24.07.2014/22:06

Sztywna cena maksymalna niedozwolona

Rozmowa z Marcinem Paczewskim, radcą prawnym z Kancelarii Chałas i Wspólnicy

10Media regularnie opisują przypadki tzw. porozumień cenowych. Można odnieść wrażenie, że to dość powszechna praktyka.

Zgadza się, z reguły porozumienia takie występują pomiędzy dostawcą a odsprzedawcami – ci pierwszy narzucają cenę finalną sprzedaży drugim. Dotyczy to nie tylko handlu, ale również sektora HoReCa czy usługowego. Trzeba jednak podkreślić, że nie wszystkie ustalenia cenowe są z punktu widzenia prawa nielegalne.

A jak jest w przypadku franczyzy?

Franczyza to szczególna relacja wertykalna pomiędzy przedsiębiorcą­‑franczyzodawcą udzielającym świadczeń innemu przedsiębiorcy­‑franczyzobiorcy, w zamian za spełnienie określonych warunków. W takiej relacji ustalanie cen minimalnych, czyli pułapu, poniżej którego nie można sprzedawać produktu, lub cen sztywnych jest zakazane. Natomiast dozwolone jest ustalanie cen maksymalnych, powyżej których przedsiębiorca nie może sprzedawać produktu. Ten przepis działa na korzyść konsumentów, którzy wiedzą, że idąc do sklepu sieci X za produkt firmy Y, np. popularny napój gazowany, zapłacą nie więcej niż 4 zł.

Czyli jeden przedsiębiorca może legalnie wpływać na swobodę kształtowania cen przez drugiego?

Tak, ale mówimy o pewnym ograniczeniu, a nie uniemożliwieniu kształtowania cen, bo każdy franczyzobiorca może je dowolnie obniżać, sprzedając np. wspomniany napój za 3,70, a nie za 4 zł. Ale ceny maksymalne nie mogą być zawsze stosowane.

Kiedy mogą?

Kwestię tą reguluje m.in. rozporządzenie w sprawie wyłączenia niektórych rodzajów porozumień wertykalnych spod zakazu porozumień ograniczających konkurencję, które dopuszcza stosowanie cen maksymalnych, jeśli zostanie spełniony warunek w uproszczeniu mówiący, że udział w rynku dostawcy, czyli w tym przypadku franczyzodawcy ani usługobiorcy­‑franczyzobiorcy, nie przekracza 30 proc. Po drugie, przedsiębiorca­‑franczyzodawca, nie może stosować żadnych nacisków lub zachęt, np. w postaci dodatkowych rabatów, powodujących, że ceny maksymalne są de facto cenami minimalnymi lub sztywnymi. Przykład. Ośmiu przedsiębiorców sprzedaje za 3,80 zł napój, którego cenę maksymalną ustalono na 4 zł, a dwóch, chcąc przyciągnąć więcej klientów, wystawiło produkt za 3,20 zł. Jeśli franczyzodawca pobiera procent od marży i w takiej sytuacji daje tylko z tego powodu lepsze rabaty retro tym ośmiu, bo zarabia na współpracy z nimi więcej, może tym samym naruszać prawo, sterując ceną w niedozwolony sposób.

Nikt w handlu spożywczym nie ma udziałów rynkowych na poziomie 30 proc. To ograniczenie jest czysto teoretyczne.

I tak, i nie. Rozporządzenie nie precyzuje, czy chodzi o rynek ogólny, czy o lokalny, mówi wyłącznie o rynku zakupu i rynku dostawy towarów objętych porozumieniem. Nie precyzuje również, jakie są jego granice geograficzne – czy ograniczymy go do dzielnicy miasta, całego miasta, czy może gminy? Rynek definiuje sam przedsiębiorca.

Ceny maksymalne są korzystne dla konsumentów, ale mogą być niekorzystne dla franczyzobiorców. Co jeśli cena maksymalna odsprzedaży jest tak zbliżona do ceny zakupu towaru, że zarabia tylko franczyzodawca?

Może się tak zdarzyć, jeśli np. cena maksymalna napoju została ustalona na 4 zł, a umowa jest tak skonstruowana, że franczyzobiorca musi mieć ten napój w ofercie i kupować go wyłącznie od franczyzodawcy po cenie 3,99 zł. Gdy chodzi o jeden produkt, uczestnictwo w sieci i tak raczej się opłaca. Jeżeli takich przypadków jest więcej, należałoby sprawdzić, jakie są możliwości wyjścia z sieci.

Czy to nie jest nieuczciwe wykorzystywanie silniejszej pozycji, by wpływać na rynek? Czy franczyzobiorca może w takiej sytuacji szukać pomocy np. w sądach lub UOKiK?

Teoretycznie może. W praktyce jednak franczyzobiorca musiałby wykazać w sądzie, że ceny maksymalne są z góry narzuconymi cenami sztywnymi lub maksymalnymi. A w sądach cywilnych ciężar udowodnienia okoliczności co do zasady spoczywa na pozywającym, bowiem prawo wymaga nie tylko twardego udowodnienia faktów, ale także łączącego ich związku przyczynowo­‑skutkowego ze szkodą. W takich przypadkach nie ma miejsca na domysły i spekulacje, nawet jeśli są więcej niż prawdopodobne. Poza tym takie „pójście na noże” jest dla małego franczyzobiorcy bardzo ryzykowne, bo sprawa, jeśli będzie przechodziła przez wszystkie instancje, może ciągnąć się latami.
Z kolei dla UOKiK najistotniejszym elementem jest przestrzeganie prawa, a nie rachunek ekonomiczny. Mówiąc inaczej, gdy umowa franczyzowa jest zgodna z prawem, urząd nie ma kompetencji do przyznawania racji sklepowi, który np. zerwie umowę franczyzową, tłumacząc się brakiem zarobku.
Wystarczy więc, że możliwość obniżania cen będzie czysto teoretyczna, nawet jeśli w praktyce oznaczałoby to odsprzedaż towaru poniżej ceny zakupu i ponoszenie przez franczyzobiorcę strat?

Niestety tak. Nie jest to jednak wina źle działającego prawa, ale przedsiębiorców, którzy zawczasu nie zabezpieczyli się przed taką możliwością. Systemy franczyzowe są obecnie tak popularne, że detaliści dołączają do nich trochę bezrefleksyjnie – podpisują umowy zawierające niejasne lub niezrozumiałe zapisy. Można stwierdzić, że franczyzodawca postępuje nieetycznie, ale nie łamie prawa, wpisując takie klauzule w umowie. Dlatego każdą umowę franczyzową przed podpisaniem warto dać do wglądu prawnikowi.



Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 6-7 (136) Czerwiec - Lipiec 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.