05.02.2020/15:08

Polacy są ewenementem na tle innych nacji. Handel wielkopowierzchniowy to relikt przeszłości

Sklepy wielkopowierzchniowe nadal królują w polskim handlu, ale konsumenci patrzą na nie coraz mniej przychylnym okiem. Jak chcą dziś robić zakupy? O zmianach, jakie zachodziły w polskim handlu i trendach konsumenckich opowiadał w Polskim Radiu PiK Grzegorz Szafraniec, redaktor naczelny Wiadomości Handlowych.

Na Kujawach i Pomorzu najpopularniejszymi sklepami są obecnie dyskonty. Biedronka, Lidl i Netto cieszą się największym powodzeniem wśród klientów, a prym wiodą właśnie sklepy Jeronimo Martins, których w województwie kujawsko-pomorskim jest 149 – poinformował na antenie Polskiego Radia PiK Wojciech Sobociński. W Bydgoszczy znajdziemy aż 34 sklepy Biedronki. W Toruniu – 22. Lidl wypada na tle konkurencji dość blado, bo w całym województwie posiada 30 sklepów.

Na każdego mieszkańca województwa przypada średnio ok. 1 mkw powierzchni handlowej. W Niemczech jest to ok. 1,5 mkw, dlatego Wojciech Sobocińśki zauważa, że województwo kujawsko – pomorskie to region, gdzie nadal może przybywać sieci wielkopowierzchniowych. Ale czy w Polsce faktycznie konsumenci czekają na nowe sklepy i centra handlowe? Wygląda na to, że rynek jest nimi wysycony, a konsumenci zmieniają swoje zakupowe przyzwyczajenia.

- Zachłyśnięcie się handlem wielkopowierzchniowym, z którym mieliśmy do czynienia od początku lat 90., to już przeszłość. Konsumenci stali się bardziej wybredni i liczy się dla nich przede wszystkim doświadczenie zakupowe. Chcą robić zakupy w sposób sprytny, jak najbardziej wygodny, blisko domu – tłumaczy Grzegorze Szafraniec.

Redaktor naczelny Wiadomości Handlowych zauważa, że jesteśmy społeczeństwem wyjątkowym w skali europejskiej. - Statystyczny Polak chodzi do sklepu niemal codziennie, w odróżnieniu od innych nacji. Np. duże, weekendowe zakupy robione raz na tydzień są domeną Francuzów. Wynika to ze struktury tamtejszego handlu, gdzie 95 proc. to handel wielkopowierzchniowy. U nas tych sklepów ubywa od kilkunastu lat, choć nadal jest ich dużo – dodaje.

Kolejnym aspektem jest fakt, że w dorosłe życie wchodzi pokolenie Z, które zmienia handel. - Są to osoby, które często chodzą do sklepu, wydając małe kwoty, do 30 zł, ale chcą robić zakupy szybko, blisko domu, wygodnie, wybierają produkty z czystą etykietą i często konsumują swoje zakupy w ciągu dnia – tłumaczy Szafraniec i dodaje, że ma to także związek z trendem zero waste. - Często robiąc zakupy w dużych sklepach kupuje się za dużo. To powoduje marnowanie żywności, a świadomi konsumenci nie chcą marnować jedzenia.

Ceny żywności i innych artykułów także zeszły na dalszy plan. - Transfery społeczne przyczyniły się do wzrostu zamożności konsumentów, dlatego przede wszystkim zależy im na tym, żeby zrobić zakupy szybko i wygodnie – podsumowuje Grzegorz Szafraniec. Coraz większą popularnością cieszą się  w tym czasowym kontekście zakupy online, bo pozwalają na wybór produktów i porównanie cen, a wiele sklepów internetowych zawęziło już widełki dostaw do godziny, więc nie trzeba czekać na kuriera i siedzieć w domu. Zakupione produkty trafiają prosto do domu o ustalonej wcześniej porze.

Dodaj komentarz

7 komentarzy

  • damian 10.02.2020

    jedno i drugie staje się wówczas bezsensowne. Spotkałem się osobiście z takim przypadkiem, kiedy to właścicielka sklepu spożywczego po kilkunastu latach zlikwidowała go, a że była właścicielem lokalu, wynajęła go właśnie placówce bankowej. Nie musi już dziś budzić się przed 4 w nocy, nie musi się przejmować terminami ważności itd, etc, dziś ma więcej jak ze swojej działalności.

  • damian 10.02.2020

    Jaka więc przyszłość (moim zdaniem) czeka tzw. rodzinne interesy? Póki co zapewne jest jeszcze spora ilość takich sklepów do likwidacji. Jedni właściciele czekają jeszcze na emeryturę, a ich dzieci, wnukowie, nie będą chcieli tego prowadzić, czy też ze względu na marną opłacalność, bądź też nie chcą być niewolnikami. Tak, tak, mały sklep to niewolnik czasu, jak sam nie staniesz za ladą, to nie zarobisz. Oczywiście są tzw dobre punkty, gdzie właściciel praktycznie zajmuję się sprawami logistycznymi, i ma pracowników, ale jak sami wiemy dobrych punktów jest coraz mniej. I ostatni aspekt, na przykładzie mojego miasta 70 tys mieszkańców(niespełna) centrum miasta, sklep mały spożywczy praktycznie nie istnieje nawet jeden czemu? Banki, jeszcze nie tak dawno pseudo kasyna z automatami, apteki, zaoferują dużą więcej czynszu miesięcznego jak Iksiński prowadzący spożywczak. Wiadoma sprawa przy słabej lokalizacji czynsz jest mniejszy, przy lepszej zdecydowanie większy, niestety

