24.06.2026 / 13:13
StoryEditor

Rosyjska żywność wciąż dostępna w Polsce. "To jest skandal, to trzeba nagłośnić"

Import żywności z Rosji do Polski nadal nie został zakazany (fot. wiadomoscihandlowe.pl, Shutterstock; fotomontaż: Patryk Makowski)

Rosyjska żywność coraz rzadziej ląduje w polskich sklepach i na polskich stołach. W minionym roku jej import spadł o prawie 30 proc. - do Polski sprowadziliśmy z tego kierunku artykuły rolno-spożywcze warte 235 mln euro, co odpowiada zaledwie 0,6 proc. całkowitego importu żywności do Polski. Dlaczego jednak rosyjskie produkty wciąż są u nas dostępne, a fakt ten tylko sporadycznie wywołuje oburzenie? Przyjrzeliśmy się tej sprawie.

Według wstępnych danych GUS, wartość produktów rolno-spożywczych, które trafiły do Polski z Rosji, spadła w 2025 r. poniżej symbolicznego progu 1 mld zł. Dla porównania, rok wcześniej wynosiła 1,44 mld zł, a w roku 2023 – 1,68 mld zł.

Co istotne, tendencja ta była kontynuowana w pierwszych miesiącach roku obecnego. W okresie od stycznia do kwietnia (to najnowsze dostępne dane) do Polski wjechała rosyjska żywność warta 270 mln zł, wyliczył wstępnie GUS. To o 27 proc. mniej niż w tych samych miesiącach roku ubiegłego.

Import z Rosji się załamał, eksport – odbija

Ten trend może cieszyć, zwłaszcza w obliczu faktu, że Rosja od kilku lat prowadzi z Polską wojnę hybrydową, która w ubiegłym roku uległa intensyfikacji. Na zlecenie rosyjskich służb doszło chociażby do serii podpaleń obiektów handlowych w Polsce, a także do wielokrotnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, z rekordowym wlotem ok. 20 bezzałogowców w jedną z wrześniowych nocy ubiegłego roku. Tym samym prowadzenie interesów z krajem tak otwarcie wrogim wobec Polski nie tylko trudno uznać za bezpieczne, ale przede wszystkim wypada jednoznacznie piętnować.

Zanim jednak pochwalimy polskich przedsiębiorców za to, że zmniejszyli skalę importu z Rosji, warto spojrzeć na to, co działo się z wysyłką żywności w przeciwnym kierunku. I tak oto eksport żywności z Polski, choć w 2025 r. spadł o ponad 6 proc. (do 2,17 mld zł), to już w pierwszych miesiącach 2026 r. wzrósł. W okresie od stycznia do kwietnia bieżącego roku podskoczył o blisko 90 mln zł, czyli o ponad 13 proc. Przypomnijmy, że dzieje się to w warunkach rosyjskich sankcji na znaczną część żywności z UE, a więc i z Polski (Moskwa wdrożyła je w 2014 r. w odpowiedzi na unijne sankcje wprowadzone po nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję).

Polska nie chce działać samodzielnie

Rosyjskiej żywności jest w Polsce coraz mniej. Zasadne wydaje się natomiast pytanie: dlaczego jej import z otwarcie wrogiego wobec nas kraju wciąż jest legalny?

– Jestem przekonany, że żywność z Rosji powinna być zakazana – mówi portalowi wiadomoscihandlowe.pl Dominik Gąsiorowski, aktywista, który współorganizował w 2022 r. Ogólnopolski Bojkot Leroy Merlin w proteście przeciwko decyzji tej sieci o pozostaniu w Rosji. – Uważam, że każdego rodzaju niedogodność gospodarcza czy polityczna może być czynnikiem, który przyczyni się do zmiany kursu w Rosji. Żaden kraj nie lubi być izolowany i okładany sankcjami czy poddany ostracyzmowi. Dlatego Rosja bardzo stara się wykorzystywać instrumenty soft power, takie jak sport i kultura, żeby odzyskać utracone wpływy – dodaje Gąsiorowski.

