Wydłużanie godzin przyjmowania zamówień stało się jednym z głównych elementów konkurencji w handlu internetowym. Jednak, jak wskazuje w rozmowie z portalem wiadomoscihandlowe.pl Rafał Szcześniewski, head of sales w Goodspeed, nie zawsze odpowiada to realnym potrzebom klientów.
– W tradycyjnym modelu branża e-commerce od lat walczy o wydłużenie tak zwanego cut-offu czyli momentu, do którego można składać zamówienia. Jednak czy warto się o to ścigać? Późny cut-off np. do 21:00 czy 23:00 daje klientowi możliwość późnego złożenia zamówienia, ale nie zawsze sprawia, że paczka dotrze szybciej. To dwie zupełnie różne potrzeby – tłumaczy Szcześniewski.
Ekspert zwraca uwagę, że konsument często działa w przekonaniu, iż późniejsze zamówienie zwiększa szansę na szybką dostawę następnego dnia. Tymczasem rzeczywistość logistyczna wygląda inaczej, a brak konkretnego przedziału doręczenia tylko pogłębia niepewność.
Koszty przesuwania cut-offu
Przesunięcie cut-offu nawet o 15 minut oznacza dla firm ogromne inwestycje. Dotyczą one zarówno infrastruktury operacyjnej, jak i systemów IT oraz organizacji pracy magazynów. Ekspert wskazuje, że mimo tych nakładów efekt końcowy nie zawsze jest odczuwalny dla klienta. Jeżeli przesyłka dociera kolejnego dnia o 15:00 zamiast o 12:00, to realny czas realizacji zamówienia się wydłuża, a nie skraca.
Z danych Ceneo wynika jednocześnie, że konsumenci zwracają szczególną uwagę na koszty dostawy oraz brak jasnych informacji o czasie doręczenia. To właśnie te czynniki często decydują o finalizacji zakupów.
Zmieniające się oczekiwania klientów coraz wyraźniej pokazują, że najważniejsza staje się przewidywalność. Jak tłumaczy Szcześniewski, konsumenci nie chcą już zgadywać, czy kurier pojawi się rano czy po południu. Istotne jest dla nich to, czy będą w stanie zaplanować swój dzień bez konieczności czekania na przesyłkę. W efekcie rośnie znaczenie precyzyjnego określenia momentu dostawy, a nie samej godziny złożenia zamówienia.

