13.01.2017/07:38

Producenci żywności narażeni są na internetowy hejt

Producenci żywności, deweloperzy i zakłady, gdzie jest duża rotacja pracowników to firmy szczególnie narażone na internetowy hejt. Negatywne opinie w internecie, fałszywe wpisy w mediach społecznościowych albo w serwisach tematycznych mogą zaszkodzić nie tylko wizerunkowi firmy, lecz także odbić się na jej finansach.

Są dwa etapy ochrony przed hejtem. Pierwszy polega na monitorowaniu sieci. Polskie firmy zajmujące się monitoringiem internetu mają dużą, międzynarodową renomę. Natomiast jeżeli już monitorujemy internet, to drugą ważną rzeczą jest święty spokój i analizowanie sytuacji. Trzeba pamiętać, że jedna negatywna opinia nie oznacza hejtu. Należy sprawdzić, czy jest to zorganizowana akcja i jaki jest jej zasięg. Do każdej takiej sytuacji trzeba podchodzić na chłodno – mówi agencji Newseria Biznes Michał Fedorowicz z firmy Apostołowie Opinii.

Wirtualna reputacja jest obecnie jednym z kluczowych elementów budowania wizerunku przedsiębiorstwa. Anonimowy hejt w internecie może się odbić nie tylko na opinii o firmie, lecz także na jej wynikach finansowych. Najbardziej zagrożony jest sektor B2C, który współpracuje bezpośrednio z odbiorcą końcowym, czyli klientem. Dotyczy to zwłaszcza deweloperów, producentów chemii i żywności. Na hejt w serwisach tematycznych szczególnie narażeni są również lekarze i przedstawiciele służby zdrowia oraz zakłady pracy, które charakteryzują się dużą rotacją pracowników.

– W tym przypadku ważne są fora z opiniami na temat stosunków w pracy czy sytuacji w danej firmie. Obserwacja i monitoring tych źródeł mogą pokazać, czy danej firmie coś w sieci zagraża – mówi Michał Fedorowicz. – Nie da się w stu procentach wyeliminować hejtu w sieci, to jest pewnego rodzaju VAT od sukcesu.

Współzałożyciel agencji Apostołowie Opinii zwraca uwagę na to, że im większa jest firma, im więcej zatrudnia pracowników i im większe odnosi sukcesy, tym bardziej narażona jest na internetowy hejt. Dlatego należy monitorować opinie w sieci i mediach społecznościowych na bieżąco, a w razie pojawienia się negatywnych komentarzy, reagować na nie, ale w przemyślany sposób.

– Podejmowanie natychmiastowych działań może się źle skończyć, bo zazwyczaj firma straszy prawnikami albo natychmiast usuwa wszystkie opinie ze swojego walla. Przede wszystkim należy zadać proste pytanie: co złego może spotkać firmę w internecie od strony wizerunkowej? Na tej podstawie trzeba przygotować zarys planu działania i zastosować go, kiedy pojawi się awaryjna sytuacja – mówi Michał Fedorowicz.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.