Tymczasem, choć Unia Europejska przyjęła już 20 pakietów sankcji na Rosję w związku z jej wojną przeciwko Ukrainie, dotychczas nie wprowadziła uniwersalnego embarga na żywność. Wśród ogłoszonych sankcji były m.in. zakaz importu rosyjskiego alkoholu, owoców morza czy kawioru. Jak tłumaczono, z ograniczeń dot. eksportu i importu podstawowych produktów rolno-spożywczych zrezygnowano... "mając na uwadze ludność Rosji". Unia zwalcza też napływ niektórych tego rodzaju rosyjskich produktów, stosując wysokie lub wręcz zaporowe cła.

image

Rosyjska sieć handlowa chce otwierać sklepy na okupowanych terytoriach Ukrainy

Polska na własną rękę nie wprowadziła zakazu importu rosyjskiej żywności. Teoretycznie działanie takie byłoby sprzeczne z unijnym prawem, gdyż polityka handlowa to wyłączna kompetencja UE. W praktyce jednak Litwa oraz Łotwa zadziałały w tej sprawie samodzielnie, ignorując przepisy. Oba kraje, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego, wprowadziły bardzo szerokie embarga na żywność z Rosji (ok. 2,8 tys. pozycji produktowych), w tym na wszystkie warzywa i owoce, mleko i przetwory mleczne oraz mięso. Komisja Europejska nie uruchomiła procedury naruszeniowej ani nie nałożyła kar finansowych na te państwa. Zakazy wprowadzone przez oba kraje były potem przedłużane i wciąż obowiązują – Litwa wydłużyła swój do końca 2027 r.; Łotwa – do 1 lipca 2027 r.

Polska nie poszła tą drogą, choć po drodze zdarzyło jej się wprowadzić "państwowy" zakaz nie w odniesieniu do Rosji, lecz Ukrainy – jeszcze za rządów PiS, w trakcie tzw. kryzysu zbożowego (pokazano tym samym, że jak się chce, to się da). Ustanowienie własnego embarga na rosyjską żywność rozważano w Czechach, jednak ostatecznie nie zdecydowano się na ten krok. Z kolei władze Estonii przyznały wprost, że wprowadzanie takiego zakazu w pojedynkę nie ma sensu. Wskazywano, że rosyjskie towary i tak wjechałyby na estoński rynek "dookoła", przez inne kraje UE.

W sondażu SW Research z 2024 r. na pytanie "Czy Polska powinna zamknąć swoje granice dla rosyjskiej i białoruskiej żywności?", aż 73,3 proc. osób odpowiedziało twierdząco. Portal wiadomoscihandlowe.pl jeszcze pod koniec ubiegłego roku zapytał Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dlaczego Polska jak dotąd nie zdecydowała się na taki krok.

"Państwa członkowskie UE, w tym Polska, nie powinny samodzielnie wprowadzać środków w imporcie produktów rolno-spożywczych z krajów trzecich, ponieważ wspólna polityka handlowa, w tym stosowanie ceł, kontyngentów i zakazów, należy do wyłącznych kompetencji Unii Europejskiej. Podejmowanie takich jednostronnych działań przez państwo członkowskie byłoby odczytane jako podważanie wspólnych unijnych działań i polityk a ponadto wiązałoby się z ryzykiem zaskarżenia przez Komisję Europejską takich działań przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości" – przekazało nam w odpowiedzi MRiRW.

Resort ocenił, że "właściwym trybem wprowadzenia ograniczeń w imporcie" są decyzje unijne. "I właśnie w tym trybie, poprzez rozporządzenie (UE) 2025/1227, wprowadzono w czerwcu 2026 r. dodatkowe cła na produkty rolne i nawozy z Rosji i Białorusi" – wskazało ministerstwo.

"Jednocześnie UE podtrzymuje stanowisko, że unijne sankcje wobec Rosji co do zasady nie obejmują produktów rolno-spożywczych. Jak podkreślono w konkluzjach Rady Europejskiej z czerwca 2022 r., zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego i przystępności cen żywności w UE pozostaje jednym z kluczowych priorytetów" – dodało ministerstwo w odpowiedzi na nasze pytania.

