25.06.2013/16:25

Podpis Emila Wedla zobowiązuje

Rozmowa z Witoldem Ziobrowskim, prezesem LOTTE Wedel

Kilka lat temu nie do pomyślenia było prowadzić sklep i nie posiadać w ofercie czekolad Wedla. Dziś marek jest tak wiele, że detaliści mają realną alternatywę. Czy i wy musicie walczyć o półkę?

Trudno sprzedawać, nie mając na półce bestsellerów. Są marki, na których brak sklep nie może sobie pozwolić, bo zaprotestowaliby klienci. Wedel jest jedną z nich. Nasze tabliczki – Gorzka, Mleczna i Truskawkowa – są najlepiej sprzedającymi się czekoladami w Polsce. Nie tylko rodzimi konsumenci doceniają ich jakość. W ubiegłym roku Czekolada gorzka została wyróżniona przez gremium fachowców i uzyskała nagrodę Monde Selection. W tym roku, w kolejnej edycji wyróżnienie otrzymały dwie nasze czekolady – Maestria gorzka oraz Maestria gorzka z malinami i orzeszkami. Ale to prawda, że kilka lat temu rynek wyglądał inaczej. Gospodarka rosła, dyskonty nie były tak silne, jak teraz. Dziś trudniej negocjuje się z handlem, a my nie idziemy na żadne kompromisy kosztem jakości. Tę jakość swoim podpisem gwarantował przecież sam Emil Wedel. Podpis pozostał na wyrobach do dziś. To zobowiązuje.

Nowe Ptasie Mleczko w białej czekoladzie wprowadziliście najpierw do Biedronki. Dlaczego zaczęliście od dyskontu?

Biedronka ma największą siłę dotarcia do szerokiej grupy konsumentów. Obecność tam jest więc dla nowości najlepszym testem. Już wiemy, że białe Ptasie Mleczko świetnie się sprzedaje. Zbiera też pochwały na naszym facebookowym profilu. Prawdopodobnie pod koniec br. trafi do regularnej oferty. Przy okazji chciałbym rozwiać wątpliwości niektórych konsumentów, jakoby biała czekolada nie była czekoladą. Jest nią, bo zawiera masło kakaowe. Ostatnio staje się bardzo modna i poszukiwana, więc warto o tym wiedzieć.

Niedawno zmodyfikowaliście sposób powstawania Ptasiego Mleczka. Odważna decyzja, zważywszy na wieloletnie tradycje tego produktu.

W przypadku dostępnego na rynku od ponad 70 lat Ptasiego Mleczka modyfikacja była konieczna, bo przez lata zmienił się nam smak. Jedne z najbardziej oczekiwanych przez konsumentów cech pianek Ptasie Mleczko to delikatność i miękkość. Teraz są one puszyste i subtelneiejsze w smaku. Przeprowadzone przez nas badania potwierdziły, że udoskonalone Ptasie Mleczko jest w opinii większości konsumentów jeszcze lepsze. Należy przy tym zaznaczyć, że receptura i sposób produkcji pozostały takie same.
Jesteście innowacyjną firmą, szczególnie w segmencie tabliczek czekoladowych, a mimo to konkurencja twierdzi, że odebrała wam pałeczkę lidera.

A co czyni lidera? Spróbujmy zdefiniować to pojęcie. Czy jest nim ten, kto najwięcej sprzedaje, a może ten, którego wyroby najlepiej smakują? O pozycji firmy decydują jakość, różnorodność oferty, zbieżne z potrzebami konsumentów nowości. Jestem przekonany, że nasza długofalowa strategia się sprawdza. Mamy szerokie portfolio tabliczek nadziewanych i twardych, wyznaczamy trendy. Jako jedyny producent oferujemy czekolady o podwójnych smakach, niedawno zaproponowaliśmy mocno nadziewane Maxi smaki. Wcześniej wprowadziliśmy na rynek tabliczki Pierrot i Bajeczny, początkowo planowane jako seria limitowana. Zostały, bo okazały się strzałem w dziesiątkę.

Jesteście częścią międzynarodowego koncernu LOTTE. Czy japońscy menadżerowie czują ducha Wedla? Nie podlega dyskusji, że taka marka wymaga specjalnego traktowania.

