23.11.2020/12:14

Limity klientów w sklepach to fikcja. Kłopoty z ograniczeniami zwłaszcza w dużych sklepach

Przed świętem 11 listopada Polacy tłumnie ruszyli do sklepów. Stojąc w kolejkach do kas można było odnieść wrażenie, że limity dozwolonej liczby klientów w sklepach istnieją czysto teoretycznie. Tylko nieliczne placówki handlowe zadbały o to, aby przy wejściu postawić dedykowanego pracownika, który zliczał aktualną liczbę osób w sklepie i w ten sposób zezwalał kolejnym klientom na wejście do środka. W czasach, w których zachowanie społecznego dystansu ma kluczowe znaczenie dla powstrzymania pandemii, takie zachowanie placówek handlowych wydaje się skrajnie niefrasobliwe.

Naraża się zarówno klientów, jak i własnych pracowników, a w konsekwencji nas wszystkich. Biorąc pod uwagę, że Polacy już niedługo tłumnie ruszą na zakupy świąteczne ma to szczególne znaczenie.

Jednym z argumentów, które podnoszą placówki handlowe jest fakt, że mają one ogromną powierzchnię i nawet w okresach świątecznych spełniłyby wymogi nałożone przez rząd. To co jest  jednak zgodne z prawem, nie zawsze jest zgodne z bezpieczeństwem. Hipermarket, z potężnym działem „Dom i ogród” rzeczywiście spełni takie wymogi, tylko że w dziale „Dom i ogród” będzie przebywało jednocześnie kilku klientów, a na dziale „Wędliny” czy „Pieczywo” nastąpi koncentracja kilkudziesięciu osób. Kumulacja klientów nastąpi jednak zawsze przy linii kas, gdzie w jednym miejscu stłoczeni na niewielkiej przestrzeni czekają oni na swoją kolej. Zatem niby limity się zgadzają, a jednako bezpieczeństwie nie ma tu mowy.

- Każdy konsument ma prawo oczekiwać, że placówka handlowa zapewni mu bezpieczeństwo robienia zakupów. Konsumenci dbają o swoje zdrowie i widać to w przypadku najmniejszych placówek handlowych. Nikogo nie dziwi fakt, że przed małymi sklepami ustawiają się kolejki, a do środka może wejść tyle osób, ile jest kas. Konsumenci chcą się czuć bezpiecznie, a nie tłoczyć się w ścisku jeden na drugim. Niestety wiele placówek handlowych tylko informuje kupujących o dozwolonej liczbie jednocześnie przebywających w obiekcie osób na kartce na drzwiach wejściowych, przerzucając odpowiedzialność na swoich klientów – komentuje Ewa Pytkowska, dyrektor ds. sprzedaży w Checkpoint Systems Polska.

Ten problem nie dotyczy tylko Polski. Wiele krajów w Europie zdecydowało się na wprowadzenie limitów liczby klientów, a to oznacza, że sprzedawcy stają przed tym samym obowiązkiem zapewnienia odpowiedniego dystansu. Jedna z dużych europejskich sieci spożywczych borykała się z tym samym problemem, który obserwujemy w Polsce – klienci gromadzący się przy linii kas stawali się nerwowi, kiedy ktoś za bardzo zmniejszał dystans, dochodziło do kłótni, także często na miejsce wzywana była policja. Po analizach zdecydowano się wprowadzić nowoczesny system „Smart Occupancy”, który w całkowicie automatyczny sposób zarządza ruchem klientów w placówkach i komunikuje się z nimi. Dzięki zaawansowanym rozwiązaniom zapewnia się nie tylko bezpieczeństwo klientów i pracowników, ale zyskuje się dostęp do wielu przydatnych danych.

- Nowoczesne systemy dzięki połączeniu z ekranami zamontowanymi przed wejściem do sklepu pozwalają informować konsumentów o tym, czy można wejść do sklepu, czy też obecnie jest na jego terenie maksymalna liczba klientów. Mogą to być dowolnie spersonalizowane komunikaty – graficzne, tekstowe, animacje etc. Co więcej, system można połączyć z drzwiami lub bramkami, które nie otworzą się i nie wpuszczą do sklepu kolejnych osób, dopóki nie zwolni się limit osób – dodaje Ewa Pytkowska z CheckpointSystems Polska.
 

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.
zobacz także