Wielki bojkot na początku wojny

W Polsce zatem nie udało się lub po prostu nie chciano zbanować rosyjskich produktów spożywczych. Więcej sukcesów odnieśliśmy natomiast w walce z najbardziej znaną rosyjską siecią handlową, która próbowała rozwijać się nad Wisłą. Po tym jak na portalu wiadomoscihandlowe.pl ujawniliśmy pod koniec 2024 r., że rosyjskie dyskonty Mere powróciły do Polski i otwierają się pod nowym szyldem Myprice, będąca operatorem tych sklepów spółka Torgservis PL, a także jej udziałowcy – oligarchowie Siergiej Szneider i Andriej Szneider – zostali wpisani na polską listę sankcyjną. W uzasadnieniu podano, że przyczyni się to do zmniejszenia przychodów wspomnianego, rosyjskiego przedsiębiorstwa, "a tym samym pośrednio wpłynie na zmniejszenie przychodów budżetu Federacji Rosyjskiej, z którego finansowana jest agresja przeciwko Ukrainie".

image

Polonizacja rosyjskich dyskontów ruszyła! Polska sieć sklepów przejmuje "wrogie" lokalizacje [NASZ NEWS]

Udało się zatem wyrzucić z Polski konkretną, rosyjską firmę i jej właścicieli – oligarchów. Natomiast w walce z rosyjską żywnością więcej sukcesów od polskich (a także unijnych) władz odniosły... sieci handlowe. Stało się to na fali nastrojów, jakie panowały w polskim społeczeństwie w pierwszych dniach po rosyjskiej, pełnoskalowej agresji na Ukrainę w lutym 2022 r. Wówczas około 40 sieci handlowych - głównie spożywczych, ale nie tylko – wyrzuciło z półek sklepowych rosyjskie i białoruskie produkty oraz wstrzymało dalsze ich zamówienia. Na taki krok zdecydowali się m.in. najwięksi gracze, tacy jak choćby Biedronka, Lidl Polska, Żabka czy Grupa Eurocash. Dodajmy, że oferta rosyjskich produktów w działających w Polsce sklepach spożywczych już wcześniej i tak ograniczona była zwykle do kilku indeksów. Decyzje miały zatem charakter przede wszystkim symboliczny  były gestem wsparcia i solidarności z Ukraińcami walczącymi o przetrwanie swojego kraju.

Rosyjskie produkty spożywcze cały czas pozostają de facto na cenzurowanym w dużych sieciach handlowych. Gdy trafiają do sprzedaży, wywołuje to oburzenie. Tak było w minionym roku z winami musującymi Gancia, które pojawiły się na półkach Lidla. W reakcji na publikację "Wprost", w której wskazano, że marka ta, choć reklamowana jako włoska, należący do rosyjskiego miliardera Rustama Tariko, który objęty jest ukraińskimi sankcjami, sieć dyskontów zdecydowała się wycofać produkty ze sprzedaży. Lidl tłumaczył, że towary zostały zakupione od polskiego dystrybutora; zapewnił, że sprawę traktuje poważnie, a jeśli informacje o rosyjskich powiązaniach właściciela winiarni się potwierdzą, to nie będzie kontynuować współpracy w zakresie tej marki. Dodajmy, że wspomniane wina dwa lata wcześniej dostępne były w Selgrosie; po ujawnieniu sprawy zniknęły jednak także z półek tej sieci hurtowni.

Ogórki dla niezidentyfikowanego odbiorcy

Nie zawsze jednak nagłośnienie tematu w mediach skutkuje wycofaniem produktów ze sprzedaży. Takiego efektu nie wywołało zainteresowanie się przez dziennikarzy sprawą dostępności rosyjskich ogórków na giełdzie spożywczej w podwarszawskich Broniszach. To miejsce, gdzie warzywa i owoce nabywane są przez tysiące drobnych sprzedawców, którzy następnie wystawiają je w swoich sklepach. Również stąd zaopatrywane są regularnie tysiące restauracji, nie tylko w stolicy. Co w takim miejscu robi żywność sprowadzona z Rosji?

Jak tłumaczy w komentarzu dla portalu wiadomoscihandlowe.pl Maciej Kmera z Warszawskiego Rolno-Spożywczego Rynku Hurtowego w Broniszach, zarząd "nie ma uprawnień do ingerowania w asortyment oferowany na swoim terenie, jeśli nie jest naruszane prawo, tzn. towar jest oznakowany zgodnie z prawem UE i wjechał na teren UE legalnie". W tym przypadku oznaczało to przejście kontroli służb fitosanitarnych i celnych.

