10.04.2013/18:47

Jeśli oszczędzać, to nie na muzyce

– Sami byliśmy zszokowani, gdy zobaczyliśmy wyniki badań. Myśleliśmy, że muzyka jest najważniejsza dla sklepów odzieżowych. Otóż nie. Najbardziej zwracają na nią uwagę klienci małych sklepów spożywczych – mówi Bogusław Pluta, dyrektor Związku Producentów Audio­‑Video (ZPAV).

Badania ZPAV, przeprowadzone na więcej niż reprezentatywnej grupie 4500 osób, przyniosły więcej ciekawych wyników. Okazało się np., że gdy w pobliżu siebie działają dwie placówki spożywcze, z których jedna emituje muzykę, a druga nie, to co dziesiąty klient sklepu bez muzyki na stałe przeniesie się do konkurencji. – Muzyka ma szczególne znaczenie wiosną i latem. Ważne jest, byśmy mieli otwarte drzwi i żeby było słychać ją na zewnątrz. W ten sposób zwracamy uwagę potencjalnych klientów – tłumaczy Bogusław Pluta.

Zasada inżyniera Mamonia

Pamiętajmy jednak, że nie wystarczy puścić byle jakiej muzyki, by wypełnić ciszę. – To musi być coś, co ludzie lubią. Niestety, wielu właścicieli sklepów popełnia podstawowy błąd, emitując w sklepie swoją ulubioną muzykę. A ona ma być przecież dla klientów – wyjaśnia Pluta. Z danych, na podstawie których ZPAV rozdziela pieniądze dla producentów utworów muzycznych, wynika, że w 70 proc. lokali handlowych słychać radio. Najpopularniejszą stacją był w 2012 roku RMF FM, włączany w co czwartej placówce. Właściciel co piątej decydował się na Radio ZET. Eskę słychać było w 16 proc. sklepów, a Trójkę – w 7,3 proc. – Można zauważyć, że blisko połowa udziałów należy do dwóch najpopularniejszych stacji radiowych, które puszczają dobrze znane piosenki. Bo większość ludzi jest, jak słynny inżynier Mamoń z „Rejsu” – lubią tylko to, co znają. Nieznane utwory to wyrzucanie pieniędzy w błoto – uważa dyrektor ZPAV. Trzech na dziesięciu właścicieli placówek handlowych puszcza muzykę własnego wyboru, ale na to trzeba mieć czas, którego w sklepie z reguły brakuje. Dlatego, jeśli ktoś nie chce polegać wyłącznie na polskich stacjach komercyjnych, może skorzystać z bardzo bogatej oferty kanałów radia internetowego. Wśród kilkunastu tysięcy stacji wiele jest takich, gdzie słowa mówionego nie ma prawie wcale.

Puszczasz raz, płacisz trzy razy

Za muzykę odtwarzaną w miejscu publicznym trzeba jednak płacić. I to nie tylko raz. – Aby powstała piosenka, musi być autor, czyli ktoś, kto napisał muzykę i tekst, artysta, który to zaśpiewał i zagrał oraz producent nagrywający występ, by można go było potem odtworzyć. My reprezentujemy producentów, ale do sklepu po opłaty mogą przyjść jeszcze organizacje zrzeszające autorów (m.in. ZAiKS – red.) oraz artystów (m.in. STOART – red.) – wylicza Pluta. W przypadku ZPAV sklepy o powierzchni do 50 mkw. płacą 27,74 zł miesięcznie, te od 51 do 100 mkw. – 61,04 zł. W STOART jest trochę drożej i stawki te wynoszą odpowiednio: 34,90 i 89,90 zł. Sprawa jeszcze bardziej komplikuje się w przypadku ZAiKS, ustalającego opłaty na podstawie lokalizacji. I tak np. właściciel sklepu o powierzchni 50 mkw. w mieście zamieszkałym przez mniej niż 5000 osób zapłaci 49,69 zł, a jego kolega w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście i Wrocławiu – 58,43 zł. Dla stumetrowej placówki są to odpowiednio stawki rzędu 61,50 oraz 73,80 zł. Łatwo więc policzyć, że detalista, chcący pozostawać w zgodzie z prawem, musi za puszczanie muzyki płacić od 115 do 225 zł miesięcznie, a w przypadku sklepów powyżej 100 mkw., jeszcze więcej. W skali roku oznacza to dla właściciela najmniejszej placówki blisko 1400 zł, czyli naprawdę odczuwalny wydatek. Czy warto więc emitować w sklepie muzykę?

Opłata za muzykę to nie haracz

– Zdecydowanie tak. Trzeba mieć na uwadze, że to relatywnie niewielki wydatek, w porównaniu do 10 proc. rocznego obrotu. Bo tyle stracę, jeśli przez chęć zaoszczędzenia 1400 zł nie będę puszczał muzyki, a zrobi to konkurencja. Zresztą, gdy pracuje się w sklepie po 12­‑14 godzin dziennie, to nie da rady wysiedzieć tyle czasu w ciszy i, wcześniej czy później, pracownik radio włączy. A to nie zwalnia z odpowiedzialności właściciela – przypomina dyrektor ZPAV. I przestrzega przed chodzeniem na skróty, czyli płaceniem prywatnym firmom za udostępnianie darmowej muzyki. Z reguły jest to bowiem mała i ograniczona baza nieznanych utworów, czyli takich, które nie umilą nikomu zakupów. – Skąpy traci dwa razy, a na dłuższą metę tego nie da się słuchać. Lepiej zainwestować w możliwość emitowania dowolnej muzyki z całego świata. Popatrzmy na to nie, jak na haracz, ale na element działalności, który generuje przychody. Na muzyce naprawdę nie opłaca się oszczędzać – przekonuje Bogusław Pluta. I podkreśla: – Sklep musi płacić od momentu, kiedy puszcza muzykę, a nie od kiedy przyjdziemy na kontrolę. Więc, jeśli detalista wyłączy radio po naszej wizycie, i tak musi zapłacić za wszystko, co odtwarzał wcześniej. Wbrew pozorom, bardzo łatwo to sprawdzić.
Sebastian Szczepaniak

Wiadomości Handlowe, Nr 4 (124) Kwiecień 2013

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.