25.06.2013/22:46

Osiedlowe sklepiki monopolowe trzymają się mocno

W trudnych dla handlu czasach małe sklepy osiedlowe, specjalizujące się w sprzedaży piwa i alkoholi mocnych, mają się dobrze. Jest ich mnóstwo i wciąż powstają nowe, a nawet jeśli jakiś się zamknie, to na jego miejscu zwykle szybko otwierany jest kolejny.

Gołym okiem widać, że handel rozproszony kurczy się w szybkim tempie, ustępując pola dyskontom i sieciowym marketom. Zjawisko to wydaje się jednak nie dotyczyć małych sklepów z alkoholem. Stanowią one swego rodzaju niszę, odporną na kiepską koniunkturę i systemowe zmiany w handlu. Najwyraźniej zwyczaje zakupowe Polaków w przypadku wyrobów alkoholowych są dostatecznie silnie ugruntowane, by utrzymywać ten typ placówek w wielkiej obfitości. Trwają, gdyż dla wystarczająco dużej liczby klientów alkohol należy do produktów częstego spożycia, kupowanych na bieżąco, czasem nawet codziennie. Konsumenci preferują sklepy położone blisko domu, otwarte do późnych godzin wieczornych, wyspecjalizowane w sprzedaży wszelkiej maści trunków. Nie ma w nich kolejek, można spotkać znajomych, a za to mało prawdopodobne jest trafienie np. na sąsiadkę nie pochwalającą spożywania napojów wyskokowych w żadnej postaci.

Wiele z tych sklepików mieści się w mniej czy bardziej prowizorycznych budkach i pawilonikach, czasem odmalowanych na wściekły kolor, często pomazanych graffiti o treściach futbolowych. Niektóre są obskurne i zaniedbane, inne starają się zadawać szyku mnóstwem neonów i podświetlanych kasetonów, rzęsiście oświetlonymi witrynami, w których wyeksponowane są reklamy alkoholi, wielkie butle o fantazyjnym kształcie, a czasem duży telewizor emitujący reklamy wyrobów alkoholowych. Nawet te najbrzydsze i najbardziej odrapane zazwyczaj dysponują przynajmniej migoczącym wyświetlaczem o bezkompromisowo konkretnej treści „alkohole”. Choć zdarzają się i takie, których właściciele w ogóle nie zawracają sobie głowy estetyką czy promocją.

Mimo powszechnie występujących ostrzeżeń oraz zakazów spożywania alkoholu w sklepie i jego obrębie, o każdej porze roku wieczorem można przy tych placówkach spotkać grupki konsumentów spożywających „jasne pełne” w nieformalnym barze pod chmurką. Latem jest ich więcej, czasem bywa wręcz tłoczno. Uwagę zwraca duża liczba psów uwiązanych w okolicy lub siedzących przy swoich właścicielach, co zdradza pretekst, pod jakim konsument wybrał się na spacer, w ramach którego degustuje alkohol. Często w pobliżu takiej „monopolki” funkcjonuje tzw. „pijalka”, czyli punkt gastronomiczny oferujący piwo, a coraz częściej także mocne alkohole w stugramowych opakowaniach, do konsumpcji na miejscu. Wydaje się jednak, że „pijalki” nie są bezpośrednią konkurencją „monopolek”, ponieważ butelka piwa kosztuje w nich zazwyczaj 4 czy 5 zł, podczas gdy to samo piwo tuż obok kupić można nawet za dwa złote z groszami.

Dodaj komentarz

0 komentarzy

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.