– Na Rynku Hurtowym Bronisze obserwujemy ogórki szklarniowe gładkie produkcji Federacji Rosyjskiej. Pojawiają się w sezonie zimowym. Do sezonu 2024/2025 (zima) ich podaż była zauważalna, a stosunek ceny do jakości bardzo atrakcyjny w porównaniu z ogórkami pochodzącymi ze śródziemnomorza (o niskich walorach smakowych) i niewielką produkcją krajową (w bardzo wysokich cenach). W obecnym sezonie (zimowym) ich podaż znacząco spadła ze względu na wprowadzone na granicy UE cła, a przez to ich cena również wzrosła, zrównując się do poziomu ogórków krajowych – tłumaczył Kmera.

Na giełdzie w Broniszach, którą odwiedziliśmy zimą, spotkaliśmy kilku sprzedawców oferujących ogórki z Rosji. Większość nie chciała komentować sprawy. Jeden z nich zdziwił się usłyszanym pytaniem i odparł, że nie widzi nic złego w handlowaniu takim towarem. – Lepszych tematów nie macie? To normalne ogórki, takie jak każde inne – skwitował, po czym poszedł ostrzec kolegów, by nie rozmawiali z przedstawicielami mediów. Klient będący akurat przy tym stoisku obok dopytywał nas, czy się przypadkiem nie przesłyszał i sprzedawane ogórki faktycznie pochodzą z Rosji. – Co pan mówi... To jest skandal, to trzeba nagłośnić – ocenił.

Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.

image
Rosyjskie ogórki sprzedawane w podwarszawskich Broniszach
FOTO: wiadomoscihandlowe.pl

Jak wskazuje Maciej Kmera z Bronisz, ogórki pochodzenia rosyjskiego lub białoruskiego "są bardzo cenione za jakość handlową i smakowitość – są produkowane w kombinatach szklarniowych zbudowanych przez polskie firmy w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku i w oparciu o holenderskie technologie". – Rosjanie mają dużą przewagę konkurencyjną nad krajowymi producentami warzyw spod osłon ze względu na niskie koszty produkcji: tani, niesprzedawalny w UE gaz ziemny i energię elektryczną z niego wytwarzaną. Dotyczy to również taniej produkcji nawozów sztucznych, gdzie zużywane są olbrzymie ilości gazu – dodaje przedstawiciel Bronisz.

Resort rolnictwa umywa ręce

Ministerstwo Rolnictwa zapytane przez nasz portal wprost, czy nie widzi problemu w tym, że np. na giełdzie w Broniszach sprzedawane są rosyjskie ogórki z Rosji, odpowiedziało wymijająco. "Warzywa importowane do Polski z krajów trzecich, w tym z Rosji, oprócz kontroli celnej, podlegają obowiązkowym kontrolom bezpieczeństwa i jakości. Inspekcja Sanitarna sprawdza bezpieczeństwo żywności, a Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych kontroluje jakość handlową świeżych warzyw na każdym etapie ich wprowadzania do obrotu. Wymagania dotyczące jakości i bezpieczeństwa są takie same, jak dla warzyw produkowanych w UE. Każda partia warzyw importowanych do Polski musi być odpowiednio oznakowana, w tym z podaniem kraju pochodzenia. Jeżeli produkt nie spełnia wymagań jakościowych lub norm bezpieczeństwa, nie jest dopuszczany do sprzedaży".

Dodajmy, że IJHARS w ubiegłym roku (lipiec-wrzesień) przeprowadził doraźną kontrolę właśnie importowanych świeżych ogórków. Skontrolowano 16 podmiotów wprowadzających je do obrotu, ze szczególnym uwzględnieniem importu tych warzyw z Rosji i Białorusi. Wszystkie skontrolowane partie spełniały wymogi jakościowe, ale w przypadku 67,5 proc. partii ogórków (niemal w całości pochodzących z dwóch wspomnianych krajów) stwierdzono nieprawidłowości w zakresie znakowania i dokumentacji. Przykładowo, brakowało dokumentów sprzedaży, na fakturach nie było jednoznacznego wskazania kraju pochodzenia, albo całkowicie brakowało oznakowania opakowań. Jak podał IJHARS, w jednym z podmiotów prowadzących sprzedaż hurtową ogórków z Rosji i Białorusi... nie było możliwe zidentyfikowanie odbiorców.

