towar i rozliczamy się za to co się sprzedało, albo przeceniamy towar o połowę a nawet jeszcze więcej! - Przeceny o 5 proc., 10 proc. przy produktach o wartości 10zł to kwoty warte śmiechu. Należy pogłębić przecenę tak bardzo, żeby pracownikowi sklepu, który nakleja informację o nowej cenie przez myśl przeszła ewentualność żeby kupić to dla siebie lub zadzwonić do rodziny. Głęboka przecena może cię kosztować mniej niż logistyka przy odbiorze towaru, więc polecam korektę faktury – tłumaczy Tomasz Szacoń.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.