19.04.2020/17:47

Kradzieże w sklepach w czasie pandemii koronawirusa [ANALIZA]

Kradzieże dokonywane w sklepach przez osoby z zewnątrz – celowo nie używamy słowa „klienci”, bo niektórzy złodzieje sklepowi wcale nie zamierzają nic kupować – są odwiecznym problemem detalistów. - W krótkim terminie obostrzenia związane z epidemią koronowirusa zmniejszyły skalę zjawiska. Gdy jednak nadejdzie nieuchronny kryzys gospodarczy, sytuacja może się dramatycznie pogorszyć – przekonuje ekspert, Łukasz Grzesik, Security & Loss Prevention Manager.

Kradzieże sklepowe, dokonywane przez nieuczciwych klientów, to niemały problem, z którym detaliści muszą mierzyć się na co dzień. Szacuje się, że straty w Polsce z tego tytułu mogą rocznie przekraczać 1-1,5 proc. obrotu. Są placówki, w których straty są znacznie wyższe, w innych proceder udaje się utrzymać pod kontrolą, jednak koszty ochrony są wtedy znaczne.

W rozwiązaniu problemu detalistom nie sprzyjają przepisy Kodeksu wykroczeń waloryzując w ostatnich latach próg między wykroczeniem, a przestępstwem z 250 zł do 500 zł (Art. 119. § 1. k.w. – w latach 2013-2018 1/4 minimalnego wynagrodzenia) wywołując efekt kradzieży z kalkulatorem w ręku, co tylko przyczyniało się do wzrostów. Środowisko handlowców od wielu lat domaga się lepszej ochrony prawnej, jednak bezskutecznie.

Obecnie koronawirus wpływa na zmianę tej sytuacji. Zdaniem Łukasza Grzesika, eksperta ds. zapobiegania kradzieżom sklepowym, w początkowym okresie trwania pandemii zauważyć można istotny spadek liczby kradzieży. Ponieważ od połowy marca niektóre obiekty handlowe są zamykane, a w pozostałych obowiązują ograniczenia liczby klientów, przebywających jednorazowo na sali sprzedaży, w naturalny sposób kurczy się przestrzeń dla tradycyjnych kradzieży.

Wynikający z obostrzeń dla handlu nadzór nad ruchem klientów dodatkowo sprzyja tym spadkom, nakładając na personel obowiązek zwiększonego zainteresowania zachowaniem klientów. Wzmożona interakcja na linii personel-klient idzie w parze z działaniami zapobiegawczymi, minimalizującymi próby kradzieży.

– Jako przykład można odnieść się do prostej sytuacji. Klient wchodzi do sklepu, następuje kontakt wzrokowy – obsługa wita się, zaprasza do skorzystania z środków ochronnych lub do oczekiwania na swoją kolejkę. Następuje przedłużona interakcja, która pełni rolę prewencyjną – pracownik ochrony wysyła do klienta sygnał „zapamiętuję cię i będę obserwował”. To działa podobnie, jak wylegitymowanie przez służby – osoba „odnotowana” w notatniku służbowym może zniechęcić się do próby dokonania czynu zabronionego. Z tego względu także obostrzenia związane z izolacją społeczną i ograniczeniem swobód przemieszczania – wraz ze zwiększoną obecnością patroli policyjnych i straży miejskiej – mogą wywoływać efekt „mrożący”, zniechęcać złodziei do działania – wyjaśnia Łukasz Grzesik i dodaje, że podobnie zniechęcająco może na przestępców oddziaływać realne ryzyko zakażenia koronawirusem.

Dodaj komentarz

1 komentarz

  • Sprzedawca ze Społem 19.04.2020

    To co jest opisane w artykule być może sprawdza się w przypadku dużych sklepów gdzie jest fizyczna ochrona. W sklepie gdzie ja pracuje (300m2) cała obsługa na jednej zmianie to trzy osoby - kasa, serwis, kierownik. Z moich obserwacji wynika WZROST kradzieży. Złodzieje przepłoszeni z ochranianych sklepów przyszli do sklepów taki jak nasz.

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.