Pieniądze kontra moralność

O ile dostępność rosyjskiej żywności, choć coraz mniejsza, u Polaków wywołać może co najwyżej lekki dyskomfort, o tyle dla mieszkających w naszym kraju obywateli Ukrainy (ok. 1,5 mln osób) styczność z produktami pochodzącymi z państwa, które toczy wojnę z ich ojczyzną, potrafi być naprawdę przykrym doświadczeniem. Tak było w przypadku Daryny, która zgłosiła się do naszej redakcji. To Ukrainka, która mieszka w Polsce już od dłuższego czasu i pracuje w jednej z warszawskich restauracji. Lokal gastronomiczny korzystał ze sprawdzonego dostawcy warzyw, który przywoził świeże produkty. Pewnego dnia do restauracji niespodziewanie dostarczono warzywa pochodzące z Rosji.

– Pracuję w tej restauracji od lat, ale to był pierwszy raz, kiedy przyjechały do nas rosyjskie warzywa - relacjonuje Daryna. – Kiedy rozpakowywałam produkty, nie od razu to zauważyłam, bo akurat rozmawiałam przez telefon. Gdy jednak rzuciłam okiem na pudła, zobaczyłam, że było na nich napisane, że są to "najlepsze warzywa z Rosji". Doznałam szoku. Tak bardzo mnie to poruszyło, że od razu zakończyłam rozmowę – dodaje kobieta.

Ukrainka rozmawiała później na ten temat z właścicielem restauracji, Polakiem, który też był zdziwiony całą sytuacją. Skwitował jednak, że biznes to biznes. – Liczyłam na wsparcie z jego strony, ale zabrakło go – tłumaczy Daryna.

– Pokazałam te warzywa także mojemu partnerowi z pracy, Mykoli, który pochodzi z miasta położonego na okupowanym terytorium Ukrainy. Było to dla niego obraźliwe, bardzo boleśnie to przeżywał. Ja sama czułam natomiast, że nieprzyjemnie jest mi choćby dotykać te warzywa. Potem podeszła do nas jeszcze jedna dziewczyna, również Ukrainka. Powiedziała, że ręce jej drążą z oburzenia, nie może nimi ruszać. Siedziało to w jej głowie, czuła wielką obrazę – relacjonuje kobieta.

Ciąg dalszy artykułu - pod zdjęciem.

image
Rosyjskie warzywa, które przyjechały do restauracji pani Daryny
FOTO: od Czytelniczki

Wspominając tamte wydarzenia, Daryna zastanawia się, czy pieniądze muszą być w biznesie ważniejsze od moralności. – My doskonale rozumiemy, że nikt nie musi przeżywać tego tak jak my. Polacy nie muszą tego "współodczuwać". Mimo wszystko bardzo chcę wierzyć, że są jeszcze jakieś normy etyczne. Robienie interesów z krajem, który prowadzi wojnę tuż przy twoich granicach, wojnę absolutnie agresywną, straszną; niszczy miasta, zabija niewinnych ludzi i jednocześnie grozi Polsce... to przecież jest nie do pomyślenia. Dlaczego to w ogóle możliwe? – pyta Daryna.

Ukrainka ma żal o to, że rosyjskie produkty spożywcze wciąż lądują na polskich stołach i są dostępne w sprzedaży, nawet jeśli jest ich coraz mniej. – To jest trudne, zwłaszcza w obliczu tego, że produkty z Ukrainy nazywane są toksycznymi albo śmieciami. Tak mówią niektórzy Polacy, a to przecież absolutnie nieprawda – kwituje Daryna.

Jak się okazało, rosyjskie produkty trafiły do jej restauracji raz, na próbę. Z rozmów z pracownikami innych knajp Ukrainka dowiedziała się, że tam również dostawca testowo przywiózł żywność z Rosji. Po telefonach z protestami od kilku restauracji, firma zaopatrująca lokale gastronomiczne wycofała się z tej praktyki.

Nie można udawać, że nic się nie dzieje

Takich sytuacji będzie coraz mniej, jeśli w imporcie żywności z Rosji utrzyma się tendencja spadkowa. W pierwszych miesiącach 2026 r. została ona podtrzymana.

Dominik Gąsiorowski z OBLM podkreśla, że Rosja jako kontrahent stała się niepewna, kojarzy się z awanturnictwem, a biznes lubi spokój. – Polscy przedsiębiorcy być może znaleźli z czasem jakieś alternatywy dla kontaktów z Rosją. Po drugie, Polacy rzeczywiście gremialnie nie przepadają za Rosją i jej polityką imperialną – zaznacza nasz rozmówca. Jego zdaniem malejący import z kierunku rosyjskiego, a więc finalnie mniejsza sprzedaż i konsumpcja rosyjskiej żywności w Polsce, może być działaniem "w ramach takiego osobistego patriotyzmu".