To prawda, że właścicielem naszej firmy są Japończycy, jesteśmy jednak polską marką i wszystkie kluczowe stanowiska – prezesa, dyrektora finansowego, szefów sprzedaży, marketingu czy zarządzania zasobami ludzkimi – piastują Polacy. To nie są przypadkowi ludzie, ale pasjonaci i profesjonaliści. Kto lepiej zrozumie polską markę i polskiego konsumenta? Dla Japończyków jesteśmy partnerami. W stołecznym zakładzie przy ul. Zamoyskiego pracuje na stałe tylko dwóch obcokrajowców, którzy są odpowiedzialni za budowanie synergii między naszym biznesem a portfolio całej grupy. Czuję wielki szacunek dla prezesów LOTTE, że chcą zachować polski charakter Wedla. Międzynarodowe koncerny często próbują budować swoją pozycję na plecach lokalnych marek. Niewątpliwie jesteśmy dla LOTTE przyczółkiem do wejścia na rynki europejskie, i będzie to z korzyścią dla biznesu w Polsce oraz dla naszej polskiej marki. Niektóre media wytykają nam, że LOTTE zapowiadało w Polsce inwestycje, których nie realizuje. Nie jesteśmy kamikadze, tylko poważnym koncernem, który podejmuje decyzje na podstawie rachunku ekonomicznego. Obecna sytuacja nie sprzyja inwestycjom.

Czy LOTTE wzbogaci ofertę Wedla o swoje produkty?

LOTTE jest piątym producentem słodyczy na świecie, jednym z największych w Azji. W portfolio tej firmy znaleźć można wiele produktów i innowacji, które mogłyby wzbogacić ofertę Wedla. Oczywiście, wymaga to pogłębionych badań konsumenckich, bo nie wszystko, co smakuje Azjatom, zasmakuje i nam. LOTTE jest bardzo mocny w ciastkach i gumach do żucia, i w tych kategoriach widzimy szansę rozwoju. Chcemy być obecni we wszystkich kategoriach słodyczy. Od ubiegłego roku rozwijamy ofertę ciastek, właśnie wprowadziliśmy do sprzedaży Amerykanki z dużymi kawałkami czekolady.

A gumy do żucia?

Mało kto wie, że przed wojną Emil Wedel produkował je pod marką Jim. Do dziś zachowały się plakaty reklamowe.

Przez kilkanaście lat nie wytwarzaliście ciastek. Czy powrót do tej kategorii wiązał się z inwestycjami, budową linii produkcyjnej od podstaw?

Produkcję zlecamy firmie Delicpol, receptury i technologie są nasze. Wielu markowych wytwórców podpiera się podwykonawcami. Tym, co stanowi istotę naszych ciastek, jest wedlowska czekolada.

Wysyłacie coraz więcej towarów za granicę.

W 2012 roku eksport wzrósł o 30 proc., przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, krajów Afryki Północnej i Japonii. Ptasie Mleczko było najlepiej sprzedającym się polskim produktem w okresie przedświątecznym w brytyjskim Tesco. Negocjujemy z dużymi sieciami. W ramach stołecznej Nocy Muzeów, która odbyła się w połowie maja, otworzyliśmy fabrykę dla zwiedzających. Ludzie stali po cztery godziny w kolejce, by obejrzeć zakład, gabinet Emila Wedla a także replikę samolotu, którym co tydzień dostarczano wedlowskie czekolady do sklepów w Paryżu, Szwajcarii, a nawet Tokio.

Z jednej strony jesteście na Facebooku, z drugiej chwalicie się starymi recepturami i przedwojennym gabinetem prezesa. W Wedlu przeważa tradycja czy nowoczesność?
Jesteśmy nowoczesną firmą z tradycjami. Zapraszając warszawiaków do zwiedzania zakładu podczas Nocy Muzeów, udowodniliśmy, że choć mury mają 70 lat, urządzenia są nowoczesne, a pracownicy to ludzie o otwartych głowach. Nie mamy się czego wstydzić.

Nie boi się Pan, że moda na zdrowe odżywianie zmniejszy spożycie czekolady?

Z jednej strony ludzie deklarują, że chcą jeść zdrowo, z drugiej szukają w jedzeniu przyjemności. Jak zawsze – również w przypadku słodyczy – trzeba zachować zdrowy rozsądek oraz równowagę między ruchem a dietą. Ja jem tabliczkę czekolady dziennie i jestem szczupły, bo regularnie biegam.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.