29.11.2013/17:27

Wkładam do koszyka tylko najlepsze produkty

Rozmowa z Krzysztofem Ibiszem, popularnym prezenterem i aktorem, prowadzącym uroczystość wręczenia nagród w konkursie Najlepszy Produkt

Znani ludzie często robią codzienne zakupy w sklepach internetowych, bo paparazzi nie dają im żyć. Pan też woli kupować w sieci?

Przez dobrych kilka lat kupowałem niemal wyłącznie w sklepach internetowych. Zrezygnowałem, bo jakość dowożonych towarów spadła, a zamówienie często nie zgadzało się z moją listą… Teraz wszystkie zakupy robimy z narzeczoną sami. Mamy kilka sklepików blisko domu – np. warzywniak Wisienka czy sklep rybny przy ul. Wiktorskiej, w którym zaopatruje się pół show biznesu. Często bywamy w Almie, Carrefourze, Piotrze i Pawle. Lubimy też sieć Organic Farma Zdrowia, bo staramy się jeść produkty mało przetworzone, pochodzące z ekologicznych upraw. Hipermarkety nie działają w pobliżu, więc w nich nie bywamy.

A w Biedronce Pan kupuje?

Rzadziej, bo do niej też mam daleko. Ale nie mam nic przeciwko dyskontom. Gdy z kolegami z trupy teatralnej ruszamy w trasę, wpadamy np. do Lidla i zawsze coś ciekawego znajdziemy w promocji – a to gitarę, a to podwieszany wieszak na rowery, a to okulary przeciwsłoneczne z kompletem trzech wymiennych szkiełek.

Ulubiony sklep?

Najczęściej bywam w Wisience, lubię jej właścicieli. To fantastyczny sklep. Mają świetnej jakości warzywa i dwie kasy, choć powierzchnia jest bardzo mała. Gdy wracam z biegania i nie mam przy sobie pieniędzy, to sprzedają mi „na kreskę”. Rybny – ten, w którym spotykam znajomych z mojej branży – prowadzi dwóch braci. To jest dopiero sklep! Wystrój ma mało efektowny, jak z lat 80., ale za to towar – pierwszorzędnej jakości. Bracia znają się na rzeczy, godzinami opowiadają o rybach. Nie przeszkadza mi zgrzebny wystrój, gdy obsługa jest na tak wysokim poziomie. Nie ma nic gorszego w handlu niż niekompetentny sprzedawca. Nie chcę narzekać, ale wygląda na to, że w handlu pracodawcy kierują się tylko tym, by jak najmniej zapłacić pracownikowi. Co mi po wypasionych kafelkach, skoro obsługa jest beznadziejna? Jestem pewien, że lokalny handel nie zginie. Dobre sklepy się obronią. Wielu moich znajomych ma swoje ulubione sklepiki na rogu – rzeźnika, rybny, warzywniak... A stać ich na zakupy w najdroższych delikatesach.

Robi Pan zakupy pod ogniem obiektywów namolnych fotografów?

Często. Kiedyś w Bomi ochrona zaraportowała mi, że wyprosili trzech panów z aparatami. Bardzo miły gest.

Znani są lepiej traktowani przez obsługę?

Nie ma reguły. Jedni sprzedawcy są uprzedzająco mili, inni traktują mnie gorzej niż pozostałych klientów, na zasadzie „Nie myśl sobie, że jesteś taki ważny”. Osobiście wolałbym być traktowany jak przeciętny człowiek.

Spotkało Pana kiedyś coś niezwykłego podczas zakupów?

Raz w centrum handlowym w Chicago myślałem, że jestem świadkiem napadu. Oto sprzedawczyni obsługująca stoisko­‑wyspę nagle rzuca wszystko i chowa się pod ladę. Zaglądam, a ona siedzi w kucki i krzyczy „Nie róbcie mi zdjęć!”. I wskazuje kobietę, która czai się kilka metrów dalej, fotografując komórką. Okazało się, że to nasza rodaczka, która zauważyła mnie z narzeczoną i postanowiła pstryknąć fotkę. W Ameryce ludzie są bardzo czuli na punkcie prywatności, dlatego sprzedawczyni zareagowała tak, a nie inaczej. Uspokoiła się, gdy wytłumaczyliśmy jej, że to nas pstrykają. Podeszliśmy do tej Polki, porozmawialiśmy z nią, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie. W Stanach znani ludzie mają dużo więcej spokoju.

Na zakupach kieruje się Pan marką?

Tak, bo jakość ma dla mnie większe znaczenie niż cena. Zakupy robię szybko, gdyż mam mało czasu, a marka stanowi dla mnie dowód na to, że produkt jest dobry. Ale jeśli któraś z firm kombinuje, chcąc obniżyć koszty – np. zmniejsza opakowanie – to się wkurzam. Wolałbym już, żeby podnieśli cenę. Gdy coś mi zasmakuje, jestem wierny, choć czasem sięgam po konkurencyjny produkt. Staram się być świadomym konsumentem, sprawdzam etykiety, nie jadam słodyczy – co najwyżej od czasu do czasu czekoladę z 90­‑proc. zawartością kakao. Lubię suszone owoce, np. w Rossmannie mam ulubioną mieszankę studencką. W sklepie ze zdrową żywnością kupuję bezcukrowe ciasteczka. Mięso jem chude, mleko tylko sojowe.

Nasi czytelnicy kojarzą Krzysztofa Ibisza m.in. z konkursem Najlepszy Produkt, w którym konsumenci wskazują najbardziej trafione nowości. Niebawem poznamy wyniki trzeciej edycji tego plebiscytu. Prywatnie widzi Pan sens tego typu przedsięwzięć?

Tak, i mocno im kibicuję! Jeżeli konkurs jest rzetelnie zorganizowany, a nagrody są pochodną uczciwie przeprowadzonego badania, to wyłonione zostają naprawdę najlepsze produkty. Logo takiego konkursu, umieszczone na opakowaniu, niewątpliwie stanowi swego rodzaju drogowskaz dla wielu konsumentów.

Jest Pan twarzą szamponów Head & Shoulders. Byłby Pan skłonny reklamować żywność?

Jakieś dziesięć lat temu reklamowałem zupę pomidorową Winiary – to był pierwszy spot, w którym wystąpiłem. Gdyby pojawiła się ciekawa propozycja firmowania jakiegoś zdrowego produktu, który znam i jestem pewien jego jakości, to pewnie bym się skusił.

Dziękuję za rozmowę.
Anna Terlecka


Wiadomości Handlowe, Nr 11-12 (130) Listopad - Grudzień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.