19.08.2025 / 09:11
StoryEditor

Nie ma puzonu dla leworęcznych - Żabka zyskała aktywnego franczyzobiorcę [WYWIAD]

Daniel Powierża, laureat konkursu Franczyzowy Superbohater

Daniel Powierża to mistrz świata i Europy w grze na puzonie. Medale zdobywał na konkursach orkiestr dętych, w tym Thailand World Music Championships. Dziś jest franczyzobiorcą Żabki i laureatem naszego konkursu Franczyzowy Superbohater. Skąd ten zawodowy zwrot?

Będąc dzieckiem marzył Pan o muzycznej drodze zawodowej. Co więc sprawiło, że trafił Pan do handlu?

Daniel Powierża: Pracowałem jako magazynier w firmie kurierskiej, ale moim głównym światem była muzyka. Od 13. roku życia grałem na puzonie w orkiestrze Ochotniczej Straży Pożarnej w Nadarzynie, potem skończyłem szkołę muzyczną i marzyłem o grze w zespole Wojska Polskiego. Jeździłem w trasy koncertowe po całym świecie – Australia, Nowa Zelandia, USA, Tajlandia.

Czemu puzon?

Przez przypadek… Na pierwszą próbę przyjechałem do orkiestry z własnym dużym saksofonem. Okazało się jednak, że byłem wtedy trochę za młody do tego instrumentu, płuca wciąż mi się jeszcze rozwijały. Tak się złożyło, że w orkiestrze potrzebowali akurat puzonisty, więc zaproponowali mi, abym to na nim nauczył się grać. Spróbowałem, spodobał mi się, i tak zamiast saksofonistą zostałem puzonistą. Dzięki tej decyzji jestem mistrzem świata - z orkiestrą zdobyliśmy mistrzostwa Europy a nawet świata w Tajlandii.

Pandemia chyba przystopowała karierę muzyczną. Skończyły się wyjazdy, koncerty…

Tak, i trzeba było szukać nowych dróg. Zastanawiałem się m.in. nad myjnią samochodową, ale to był czas, kiedy nawet zamykano lasy. Nie można też było myć samochodów na myjniach. A sklepy spożywcze, choć z ograniczeniami, mogły działać. To dało mi do myślenia.

Jeden z moich znajomych prowadził już sklep Żabka. Fajnie o tym opowiadał, zachęcił mnie i w taki sposób od czterech lat jestem franczyzobiorcą sklepu pod zielonym szyldem na warszawskim Bemowie.

Nie miał Pan doświadczenia w handlu. Jak więc wyglądało Pana przygotowanie do roli franczyzobiorcy?

Rzeczywiście, gdy zaczynałem nie miałem doświadczenia w prowadzeniu sklepu, ale nie boję się ryzykować i podejmować wyzwań. Szybko się wdrożyłem. Żabka oferuje bardzo konkretne i dobrze zorganizowane wsparcie – od etapu rekrutacji, przez szkolenia, aż po codzienną opiekę ze strony trenera i menedżera. Przeszedłem cały proces, od teorii po praktykę w sklepie trenerskim.

Czy egzamin był trudny?

Jeżeli ktoś jest zaangażowany i przykłada się, to nie. Ale trzeba przyznać, że w trzy tygodnie trzeba nabyć bardzo szeroką wiedzę. Jednak bez niej nie wyobrażałbym sobie prowadzić sklepu.

Prowadzi Pan sklep na stołecznym Bemowie. Czemu Warszawa, skoro mieszka Pan w satelickiej miejscowości? Jak wyglądała droga do tej lokalizacji?

W Żabce od razu wiedziałem, że chcę prowadzić duży sklep, dlatego szukałem lokalu m.in. na stołecznym Ursusie – miałem tam dobry dojazd, ale niestety nie było dostępnych lokalizacji miejsc, które mnie interesowały. W pewnym momencie menedżer z sieci zaproponował mi Bemowo. 

Kiedy po raz pierwszy pojechałem obejrzeć lokal, były tam tylko gołe ściany. Zaczęliśmy z żoną szukać informacji w internecie i zauważyliśmy, że to dzielnica z ogromnym potencjałem, dynamicznie się rozwijająca. Zaufałem intuicji – i dziś wiem, że było warto.

Sieć w szybkim tempie zatowarowała mi sklep, zapewniła potrzebny sprzęt, a Żabka otworzyła się w dwa tygodnie od pierwszej wizyty.

Dziś to bardzo dobrze prosperująca placówka z lojalnymi klientami z sąsiedztwa. Sklep, który prowadzę, jest jednym z większych sklepów Żabka – ma blisko 90 mkw. sali sprzedaży (średnia wielkość sklepów to około 60 mkw.). To duży komfort pracy – także dla kandydatów, których szkolę jako trener.

image

Daniel Powierża, franczyzobiorca i ambasador Żabki

FOTO: Żabka Polska

Do szkolenia innych jeszcze wrócimy, a na razie porozmawiajmy o innym sklepie, który pojawił się blisko Pana lokalizacji.

Tak, miesiąc po uruchomieniu Żabki, w odległości 30 m otworzył się inny lokal. Po trzech miesiącach jednak został zamknięty.

To szybko. Zatem jakimi argumentami Pana sklep przekonał do siebie klientów?

Klienci przychodzili do nas po świeży towar. W okolicy nie było tu jeszcze zbyt wielu mieszkańców, głównie kupowali u nas pracownicy z pobliskiej budowy. Przychodzili na hot-doga, dokupywali jogurty, pieczywo, wędlinę.

W okolicy pojawiły się też kolejne Żabki.

Tak, w okolicy są trzy inne, ale nie traktuję ich jako konkurencji. Często sobie pomagamy w niespodziewanych sytuacjach. Każdy nasz sklep jest dopasowany pod swojego klienta.

Jest wiele sieci franczyzowych na naszym rynku - czemu akurat Żabka?

Sieć Żabka zapewnia mi ten komfort, że mogę lecieć na wakacje, tam włączyć laptopa, zrobić zamówienie i sklep będzie zatowarowany na czas. Nie muszę sam jeździć po hurtowniach, dźwigać, śpieszyć się. Warto też wspomnieć, że Żabka ma również program “Bezpieczny start” oraz Akademię Przedsiębiorczości, prowadzoną z Wydziałem Zarządzania Politechniki Warszawskiej. Te inicjatywy realnie pomagają przyszłym franczyzobiorcom przygotować się do prowadzenia sklepu.

Jakie są jeszcze jej przewagi nad innymi sieciami?

Kilkaset nowości produktowych rocznie. Takiej skali i takiej oferty nie ma nigdzie indziej. Poza tym my nie martwimy się o nic. Sieć dostarcza programy IT, zapewnia dostawy, a zamówienia mogę robić zdalnie. Co więcej, mogę sterować sklepem z domu. Nie musimy prowadzić zeszytów, monitorować, że dana czekolada ma jeszcze miesiąc ważności, bo biorę tablet, odpalam Asystenta Żabki i on mi pokazuje dokładnie daty ważności wszystkich produktów.

Doceniam, że nie muszę analizować, gdzie mam kupić smaczny towar w dobrej cenie. Wiem, że Żabka ma wynegocjowaną bardzo dobrą stawkę, ze względu na efekt skali.

Zatrzymajmy się zatem przy ofercie sklepu. W Żabkach gastronomia odgrywa dużą rolę. Czy w Pana przypadku to też jest jeden z kluczy do sukcesu?

Zdecydowanie tak. Ciepłe przekąski, kawa, pizza z pieca Merrychef – klienci naprawdę to doceniają. Codziennie zamawiam po kilkadziesiąt pizz. Mam stałą klientkę – 70-letnią panią – która codziennie wpada do nas na hot doga. Mamy też stałych klientów, którzy codziennie przychodzą po kebaba albo pizzę.

Ważne jest też to, w jaki sposób przygotowujemy sklep – od piątej rano jesteśmy z moim zespołem na miejscu, by o szóstej wszystko było gotowe: ciepłe pieczywo, świeże kanapki, czystość, dobra organizacja. To właśnie jakość i dbałość o detale sprawiają, że klienci wracają.

Jakie produkty - poza wspomnianą gastronomią - cieszą się największym zainteresowaniem w Pana sklepie?

Zdecydowanie pieczywo i nabiał – to absolutna podstawa codziennych zakupów naszych klientów. Dużą popularnością cieszy się też kawa, zarówno z ekspresu, jak i do domu. Widać wyraźnie, że klienci szukają wygody i jakości w jednym miejscu. Obserwujemy też sezonowe trendy – kiedy pojawiają się np. promocje na ogórki, w górę idzie sprzedaż śmietany. To pokazuje, że zakupy są bardzo kontekstowe. Bardzo dobrze schodzą też gotowe dania obiadowe oraz przekąski na ciepło. Na bieżąco analizujemy dane, by utrzymać właściwy asortyment i zapewnić klientom to, czego naprawdę potrzebują.

Zatrudnia Pan sześć osób. Czy ma Pan ustabilizowany skład i wciąż może sobie pozwolić na muzykowanie?

Od początku stawiałem na lokalność i zaufanie. Większość moich pracowników mieszka tuż obok – w tym samym bloku lub na tym samym osiedlu. To daje stabilność i zaangażowanie.

Pracują u mnie zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jest to celowy zabieg, bo praca w handlu nie należy do lekkich. Każdy zna swoje obowiązki, a ja – mimo funkcji trenera i innych ról – nadal często sam stoję za kasą. To pomaga zachować kontakt z klientami i zespołem.

Wierzę, że ciężką pracą mogę motywować innych do osiągania wspólnych celów. Nie chcę budować bariery szefa – jeśli trzeba wspieram moich pracowników nawet w tych najbardziej prostych zadaniach.

image

Daniel Powierża z częścią zespołu

FOTO:

Wracając do muzyki…

Od początku udało mi się tak poukładać zarządzanie sklepem, że spokojnie mogłem znaleźć czas na udział w kolejnych Mistrzostwach Świata z orkiestrą, tym razem w Tajlandii. Wiedziałem, że sklep będzie dopilnowany. Później jednak, po dwóch latach od jego uruchomienia, złamałem prawą rękę. Nie ma puzonu dla leworęcznych, więc kontuzja do tej pory nie pozwala mi grać. Wciąż nie mogę wyprostować ręki, najprawdopodobniej jeszcze w tym roku czeka mnie operacja. A grałem 17 lat.

Jakie było największe wyzwanie na początku handlowej działalności, a z czym mierzy się Pan dzisiaj?

Na starcie największym wyzwaniem była formalna strona działalności – zakładanie firmy, zatrudnianie pracowników, odpowiedzialność za cały proces. Dziś to przede wszystkim utrzymanie wysokich standardów – zarówno w zakresie jakości obsługi, jak i zaangażowania zespołu. Tu bardzo przydaje się doświadczenie z orkiestry: dyscyplina, umiejętność współpracy i działania pod presją to coś, co bezpośrednio przekładam na zarządzanie sklepem.

Z perspektywy czasu jak Pan ocenia swoją decyzję o przebranżowieniu się?

Na pewno bym jej nie cofnął. Co więcej, do takiej zmiany przekonuję - nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie - moich znajomych. W ostatnich miesiącach dwoje z nich otworzyło sklepy Żabka.

Jaki jest Pana przepis na sukces?

Zaangażowanie na 100%. Codziennie jestem w sklepie – raz krócej, raz dłużej, ale zawsze obecny. A w niedziele i święta praktycznie cały dzień, bo żona chwilowo wycofała się z pracy zawodowej i zajmuje się dziećmi: starszy ma 6 lat, młodszy 6 miesięcy.

Dbam o to, by klient wchodzący do prowadzonego przeze mnie sklepu o godzinie 6:00 mógł już kupić świeże pieczywo – wypieczone, wyłożone – albo zjeść gorącego hot doga i wypić kawę. Półki muszą być zatowarowane, a klient musi mieć wybór.

Działania te doceniała nasza redakcja, która wyróżniła Pana statuetką Franczyzowego Superbohatera, ale też centrala sieci, dla której jest Pan wspomnianym trenerem, ale też ambasadorem i członkiem Grupy Pionierów. Lubi Pan wiele aktywności na raz?

Chyba tak. Jako trener szkolę nowych kandydatów – doprowadzam ich do egzaminu, pomagam wystartować. A jako pionier testuję nowe rozwiązania technologiczne, zanim trafią na szerszą skalę do ponad 11 500 sklepów Żabka.

Co już testowaliście?

Pracujemy np. nad przenoszeniem różnych funkcji do Cyberstore, testowaliśmy nowe systemy obsługi paczek czy zamówień. To realny wpływ na rozwój sieci i ogromna satysfakcja.

Jak według Pana powinien wyglądać nowoczesny sklep?

Nowoczesny sklep to miejsce wygodne, szybkie i kompletne. W sklepie Żabka klient spędza średnio 116 sekund – w tym czasie potrafi zrobić zakupy na cały dzień. Może przy okazji zjeść ciepły posiłek, wypić kawę, odebrać paczkę czy zapłacić rachunki. Dbamy też o jakość obsługi – regularnie proszę znajomych o „wizyty testowe”, by spojrzeć na sklep oczami klienta. To pomaga stale się rozwijać i nie popaść w rutynę.

Czy planuje Pan zatem uruchomić kolejny sklep?

Bardziej myślę o tym, żeby wejść w struktury firmy. Żabka daje bowiem bardzo dużo możliwości, planuję z nich skorzystać. Inspiracją dla mnie jest kolega z Żabki, który jako młody chłopak pomagał rodzicom w sklepie, później prowadził sklep, a następnie został partnerem sieci. I tak piął się w górę szczebelek po szczebelku i obecnie jest jednym z dyrektorów sieci. Chciałbym iść jego śladem.

 

 

Katarzyna Pierzchała
22.01.2026 / 13:57
StoryEditor
Przeprowadzka za biznesem? Żabka płaci 20 tys. zł za otwarcie sklepu w nowym miejscu
Rajesh Kotwani, franczyzobiorca Żabki z Warszawy, który przyjechał do Polski z Indii

Polacy coraz chętniej opuszczają metropolie, szukając spokoju w mniejszych miejscowościach. Ten trend wykorzystuje Żabka, oferując pakiet relokacyjny. Sprawdź, jak otrzymać 20 000 zł wsparcia na start i połączyć zmianę miejsca zamieszkania z sukcesem we własnym biznesie.

Z artykułu dowiesz się:

  • Ile wynosi pakiet relokacyjny w Żabce?
  • Obcokrajowcy franczyzobiorcami Żabki
  • Czym zajmuje się Grupa Żabka?
 Jak pokazują statystyki GUS, od blisko 25 lat w Polsce trwa proces suburbanizacji – odpływu ludności z dużych miast do mniejszych miejscowości i gmin ościennych. W 2022 r. miasta zanotowały - według Polskiego Instytutu Ekonomicznego - rekordowo ujemne saldo migracji wewnętrznych (-53,3 tys.), podczas gdy obszary wiejskie osiągnęły dodatnie saldo na tym samym poziomie. Coraz więcej osób rozważa więc nie tylko zmianę miejsca zamieszkania, ale także prowadzenie własnego biznesu w mniejszych ośrodkach miejskich lub na wsiach.

Ile wynosi pakiet relokacyjny w Żabce?

Odpowiedzią Żabki na te długofalowe trendy jest pakiet relokacyjny skierowany do obecnych i przyszłych franczyzobiorców. Obejmuje on wsparcie finansowe do 20 tys. zł netto, wypłacane w 10 miesięcznych transzach po 2 tys. zł. 

Z programu mogą skorzystać przedsiębiorcy, którzy otworzą sklep w miejscowości oddalonej co najmniej 70 km od dotychczasowego miejsca zamieszkania i zdecydują się na przeprowadzkę. Środki można przeznaczyć m.in. na wynajem mieszkania czy inne wydatki związane z organizacją nowego startu.

– Zależało nam na tym, aby żyć i pracować bliżej siebie, w spokojniejszym otoczeniu, które sprzyja budowaniu relacji i zaangażowaniu w lokalne sprawy. Decyzja o przeprowadzce do mniejszej miejscowości była dla nas ważnym krokiem, ale dzięki wsparciu sieci nie czuliśmy się pozostawieni sami sobie. Dziś prowadzimy rodzinny biznes pod szyldem Żabki, który pozwala nam aktywnie funkcjonować w lokalnej społeczności i być jej realną częścią – podkreślają Izabela i Dawid Maliccy, franczyzobiorcy Żabki, a prywatnie mama i syn.

Pani Izabela i pan Dawid Maliccy prowadzą sklepy w Białej Rawskiej i w Tomaszowie Mazowieckim w województwie łódzkim.

Obcokrajowcy franczyzobiorcami Żabki

Pakiet relokacyjny wpisuje się w szerszą strategię rozwoju sieci, która coraz częściej pojawia się w mniejszych miejscowościach, oferując lokalnym społecznościom dostęp do nowoczesnego formatu convenience, a przedsiębiorcom sprawdzony model biznesowy. Rozpoznawalna marka, gotowy sklep od pierwszego dnia działalności oraz wsparcie operacyjne i technologiczne sprawiają, że przeprowadzka przestaje oznaczać zawodową niepewność, a staje się realną szansą na lepsze dopasowanie prowadzenia biznesu do życia prywatnego.

– Moja droga do własnej Żabki była związana z życiem prywatnym i sportem, ale też z potrzebą stabilności. Zmieniałem miejsce zamieszkania i ważne było dla mnie to, bym mógł pracować blisko miejsca, w którym żyję. Dziś wiem, że możliwość dostosowania biznesu do moich potrzeb, w tym nowego etapu życia to ogromna wartość – mówi Jiri Stanek, franczyzobiorca Żabki z Jastrzębia-Zdroju, a prywatnie hokeista i szczęśliwy mąż, który do kraju swojej żony przeprowadził się z Czech.

Program relokacyjny Żabki odpowiada także na wyzwania rynku pracy. Dla osób wracających z emigracji, zmieniających branżę lub szukających nowego początku w nowym miejscu, franczyza może być alternatywą wobec długotrwałego poszukiwania zatrudnienia, a propozycja biznesowa Żabki realnym wsparciem.

– Kiedy zdecydowałem się na franczyzę, szukałem rozwiązania, które da mi stabilność i możliwość rozwoju bez zaczynania wszystkiego od zera. Żabka okazała się takim punktem zaczepienia – marką, którą ludzie znają i której ufają. To dało mi poczucie bezpieczeństwa i jasny plan na przyszłość – mówi Rajesh Kotwani, franczyzobiorca Żabki z Warszawy, który przyjechał do Polski z Indii.

Czym zajmuje się Grupa Żabka?

Grupa Żabka to ekosystem convenience, który obejmuje wiodącą w Polsce sieć sprzedaży detalicznej w formacie modern convenience działającą pod marką Żabka oraz funkcjonującą w Rumunii sieć pod marką Froo. Łącznie na koniec września 2025 r. to 12 099 sklepów. Ekosystem uzupełnia sieć bezobsługowych sklepów autonomicznych pod szyldem Żabka Nano, umożliwiających robienie zakupów przez całą dobę w dowolny dzień tygodnia.

Grupa dysponuje również zaawansowaną, stale rozwijaną ofertą cyfrową. Należąca do niej marka Maczfit, powstała z myślą o osobach szukających zdrowej i jednocześnie wygodnej diety, dostarcza restauracyjnej jakości gotowe posiłki prosto do domu klienta. Platforma Dietly to z kolei wiodąca porównywarka dostawców cateringu dietetycznego. Działalność w zakresie internetowych zakupów spożywczych Grupa realizuje zaś za pośrednictwem marek Jush! i Delio.

Od października 2024 r. akcje Grupy Żabka notowane są na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

 

 

 

 

23.01.2026 / 09:43
StoryEditor
Nowe przepisy uderzą w małe sklepy. Zakaz reklamy i promocji piwa grozi spadkiem obrotów tysięcy placówek
Sejm zajmuje się projektem ustawy mogącej mocno uderzyć w sprzedaż alkoholu w Polsce. Projekt przewiduje m.in. zakaz promocji typu 12+12, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach i całkowity zakaz reklamy alkoholu w przestrzeni publicznej

Planowana nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości budzi ogromny niepokój właścicieli małych sklepów oraz branży piwowarskiej. Całkowity zakaz reklamy, likwidacja programów lojalnościowych oraz ograniczenia w sprzedaży piw bezalkoholowych mogą pozbawić lokalny handel kluczowego źródła przychodów. Eksperci ostrzegają: restrykcyjne prawo najmocniej uderzy w polski kapitał i rodzinne interesy, ograniczając konkurencyjność małych punktów sprzedaży.

Z artykułu dowiesz się:

  • Sejm i jego prace nad ograniczeniem spożycia alkoholu
  • Ile działa w Polsce browarów?
  • Ile wynosi konsumpcja piwa w Polsce?
  • Ile osób pracuje w branży piwowarskiej?
  • Ile osób pracuje w branży piwowarskiej?
W Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Przedstawiciele branży piwowarskiej, związków zawodowych i dostawców z sektora rolniczego podczas posiedzenia parlamentarnego Zespołu Proste Podatki wyrazili zaniepokojenie perspektywą kolejnych regulacji, takich jak planowany zakaz reklamy piwa, które – jak tłumaczą – prawdopodobnie doprowadzą do jeszcze większego uszczuplenia rynku piwa w Polsce. Politycy zespołu podkreślają, że konieczne jest działanie zdroworozsądkowe, aby nie dopuścić m.in. do dalszego zamykania browarów i likwidacji wielu miejsc pracy.

– Parlamentarny Zespół Proste Podatki gościł w Sejmie branżę piwowarską, razem z producentami chmielu, branżą gastronomiczną oraz innymi dostawcami, którzy nie są zainteresowani wysokimi regulacjami i podatkami uderzającymi w miejsca pracy i polski przemysł. To spotkanie miało dostarczyć posłom wszystkich ugrupowań wiedzę na temat m.in. projektów ustawy, które dotyczą wprost branży piwowarskiej – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Janusz Kowalski, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Proste Podatki, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Na tym spotkaniu dowiedzieliśmy się m.in., że w niektórych projektach ustawy de facto likwiduje się cały sektor piw bezalkoholowych.

Sejm i jego prace nad ograniczeniem spożycia alkoholu

Projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który rozpatrywany będzie w piątek 23 stycznia br. w Sejmie, przygotowany został przez klub Lewicy. Będzie to dopiero pierwsze czytanie; droga do ewentualnych zmian w prawie jest zatem długa.

W projektowanych zmianach w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi pojawiła się propozycja całkowitego zakazu reklamy piwa. Według nich sprzedaż napojów alkoholowych z wykorzystaniem m.in. upustów, rabatów, bonifikat, pakietów i programów lojalnościowych, darowizn, nagród, wycieczek, gier losowych traktowana będzie jako forma ich promocji.

– Zgodnie z projektami ustaw, które są dzisiaj w Sejmie, oznaczałoby to, że z polskich miast znikną wszelkiego rodzaju ogródki piwne. Sport nie będzie już sponsorowany przez browary, co będzie miało w mojej ocenie negatywne przełożenie na sytuację małych ośrodków, a piwa nie będą mogły być sprzedawane w małych polskich sklepach – podkreśla Janusz Kowalski.

Propozycje są tak skonstruowane, że zakaz reklamy objąłby również piwa bezalkoholowe. Jeden z projektów zakłada także „zakaz wprowadzania do obrotu, sprzedaży i podawania produktów spożywczych, których nazwa, znak towarowy, kształt graficzny lub opakowanie wykorzystuje podobieństwo lub jest tożsame z oznaczeniem napoju alkoholowego”. Może to tym samym wyeliminować piwa „zero” z rynku. To segment, który – w przeciwieństwie do innych kategorii piwa – rośnie z roku na rok. W 2024 roku miał on 6,42 proc. udziału w całym rynku pod względem wolumenu i 7,5 proc. pod względem wartości.

– We wszystkim potrzeba jest zdrowego rozsądku. Potrzebna jest dobra, mądra debata, ale przede wszystkim trzeba zacząć od tego, żeby wysłuchać głosu polskich rolników i przedsiębiorców, takich jak ponad 300 właścicieli polskich małych browarów rzemieślniczych, regionalnych, często budujących tożsamość gminy, wspólnot lokalnych, które po tych zmianach regulacyjnych mogłyby bardzo ucierpieć, oraz samego przemysłu piwowarskiego – uważa przewodniczący Parlamentarnego Zespołu Proste Podatki.

Ile działa w Polsce browarów?

W naszym kraju działa 337 browarów, z czego 250 to rzemieślnicze i restauracyjne. Z raportu CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych „Branża piwowarska w Polsce. Wpływ na polską gospodarkę. Edycja 2025” wynika, że w 2024 roku całkowita wartość dodana z działalności branży wyniosła 20,54 mld zł. Odpowiada to 0,56 proc. PKB.

– To są innowacyjne firmy, które często bazują na recepturach sprzed 200, 300, 500, 700 lat, które budują markę małych miejscowości. Dzisiaj zabicie regulacjami i wysokimi podatkami polskiego biznesu, który również jest partnerem dla polskich rolników dostarczających słód, jabłka, chmiel, jest czymś bardzo niedobrym. Dlatego musimy go chronić. Skoro mówimy „nie” dla umowy Unia Europejska-Mercosur, to musimy być konsekwentni i chronić polskie rolnictwo, przetwórstwo, browary, bo to jest siła eksportowa polskiej gospodarki – podkreśla poseł PiS.

Ile wynosi konsumpcja piwa w Polsce?

Na posiedzeniu zespołu dyrektor Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie Bartłomiej Morzycki zaprezentował dane na temat stanu branży piwowarskiej i konsumpcji tego trunku w Polsce. Z danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, na które się powoływał, wynika, że spożycie piwa na osobę systematycznie spada od 2018 roku. Wówczas było to 100,5 l, natomiast szacunkowe dane dla 2025 roku wskazują na 80,4 l. Wraz ze spadającą konsumpcją kurczy się także polski rynek piwa. Wolumen produkcji w latach 2019–2024 zmalał z 39,7 do 34,6 mln hl, czyli o 13 proc. Trend spadkowy obserwowany był również w ubiegłym roku.

– Wśród pracowników jest ogromne zaniepokojenie, ponieważ branża piwowarska od sześciu lat notuje duże spadki udziału w rynku. Spożycie piwa spada między 6 a 7 proc. rok do roku. Reprezentuję Grupę Żywiec, w której zamknęliśmy dwa browary, a następny jest zagrożony. Jest duży spadek sprzedaży – mówi Andrzej Biegun, członek Rady Krajowej Sekcji Przemysłu Piwowarskiego w NSZZ „Solidarność”. – Branża piwowarska ma bardzo duży problem z utrzymaniem miejsc pracy, co znowu wywołuje wśród pracowników ogromne napięcie.

Ile osób pracuje w branży piwowarskiej?

Z danych Browarów Polskich wynika, że w branży – bezpośrednio i pośrednio – pracuje łącznie około 85 tys. osób. W grę wchodzi m.in. 27 tys. pracowników w handlu i 14 tys. w rolnictwie.

– Sytuacja na rynku piwa przekłada się bezpośrednio na producentów chmielu, bo wraz ze spadkiem sprzedaży piwa spada też zapotrzebowanie na chmiel, którego jesteśmy producentami. Dalsza polityka zakazów będzie powodowała spadek konsumpcji piwa w Polsce, a trendy są dla nas pozytywne, ponieważ rośnie zapotrzebowanie na piwa niskoalkoholowe bądź bezalkoholowe, które też się chmieli. Rynek nie lubi próżni. Obawiamy się sytuacji, że gdy w Polsce będzie utrudniona produkcja tych piw, wyprodukują je na nasz rynek zagraniczne koncerny z wykorzystaniem produktów od rolników z innych krajów – mówi Mariusz Śmich, przewodniczący Związku Polskich Plantatorów Chmielu, który także wziął udział w spotkaniu Parlamentarnego Zespołu Proste Podatki.

Ilu jest plantatorów chmielu w Polsce?

W raporcie CASE analitycy powołują się na raport UOKiK z 2022 roku, z którego wynika, że liczba plantatorów chmielu w latach 2002–2022 spadła o połowę. W konsekwencji 56 proc. przetworzonego chmielu wykorzystywanego przez polskich producentów piwa pochodziła od zagranicznych dostawców.

– Oprócz tego branża ponosi ogromne nakłady finansowe. Była próba podniesienia podatku akcyzowego. Dzięki wetu prezydenta został on na poziomie 5 proc., a chciano zwiększyć go do 15 proc. Jest podatek cukrowy, podatek kaucyjny – wymienia Andrzej Biegun.

– Dobrze, że nie udało się rządowi doprowadzić do uchwalenia ustaw, które od 1 stycznia 2026 roku podatkowo uderzyłyby wyższym podatkiem akcyzowym i cukrowym bezpośrednio w rolników, którzy dostarczają surowce, i w branżę. Spowodowałoby to ryzyko zamknięcia kolejnych browarów. Teraz zamykany jest najstarszy browar w Polsce, czyli browar Namysłów. Nie tak dawno został zamknięty browar Leżajsk. To jest trend, który trzeba odwrócić – podkreśla Janusz Kowalski.

Źródło: Newseria

 

 

 

29. styczeń 2026 01:23