Gąsiorowski prezentuje przy tym zdanie, że bojkoty konsumenckie – wbrew powszechnej opinii – mogą być skuteczne. – Były przykłady, kiedy tego rodzaju bojkot doprowadził firmę do bankructwa – patrz Abercombie w USA. W Polsce bojkot Leroy Merlin był bardzo skuteczny, zabrakło jednak wsparcia ze strony mediów – przede wszystkim telewizji – które albo współpracowały z Leroy Merlin od początku, albo trafiały sukcesywnie na listę klientów – dodaje Gąsiorowski.

Aktywista nie tylko współorganizował bojkot Leroy Merlin w Polsce, ale uczestniczył również w akcjach bezpośrednich, takich jak odwiedzanie sklepów i oznaczanie w nich rosyjskich towarów. – Generalnie uważam, że to są dobre metody tylko na osiągnięcie nagłośnienia sprawy, przebicie się do mediów. Praktyczny efekt uzyskuje się jednak przez decyzje polityczne. Na początku wojny na pełną skalę duże sieci spożywcze, centrale handlowe, podjęły odgórne decyzje o ograniczeniu importu rosyjskich produktów. Nie można takich rzeczy przerzucać na indywidualnych klientów. Nie mogą się zajmować czytaniem etykiet w sklepach i zastanawianiem się, czy dany podmiot wspiera Putina czy nie – podkreśla Gąsiorowski.

Apeluje zarazem, by nie tylko banować rosyjskie produkty czy marki, ale również nie milczeć na temat zachodnich koncernów, które pozostają w Rosji pomimo faktu, że ta wciąż kontynuuje wojnę w Ukrainie. Jako przykład wskazuje choćby sieć Auchan, która nie wycofała się z Federacji Rosyjskiej. – Auchan mimo embarga (unijnego – red.) od 2014 r. ma otwarty sklep w Symferopolu na Krymie. Wielkie firmy europejskie działają z powodzeniem w Rosji, czasem pod zmienionym szyldem – ubolewa aktywista.

image

Światło pośród ciemności. Ukraińscy pracownicy handlu opowiadają swoje historie

Cena "neutralności"

O zachodnich firmach, które wciąż działają w Rosji, piszemy na portalu wiadomoscihandlowe.pl regularnie. Kilka dni temu cytowaliśmy za BBC wypowiedź Dirka Van de Puta, dyrektora generalnego Mondeleza – producenta m.in. Milki, Oreo i Prince Polo – który stwierdził, że pozostanie słodyczowego giganta w Rosji było "właściwą decyzją". "Myślę, że z czasem starasz się zachować neutralność w całym konflikcie. Nie próbujemy opowiadać się po żadnej ze stron" – oświadczył szef firmy.

"Uważam, że podjęliśmy właściwą decyzję dla naszych ludzi w Rosji. Czy można nas za to krytykować? Tak, oczywiście. Płacimy w Rosji podatki, które pomagają w wojnie. Nie jestem z tego zadowolony" – dodał.

Kto wie, czy aby to ostatnie zdanie nie miało wpływu na to, że trzy dni po wypowiedzi dyrektora generalnego Mondeleza dla BBC, rosyjskie drony uderzyły w fabrykę tej firmy w ukraińskim Trościańcu (obwód sumski), dokonując zniszczeń. Dwie osoby zostały ranne; na szczęście nikt nie zginął.

15.06.2026 / 10:53
StoryEditor
Koniec ery jednej promocji? Carrefour stawia na sumę korzyści dla klienta
Koniec ery jednej promocji? Carrefour stawia na sumę korzyści (fot. Shutterstock)

Carrefour Polska uruchomił nową platformę komunikacyjną pod hasłem “W sumie najlepszy”. Sieć odpowiada w ten sposób na ewolucję zachowań zakupowych konsumentów. Detalista wdraża strategię, która łączy atrakcyjne ceny, szeroki asortyment oraz wygodę.

Konsumenci zmieniają swoje nawyki i nie wybierają już placówek handlowych z powodu pojedynczej obniżki cenowej. Badania rynkowe potwierdzają, że Polacy łączą obecnie w...

