08.04.2014/14:10

Tu zaczynali Piotr i Paweł Wosiowie

Głogowska 91 to w Poznaniu adres, który zapisał się w historii rodziny Wosiów. Działająca tu od 1990 roku placówka dała początek ogólnopolskiej sieci Piotr i Paweł. A teraz w konkursie Market Roku 2014 walczy o nagrodę w kategorii małych sklepów.

Głogowska, jedna z najdłuższych ulic w Poznaniu, ćwierć wieku temu była kluczową arterią. Dziś jej znaczenie zmalało, ale nadal tętni miejskim życiem – jeżdżą tramwaje, autobusy, partery kamienic zapełniają sklepy i punkty usługowe. Pierwszy Piotr i Paweł powstał niedaleko dworca Poznań Główny. Dziś na tym odcinku nie ma parkingu, obowiązuje zakaz zatrzymywania się, a w dodatku sklep mieści się między dwoma przystankami, co sprawia, że bazuje na stałych klientach. Wielu z nich to emeryci, którzy pamiętają Piotra i Pawła Wosiów z czasów, kiedy jako dwudziestoparolatkowie wyruszali nad ranem po towar. Ich matka Eleonora Woś zajmowała się finansami, szkoliła personel, ogarniała sprawy papierkowe. Za ladą pomagała dorastająca córka Magda (mało kto wie, że słynni bracia mają siostrę). Zamykali późno, o godz. 22.

Mieli sklep, mają imperium
Placówka ruszyła 31 października 1990 roku. Rok później do zespołu dołączyła Jolanta Konieczna, a cztery lata po niej Barbara Nowacka. Zaczynały jako sprzedawczynie, dziś są szefowymi – w 2004 roku Eleonora Woś zaproponowała Koniecznej franczyzę. Ta rok później przyjęła Nowacką na wspólniczkę.
Na początku lat 90. Wosiowie nie marzyli nawet o wielkim biznesie – jak tysiące Polaków, którzy próbowali odnaleźć się w nowych czasach, otworzyli sklep o powierzchni 60 mkw. z witryną w kształcie trójkąta. Po roku rodzinę stać było na uruchomienie kolejnej placówki. I tak powstał drugi, liczący 300 mkw., Piotr i Paweł – w dzielnicy Stare Żegrze. A potem, trzeci, już na 2500 mkw. I poszło.
Dziś Wosiowie są uwzględniani w zestawieniach najbogatszych Polaków. Do sklepu przy Głogowskiej dawno nie zaglądali, ale z właścicielkami widują się na spotkaniach franczyzobiorców. W rankingach sprzedaży placówka plasuje się w środku stawki. Choć wyglądem odbiega od standardów sieci, nigdy nie było obawy, że trzeba będzie zdjąć szyld. Jolanta Konieczna jest przekonana, że nikomu z założycieli sieci nie przyszłoby to nawet do głowy.

Dobrze, że to tu zemdlałam
Piotr i Paweł przy Głogowskiej wygląda inaczej niż blisko ćwierć wieku temu. Jest trochę większy, powierzchnia sprzedaży liczy 89 mkw. Ma duży wybór nabiału, małe, ale efektowne stoisko z warzywami, piękne kosze prezentowe ze słodyczami. Wizytówką jest stoisko mięsno­‑wędliniarskie. W miejscu kantorka, w którym urzędowała pani Eleonora, znajduje się wnęka z napojami. Placówka została przebudowana w 2004 roku, gdy przechodziła na system franczyzowy. Zniknęły wtedy trójkątne drzwi wejściowe. Jolanta Konieczna i Barbara Nowacka pokazują zdjęcia z lat 90., na których miga stare logo sieci (grubo ciosana czarna czcionka typu Bauhaus na białym tle).
Niedawno sklep świętował urodziny. Częstowanym tortem klientom rozwiązały się języki. Okazało się, że wielu zapamiętało różne anegdotki. Jak tę, którą przytacza pani Jolanta: gdy jedna z klientek zasłabła podczas zakupów, to po ocknięciu się westchnęła z ulgą: „Dobrze, że przytrafiło się to w moim sklepie”. – Ludzie czują się bezpiecznie, bo każdego traktujemy indywidualnie – komentują właścicielki.

Trzynaście zgranych kobiet
Do Piotra i Pawła, choć leży w centrum miasta, oczywiście zaglądają przechodnie nastawieni na szybkie, zakupy. Jest ich jednak mniej, niż można by się spodziewać zważywszy na charakter ulicy. Sklep bazuje na stałych klientach. Niektórzy się wyprowadzili i dojeżdżają z innych dzielnic, choć po drodze są inne sklepy sieci. Kwestia przyzwyczajenia.
Wielu kupujących to ludzie starsi, którzy przychodzą codziennie na drobne zakupy, bo nie mogą dźwigać. Znają personel, mają ulubione sprzedawczynie. Ci o słabym wzroku wybierają towar z lupką (cenówki nie mogą być wydrukowane jeszcze większą czcionką, z uwagi na standardy sieci), wielu potrzebuje pomocy w codziennych sprawunkach. Pewien mocno schorowany pan robi zakupy na telefon. Ufa Oli, sprzedawczyni, która dostarcza mu zakupy do domu. Jolanta Konieczna docenia, że pracują tu sprawdzeni ludzie, którym nie trzeba patrzeć na ręce. Rotacji praktycznie nie ma. Załoga to same kobiety – łącznie z właścicielkami 13 osób. Zespół jest zgrany, o czym świadczy fakt, że podczas naszej wizyty dziewczyny same poprosiły o wspólne zdjęcie.

Kasa jak konfesjonał
Wielu klientów to ludzie samotni, do sklepu przychodzą także w celach towarzyskich. Pani Jolanta mówi, że tutejsze kasy są jak konfesjonał. – Starsi ludzie są wymagający. Oczekują produktów dobrej jakości. Masło musi być prawdziwe, czyli mieć przynajmniej 82% tłuszczu, nie sprzedajemy pseudo czekolady, mamy szeroką ofertę wędlin bez konserwantów, ponad 50 gatunków serów – wymieniają wspólniczki. A kierowniczki zmiany, Agnieszka i Milena podkreślają, że seniorzy ufają „swoim” sprzedawczyniom, więc zapewnienie im wysokiej jakości towaru to wręcz kwestia honoru.
Na półkach tego najmniejszego Piotra i Pawła w Polsce, znajduje się 3600 artykułów, z czego aż 15 proc. przypada na produkty premium – prawie dwa razy więcej niż w innych Piotrach i Pawłach. Asortyment często się powiększa, bo starsi ludzie lubią nowości, a i sprzedawczynie potrafią zachęcić do przetestowania czegoś, co dopiero trafiło do sprzedaży. – Nie poleciłabym nikomu produktu, do którego sama nie jestem przekonana – podkreśla pani Agnieszka.







Tekst i zdjęcia Anna Terlecka

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (134) Kwiecień 2014

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.