REKLAMAHELIO - Baner Główny - MASY (14-20.10.2019)
Rozmowa z Markiem Dąbrowskim, prezesem Polskiej Izby Makaronu
REKLAMA

Zaledwie kilka lat temu producentów martwiło niewielkie spożycie makaronu w Polsce, ale to już chyba nieaktualne, prawda?

Tak. Obecnie makaron, jako dodatek do dań, popularnością ustępuje tylko ziemniakom. Przeciętny Kowalski zjada rocznie 5 kg makaronu, co plasuje nas w okolicach średniej europejskiej. Włochów raczej nigdy nie dogonimy, bo tam spożycie wynosi 30 kg rocznie na osobę, ale nasz wynik jest przyzwoity. Przeciętny mieszkaniec Rumunii je zaledwie 1,5 kg makaronu w ciągu roku, a Austriak – 4 kg. W Polsce spożycie zwiększa się w tempie 5 proc. rocznie – dokładnie tyle samo wynosi ogólnoświatowa tendencja wzrostowa.

Jak te dane przekładają się na wartość kategorii?

Rynek rósł dotychczas blisko dwukrotnie szybciej niż spożycie, czyli w tempie około 10 proc. rocznie. W 2010 roku wart był 805 mln zł, a w 2012 roku – już prawie 1 mld zł. Mimo to, branża przeżywa ogromne trudności.

Czym są one spowodowane?

Wszystko przez rosnące koszty surowców. Jesteśmy w trudnej sytuacji, bo z reguły podpisujemy z sieciami handlowymi długoterminowe kontrakty całoroczne i musimy dostarczać towar po tej samej cenie, niezależnie od zawirowań na rynku surowców. Przewidywanie, co się na nim wydarzy w ciągu 12 miesięcy, jest jak obstawianie meczów u bukmachera. Podam przykład: ostatnie zbiory pszenicy w Polsce były naprawdę dobre, teoretycznie więc jej cena powinna być stabilna i niezbyt wygórowana. Jednak część pszenicy sprzedaliśmy do krajów dotkniętych suszą – Czech, Słowacji i na Węgry. A w listopadzie ub.r., w wyniku spekulacji giełdowych, cena pszenicy wzrosła do 1200 zł za tonę, co z kolei przełożyło się na ceny mąki, która zdrożała ze 1,20 zł do 1,48 zł za kilogram. Kto mógł przewidzieć podwyżkę aż o 20 proc. mimo dobrych zbiorów? Te niecałe 30 gr różnicy oznacza dla średniej wielkości producenta około 150 000 zł strat miesięcznie! W warunkach, jakie obecnie panują na rynku, firmy walczą głównie o przetrwanie. Nie ma mowy o rozwoju, innowacyjności czy wprowadzaniu nowych produktów.

Co producenci mogą zrobić w takiej sytuacji?

W sierpniu ub.r. Polska Izba Makaronów wystosowała do dyrektorów sieci handlowych apel o renegocjację kontraktów, w związku z drożejącymi surowcami oraz rosnącymi kosztami produkcji. A makaron jest bardzo energochłonny – podczas finalnej obróbki wymaga wysuszenia, co wiąże się ze zużyciem dużych ilości prądu, ropy lub gazu. Nasz apel spotkał się ze zrozumieniem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a także niektórych podmiotów – m.in. Grupy Eurocash, Selgrosu, Auchan i Reala. Ale najwięksi gracze na rynku, m.in. Biedronka, Kaufland i Tesco, nie zgodzili się na renegocjację kontraktów. Zupełnie nie rozumiemy dlaczego? Zwłaszcza że zmiana cen dostaw miała być czasowa, a po ustabilizowaniu się rynku surowców proponowaliśmy przywrócenie wcześniej ustalonych warunków. Bez renegocjacji kontraktów zaczną upadać producenci, a mniejszy rynek nie będzie już tak konkurencyjny. W efekcie straci cała branża handlowa i konsumenci. Dlatego chciałbym ponownie zaapelować do przedstawicieli wielkopowierzchniowych sieci handlowych o zrozumienie problemów przemysłu makaronowego.

Czemu jesteście tak zależni od handlu nowoczesnego?

To kategoria, w której marki własne są szczególnie mocne. Obecnie pięć na dziesięć opakowań makaronu w Polsce produkowanych jest pod markami własnymi sieci. A w czasach kryzysu, gdy ludzie szukają wszędzie oszczędności, znaczenie tego segmentu będzie dalej rosło.

Na sklepowych półkach makarony marek własnych po 1,50 zł za opakowanie leżą obok produktów z Włoch w cenie 7 zł. Skąd tak duże różnice?

Makarony produkowane pod markami własnymi nie ustępują spektakularnie jakością tym markowym. Są tańsze, bo odchodzą m.in. koszty marketingu i reklamy, a w procesie ich produkcji z reguły nie używa się jaj – zaś w przypadku wyrobów markowych ze średniej półki cenowej na wyrobienie kilograma makaronu potrzeba ich od dwóch do czterech. Taki produkt jest bardziej kaloryczny i sycący od makaronów bezjajecznych. Na cenę wpływa też rodzaj użytej pszenicy. Około 80 proc. makaronu dostępnego na polskim rynku powstaje z miękkiej pszenicy. Ta twarda, czyli durum, jest od niej blisko dwukrotnie droższa, m.in. ze względu na brak możliwości upraw tej pszenicy w naszej strefie klimatycznej i konieczność importu z Włoch, USA i Kanady. Makarony z tego surowca kosztują po 5 zł i więcej za opakowanie, ale są jakościowo najlepsze i najłatwiej poddają się obróbce termicznej. Jeśli ktoś nie umie gotować makaronu, powinien kupować ten z pszenicy durum, bo naprawdę trudno zepsuć go przez rozgotowanie.

Jakie makarony Polacy jedzą najchętniej?

Około 60 proc. makaronów krótkich form sprzedawanych w naszym kraju to świderki, następne są penne, kolanka, wstążki i nitki, co wynika z dużej popularności zup, jako dania obiadowego. Bardzo chętnie kupowanym makaronem jajecznym są tak zwane nitki rosołowe. Z form długich bezapelacyjny jest makaron spaghetti – średnio jedna na cztery paczki to makaron do przyrządzenia tej popularnej włoskiej potrawy. Sprzedaż spaghetti ciągle rośnie, bo to jedno z najszybszych dań do zrobienia – wystarczy dokupić jakiś sos i posiłek gotowy. A co po spaghetti? Długo, długo nic. Przepaść między tymi rodzajami makaronu, a pozostałymi jest kolosalna.
Dziękuję za rozmowę.
Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (124) Kwiecień 2013

Poleć innym

Czy ten artykuł był przydatny dla ciebie, twojej firmy i branży? Głosów: 0

  • 0
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony