20.01.2017/13:04

Sytuacja na rynku pracy zdecyduje o przyszłości wielu sieci handlowych w Polsce

Sieci Biedronka, Lidl, Tesco, Auchan, Kaufland, Carrefour, czy Netto głowią się w jaki sposób efektywnie przyciągnąć i zatrzymać pracownika. Najprostszy sposób to podnieść pensje, rozdawać nagrody i bonusy. Niestety wielu sieci na radykalne podniesienie płac nie stać, staje się to oczywiste gdy przypomnimy, że rentowność firm handlowych w Polsce jest średnio na poziomie 1-2 proc.

Problemy na rynku pracy będą w najbliższych miesiącach - a nawet latach - jednym z najważniejszych wyzwań dla sektora handlu detalicznego w Polsce. Fala podwyżek płac, z którą mieliśmy do czynienia w 2016 r. wcale nie opada i będzie mocno wpływać na wyniki finansowe i kondycję finansową wszystkich operatorów bez wyjątku. Wiele, szczególnie małych i średnich sieci handlowych nie poradzi sobie z nowym wyzwaniem, wpadnie w kłopoty finansowe i będzie musiało się sprzedać lub upaść.

Firmom handlowym nie pomaga program 500+, który spowodował, że część kobiet (które stanowią ok. 80 proc. pracowników handlu) zrezygnowała z pracy na rzecz zajmowania się dziećmi. Firmy starają się ściągać do sklepów i magazynów pracowników z Ukrainy i Białorusi, jednak w obecnej sytuacji te działania są niewystarczające.

Lidl właśnie zapowiedział podniesienie płac średnio o 9 proc., do działań konkurenta będzie musiała wkrótce odnieść się Biedronka, która w 2016 r. podnosiła pensje już dwukrotnie. Negocjowane są podwyżki w Kauflandzie i Tesco, dyskusje na temat podniesienia wysokości płac i ich wysokości prowadzone są niemal we wszystkich sieciach detalicznych i hurtowych.

Sławomir Nitek, dyrektor operacyjny sieci dyskontowej Netto Polska potwierdza, że w 2017 r. dużą próbą dla branży handlowej będzie rekordowo niskie bezrobocie. - W większych miastach wszystkie sieci handlowe mają problemy ze skompletowaniem kadr, a nawet jeśli uda się kogoś zatrudnić, to w obecnej sytuacji nie ma gwarancji, iż dany pracownik po miesiącu nie odejdzie w inne miejsce.

I dodaje: - Rząd wymusza na nas podwyżki, pracownicy ich oczekują, lecz przy niskiej rentowności polskiego handlu niełatwo jest skonstruować system wynagrodzeń, zadowalający zarówno pracodawcę jak i pracownika. My oczywiście chcemy i staramy się płacić pracownikom na przyzwoitym poziomie, wprowadzamy programy motywacyjne, rozbudowujemy ofertę socjalną. Na obszarze Warszawy podnieśliśmy w mijającym roku pensje o 25 proc. dla pracowników na podstawowych stanowiskach. W pozostałych miastach, w których działamy, podwyżki były nieco mniejsze, na poziomie 10-20 proc. Obecnie na początku współpracy proponujemy 2400  zł brutto, łącznie z premią absencyjną.

Sławomir Nitek podkreśla, że „podwyżki przyznawane były na poziomie regionalnym, a nie w całej sieci Netto, w zależności od sytuacji na lokalnym rynku pracy.“

Dodaj komentarz

2 komentarze

  • nandlowiec 23.01.2017

    Sieci zachodnie mają ogromne kapitały, więc wykończą małe i średnie polskie firmy, dając doraźnie wysokie wynagrodzenia, a kiedy polskie firmy padną, to oni ograniczą wynagrodzenia i podniosą ceny towarów. Zyski będą mieć ogromne i będą je transferować za granicę. Nastąpi bezrobocie, bo polskie firmy, które zatrudniają kilkakrotnie więcej osób na jednostkę przeliczeniową, przestaną istnieć. Należy mieć nadzieję, że obecny Rząd dostrzega problem i zdoła mu zaradzić.

  • pini nigdy więcej 20.01.2017

    i bardzo dobrze.. sieci ktore nie dbaja o swoich pracowników niech padają lub spadają, nikt po nich płakać nie będzie

Zostaw komentarz

Portal Wiadomoscihandlowe.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.