  • damian 10.02.2020

    warzyw) pokazuję fakt, aby zaoferować niższą cenę marnowanie żywności wręcz jest wskazane. Poruszył Pan też temat, o którym wspominałem tutaj: https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/jak-powstrzymac-trend-upadania-malych-sklepow,60327 Czyli starsze osoby vs małe sklepy. Według mnie nie tyle co następuje koniec sklepów wielkopowierzchniowych, bo jak sami zauważamy często tu są publikowane na tym portalu artykuły o masowym zamykaniu się małym sklepów, a bardziej utrzymanie mody na dyskonty. To dyskont pełni dla wielu osób główne miejsce zaopatrywania się w codzienne produkty. Ci konsumenci jak Pan słusznie zauważył chcą kupować blisko, szybko, w miarę tanio. Przy tym choć trochę się zastanowić nad zakupami. Stąd niektórzy wolą wejść na spokojnie do żabki, niż mieć kontakt wzrokowy ze sprzedawcą z małego sklepu, gdzie spora większość towaru jest za przysłowiową ladą.

  • damian 10.02.2020

    Panie redaktorze, mówi Pan o marnowaniu żywności. To taki gorący temat. Gdyby tak ten temat porównać do przysłowiowej pietruszki, to się okazuję, że tamtej zimy pietruszka dochodziła do 15 zł kg. Gorsza jakościowo była sprzedawana powiedzmy za połowę ceny. Przy tak dużej cenie każda pietruszka znajdowała swojego nabywcę. Co się dzieje w przypadku nadprodukcji? Załóżmy cena detaliczna tejże pietruszki będzie wynosić 4 zł za kg. Gorsza jakościowo pietruszka nawet nie trafi często do sprzedaży hurtowej. Rolnik po prostu ją zutylizuje we własnym zakresie. Tę analogie z pietruszki można zamienić na szynkę, mięso, czy artykuły nabiałowe. Pytanie pomijając kwestie moralne, czy dla zwykłego konsumenta lepiej jest gdy tej żywności w całym łańcuchu od producenta do sklepu, się ją utylizuję, czy odwrotnie wręcz jej brakują, bądź nie ma praktycznie żadnych strat? Moralnie jest to podłe, tylu ludzi głoduje na całym świecie, a jednak nadprodukcja żywności, terminy, gorsza jakość (przykłady owoców i

  • Uluna 06.02.2020

    Czy Biedronka i Lidl to dyskonty czy supermarkety ?. Bywam w Lidlach i Biedronkach ale trudno coś tam kupić bezpośrednio z palet a ceny też wyższe niż w hipermarketach takich jak Auchan czy Carrefour.

  • erazm 05.02.2020

    1/2 W Polsce za sklep "wielkopowierzchniowy" uznaje się obiekt o powierzchni powyżej 400m². We Francji, Niemczech, Belgii, itd.; itp., za taki obiekt u- o powierzchni POWYZEJ 2500m², w Danii, we Włoszech i w Hiszpanii – ponad 3000m². Owszem, na Zachodzie mówi się o odchodzeniu od zakupów w sklepach wielkopowierzchniowych, ale chodzi o w/w giganty, a nie przaśny świat dyskontów i przemysłowej żywności, jaki właśnie pożera Polskę i Polaków .Wielkopowierzchniowce lokuje się POZA miastem, trzeba do nich dojechać, są ogromne, dlatego zakupy robi się tam rzadko, zwykle raz w tygodniu. Klienci na Zachodzie powoli odchodzą od formatu, który w Polsce…. jeszcze się nie zadomowił. Przyczyny: zakupy przez internet, ekologia, zmniejszające mieszkania i warunki życia ubożejącej zach. kl. średniej, głownej klienteli wielkopowierzchniowców. Wielkomiejscy bogacacy sie Polacy raczej nie odejda od hipermarketow, ktore zreszta zdaje sie odnotowaly 4,5% wzrosty sprzedazy.

  • erazm 05.02.2020

    2/2 Natomiast w PL dokonało się coś dziwnego: w segment sklepów typu convenience weszły głowni...e dyskonty, które w PL masowo otrzymują zgody od samorządów na lokowanie się w miastach, na osiedlach – w bezpośredniej bliskości klientów. W efekcie dyskonty sprawnie wykańczają wciąż ledwo raczkujący polski handel. Nierówną walkę z nimi toczą takie sieci jak Dino, Stokrotka, D.Centrum, Społem. Natomiast mniejsze sklepy w PL, jak np. Żabki czy sklepy jednego właściciela w PL w praktyce są tylko "ratunkowe", czyli by szybko dokupić brakujący artykuł (ich asortyment jest zbyt ubogi). Pozostaje pytanie: czy polski handel jest w stanie wygrać z dyskontami oraz sieciówkami spożywczymi o zagranicznym kapitale, w którym Polak jest tylko franczyzobiorcą, czyli… siłą roboczą. By tak się stało, trzeba znaleźć niszę, która odpowie na zapotrzebowanie klientów na razie owładniętych masowo tylko jednym hasłem: „tanio, taniej, najtaniej”. W tej kategorii wygrać z dyskontami będzie trudno.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.