Dziękujemy, że nas czytasz!
Pozostało jeszcze 92% tekstu

Jeśli widzisz ten tekst, oznacza to, że wykorzystałeś limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu lub próbujesz przeczytać artykuł premium, dostępny wyłącznie dla naszych Subskrybentów. Wspieraj profesjonalne dziennikarstwo. Wykup subskrypcję i uzyskaj nieograniczony dostęp do naszego portalu.

Kliknij i sprawdź wszystkie korzyści z prenumeraty WH Plus

DOSTĘP 30 DNI
34,99 zł - 30 dni
PRENUMERATA ROCZNA WH PLUS
399,99 zł - 365 dni

W RAMACH SUBSKRYBCJI OTRZYMASZ:

  • Dostęp do ekskluzywnych treści publikowanych wyłącznie na naszym portalu
  • Dostęp do wszystkich bieżących artykułów - newsów, analiz, raportów, komentarzy, wywiadów
  • Dostęp do całego archiwum artykułów na portalu wiadomoscihandlowe.pl - ponad 50 tys. materiałów dziennikarskich

W ramach Prenumeraty WH Plus także:

  • 6 wydań magazynu Wiadomości Handlowe w wersji drukowanej i e-wydania
  • Raport:Lista 60 regionalnych i lokalnych spożywczych sieci handlowych – trendy, prognozy wyzwania dla małych sieci
  • Tygodniowy przegląd kluczowych informacji i analiz. W każdy piątek w twojej skrzynce e-mail.
  • Gwarantowane miejsce na webinarach organizowanych przez Wiadomości Handlowe
  • Rabat 30% na wybrane raporty WH MARKET

10.06.2026 / 10:28
StoryEditor
Listonosze przesiądą się na rowery wodorowe? Poczta Polska przeprowadza testy
Wodór zamiast prądu? Poczta Polska sprawdzi nowe rowery (fot. Poczta Polska)

Poczta Polska rozpoczyna testy rowerów napędzanych wodorem. Projekt realizowany wspólnie z firmą Groclin ma sprawdzić, czy tego typu pojazdy mogą znaleźć zastosowanie w codziennej pracy listonoszy i miejskiej logistyce ostatniej mili. Według operatora będzie to pierwszy tego rodzaju pilotaż prowadzony przez operatora pocztowego w Europie Środkowo-Wschodniej.

W tym artykule przeczytasz:

  • Wodór trafi do miejskiej logistyki
  • Na czympolega program nowej mobilności?
  • Groclin liczy na rozwój technologii

  • Logistyka szuka al...

Dziękujemy, że nas czytasz!
Pozostało jeszcze 95% tekstu

Jeśli widzisz ten tekst, oznacza to, że wykorzystałeś limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu lub próbujesz przeczytać artykuł premium, dostępny wyłącznie dla naszych Subskrybentów. Wspieraj profesjonalne dziennikarstwo. Wykup subskrypcję i uzyskaj nieograniczony dostęp do naszego portalu.

Kliknij i sprawdź wszystkie korzyści z prenumeraty WH Plus

DOSTĘP 30 DNI
34,99 zł - 30 dni
PRENUMERATA ROCZNA WH PLUS
399,99 zł - 365 dni

W RAMACH SUBSKRYBCJI OTRZYMASZ:

  • Dostęp do ekskluzywnych treści publikowanych wyłącznie na naszym portalu
  • Dostęp do wszystkich bieżących artykułów - newsów, analiz, raportów, komentarzy, wywiadów
  • Dostęp do całego archiwum artykułów na portalu wiadomoscihandlowe.pl - ponad 50 tys. materiałów dziennikarskich

W ramach Prenumeraty WH Plus także:

  • 6 wydań magazynu Wiadomości Handlowe w wersji drukowanej i e-wydania
  • Raport:Lista 60 regionalnych i lokalnych spożywczych sieci handlowych – trendy, prognozy wyzwania dla małych sieci
  • Tygodniowy przegląd kluczowych informacji i analiz. W każdy piątek w twojej skrzynce e-mail.
  • Gwarantowane miejsce na webinarach organizowanych przez Wiadomości Handlowe
  • Rabat 30% na wybrane raporty WH MARKET

24. czerwiec 2026 13:14